Szefowie szpitali do pielęgniarek: wasze żądania mają zły adres i czas jest nie ten

Autor: GUBAŁA Katarzyna • Źródło: KG/Rynek Zdrowia   • 02 lutego 2021 05:55

To nie czas na wysuwanie żądań niemożliwych do spełnienia przez pracodawców - sugerują dyrektorzy szpitali pielęgniarkom, które zaczęły wchodzić w spory zbiorowe z tymi placówkami.

Szefowie szpitali do pielęgniarek: wasze żądania mają zły adres i czas jest nie ten
Fot. Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)
  • Prof. Jarosław Fedorowski, prezes PFSz: - Dyrektorzy szpitali otrzymują żądania, które są de facto żądaniami zmiany systemu finansowania ochrony zdrowia
  • Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP podaje, że w sporach zbiorowych jest już ok. 60 proc. podmiotów z całej Polski
  • Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL: - Od 30 lat lekarze i pielęgniarki dowiadują się, że to nie jest dobry czas, żeby rozmawiać o ich wynagrodzeniach

Pod koniec 2020 r. pielęgniarki i położne rozpoczęły wchodzenie w spory zbiorowe z dyrekcjami szpitali. Polska Federacja Szpitali apeluje do nich o powstrzymanie się z formułowaniem żądań i postulatów, których spełnienie nie leży w zakresie możliwości zarządzających podmiotami leczniczymi. Podkreśla też, że takie działania są niestosowne w dobie wspólnej walki z pandemią COVID-19.

Federacja w liście otwartym ze stycznia br. zauważa, że Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych w piśmie skierowanym do dyrektorów szpitali, żądając spełnienia postulatów mających na celu poprawę warunków pracy i płacy pielęgniarek i położnych - wskazuje m.in. na ‘’rażący brak przygotowania Państwa do walki z epidemią COVID-19’’ , ‘’zmiany spóźnione, nie nadążające za tempem rozwoju epidemii’’ oraz niesprawiedliwe decyzje MZ i NFZ w zakresie ''naliczania wypłaty tylko niektórym "wybranym'' pracownikom''

Te sformułowania - zdaniem Polskiej Federacji Szpitali, do której należy ponad 210 szpitali - jednoznacznie wskazują na niewłaściwego adresata pism OZZPiP. Jak wyjaśnia Rynkowi Zdrowia prof. Jarosław Fedorowski, prezes PFS, przyczyną powstania tego listu było wszczynanie sporów zbiorowych, których postulaty daleko wykraczają poza możliwości pracodawców.

- Dyrektorzy szpitali należących do Federacji zgłaszają, że otrzymują żądania, które są de facto żądaniami zmiany systemu finansowania ochrony zdrowia np. znacznego podwyższenia finansowania systemu czy podwyżek o 100 proc. Nie jesteśmy adresatem wielu z tych żądań. To są zmiany, które wykraczają poza kompetencje i możliwości pracodawców - zauważa prof. Jarosław Fedorowski, prezes PFS.

Nie bagatelizujemy problemu, ale…

Podaje, że Federacja uznała za stosowne, żeby podkreślić, że pracodawcy są za poprawą warunków materialnych szpitali i personelu, poprawą finansowania, ale…

- Te postulaty powinny być poruszane w ramach Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, w którym reprezentowane są wszystkie strony dialogu społecznego. Wszczynanie sporów zbiorowych wprowadza w szpitalach niepokój i atmosferę, która nie sprzyja realizacji naszego głównego zadania,  czyli trudnej walki z pandemią COVID-19. Tymczasem dyrektor musi w spory zbiorowe zaangażować zasoby ludzkie szpitala - dyrektora ds. medycznych, często też pielęgniarkę naczelną, żeby ustosunkowywać się do żądań i próbować negocjować rzeczy, które są poza możliwością pracodawców - wskazuje prezes Fedorowski.

Polska Federacja Szpitali zaznacza, że nie bagatelizuje powstających problemów, a pracodawcy starają się je rozwiązywać w każdy możliwy i dostępny sposób. Na końcu pisma do związku pielęgniarek i położnych Federacja wyraża jednak ''sprzeciw wobec wszczynania sporów zbiorowych wobec pracodawców poprzez wysuwanie żądań niemożliwych do spełnienia przez pracodawców, a do tego w nierealnych terminach i to podczas największego kryzysu systemu ochrony zdrowia w ostatnich dekadach - kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19, a nie działaniami dyrektorów podmiotów leczniczych''.

Jeśli coś wzbudza niepokój, to warunki pracy

OZZPiP pismo Polskiej Federacji Szpitali odebrał jako ocenę i próbę wywierania wpływu na działalność ustawową i statutową. Przewodnicząca Ptok nie ukrywała, że list zaniepokoił i oburzył. Odniosła się m.in. do zarzutu ''wzbudzania niepokoju pośród pracowników systemu ochrony zdrowia, którzy w obecnej chwili muszą stawiać czoła licznym stresogennym sytuacjom w dobie panującej pandemii’’.

- Gwarantuję, że to nie wejście w spór zbiorowy przez związek zawodowy wzbudza niepokój wśród pracowników (chyba, że chodzi o pracowników będących kadrą zarządzającą), a niepewność co do przebiegu dyżuru, jego liczebnej obsady, zabezpieczenia w sprzęt i środki ochrony, tego, czy zostanie wypłacony dodatek covidowy, czy też nie itd. Te właśnie niepokoje i docierające do nas liczne uwagi samych zainteresowanych, zostały zgłoszone właśnie w procedurze sporów zbiorowych - przekonuje Krystyna Ptok.

Podaje, że w sporach zbiorowych jest już ok. 60 proc. podmiotów z całej Polski. W jednych placówkach są one na etapach rokowań, w innych na etapie mediacji.

- Decyzję o wchodzeniu w spory zbiorowe podejmowaliśmy w okresie epidemii i były pytania, czy to dobry czas. Owszem jest. Przypomnę, że 6 lat temu zaczęliśmy spory zbiorowe uchwałą Zarządu Krajowego OZZPiP z 14 grudnia 2014 r., a w 2015 r. podpisaliśmy porozumienie z ministrem zdrowia Marianem Zembalą o podwyżkach wynagrodzeń dla pielęgniarek i położnych. Gdzie byłybyśmy, gdybyśmy tych działań nie podjęły? - pyta przewodnicząca Ptok.

Wskazuje, że OZZPiP jako związek zawodowy ma prawo do ubiegania się o poprawę warunków pracy i płacy pracowników, ale nie ma prawa prowadzić sporów zbiorowych z rządem.

- Pracodawcy są odpowiedzialni za proces pracy, za stworzenie pracownikom odpowiednich warunków pracy i płacy. Zatem w zakresie warunków pracy i płacy są jak najbardziej stroną do negocjacji. Więcej, to pracodawcy powinni ramię w ramię stanąć z pracownikami ochrony zdrowia. Powinniśmy razem walczyć o to, żeby procent PKB na ochronę zdrowia stale rósł - przekonuje przewodnicząca związku pielęgniarek i położnych.

Jak podaje Krystyna Ptok, decyzje na temat ewentualnych protestów pielęgniarek i położnych będą zapadały w połowie kwietnia.

Nie było jeszcze dla nas ‘’dobrego czasu’’

Na początku grudnia Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy podjął uchwałę o poparciu działań podjętych przez OZZPiP w postaci wszczynania sporów zbiorowych przez organizacje zakładowe związku. Związek lekarzy wezwał też wszystkich lekarzy, zatrudnionych w tych szpitalach i innych zoz-ach, w których OZZPiP będzie przeprowadzał referenda strajkowe do wzięcia udziału w referendum i wyrażenia w nich zgody na strajk pielęgniarek i położnych.

Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL komentując w rozmowie z Rynkiem Zdrowia pismo Polskiej Federacji Szpitali do związku pielęgniarek zauważa, że od 30 lat lekarze i pielęgniarki dowiadują się, że to nie jest dobry czas, żeby rozmawiać o ich wynagrodzeniach, bo są ‘’ważniejsze sprawy’’.  

- Dyrektorzy szpitali mają poniekąd rację, że żądania pielęgniarek, czy te, które kiedyś my lekarze formułowaliśmy, to są żądania, które mogą być spełnione nie tyle przez dyrektorów, co przez rząd, ale z drugiej strony - w jaki sposób możemy skłonić rząd do tego, żeby te zmiany systemowe wprowadził? Właśnie stawiając dyrektorów w takiej sytuacji, że to oni będą zdeterminowani apelować do rządu o większe środki - mówi przewodniczący Bukiel.

Uważa, że Polska Federacja Szpitali zamiast upominać pielęgniarki i położne, powinna przekazać decydentom, że ich żądania są słuszne, że ''powinniśmy je spełnić - zapewnijcie nam warunki, żebyśmy mogli to zrobić''.

- A zamiast tego mamy wystąpienie z pozycji tych odpowiedzialnych, tych mądrych… - podsumowuje.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum
    PARTNER SERWISU
    partner serwisu

    Najnowsze