Szefowie niepublicznych szpitali samorządowych o kryzysie

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 27 lipca 2009 05:58

Kryzys, lub jak kto woli: spowolnienie gospodarcze, staje się odczuwalny także w ochronie zdrowia. Dyrektorzy szpitali z niepokojem czekają na wypłacenie nadwykonań przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

A NFZ, którego budżet kurczy się na skutek rosnącego bezrobocia i coraz mniejszych wpływów ze składek zdrowotnych, oszczędza na czym może...

Jak radzą sobie w tej sytuacji niepubliczne szpitale samorządowe, działające przecież w tym samym trudnym otoczeniu co SPZOZ-y i finansowane przez tego samego płatnika? Co dla nich, spółek prawa handlowego, oznacza funkcjonowanie w takich warunkach? Portal rynekzdrowia.pl rozmawiał o tym z szefami niektórych przekształconych w spółki placówek, m.in. w Malborku, Wieruszowie, Wrześni i Tczewie.

Powiatowe Centrum Zdrowia Sp. z o.o. NZOZ w Malborku na razie ma się nieźle. Wynik finansowy za pierwsze półrocze nie daje powodów do załamywania rąk, a banki – o dziwo – nie odmawiają podejmowania rozmów o kredytach. Barbara Kawińska, wiceprezes spółki i dyrektor medyczny szpitala ocenia, że kryzys kryzysem, ale upadłość spółce obecnie, odpukać, nie grozi.

– To, naturalnie, nie oznacza, że lekceważymy rzeczywistość - mówi portalowi rynekzdrowia.pl wiceprezes Kawińska. – Wręcz odwrotnie, staramy się zwiększyć przychody unikając na razie większych kosztów. Obecnie postawiliśmy na poszerzenie zakresu usług medycznych w ramach oddziału chirurgii ogólnej. Chodzi o świadczenia, na które jest największe zapotrzebowanie, tj. chirurgię onkologiczną i ortopedię. Jednocześnie nie powielamy oferty okolicznych szpitali, dzięki czemu środki z NFZ nie są dzielone pomiędzy kilka lecznic, co stawiałoby opłacalność przedsięwzięcia pod znakiem zapytania.

Nie ma kosztów, są zyski
Zarząd spółki nie planuje na razie tworzenia nowych oddziałów chirurgii onkologicznej lub ortopedycznego, co wiązałoby się z poważnymi kosztami. W określone dni w tygodniu przyjeżdżają do Malborka specjaliści z Gdańska, zatrudnieni na kontraktach. W ten sposób nie ma kosztów nowych oddziałów, ale są zyski z operacji.

Bolączką szpitala są jednak nadwykonania w wysokości ponad 1 mln zł, które za I półrocze br. wciąż pozostają niezapłacone. Jest i inny problem, który dotyczy wszystkich samorządowych szpitali niepublicznych.

– W 2008 r. zapłaciliśmy 250 tys. zł podatku CIT, którego SPZOZ-y nie płacą – przypomina Barbara Kawińska. – Problem nierównego traktowania podmiotów był podnoszony w debacie publicznej wielokrotnie, podobnie jak potrzeba wprowadzenia zerowego VAT-u. Na debatach się jednak skończyło. Szkoda, bo CIT jest dla nas wielkim obciążeniem, a każda odłożona złotówka przydałaby się na bardzo potrzebne inwestycje. Szpital działa w starym budynku i musi ciężko pracować na nowy wizerunek.

Na środki za nadwykonania za I półrocze br. w wysokości 600 tys. zł czeka również Powiatowe Centrum Medyczne Sp. z o.o. w Wieruszowie. Łódzki Oddział Wojewódzki NFZ zapewnia, że w pierwszej kolejności zostaną zapłacone procedury ratujące życie, co jest dla szpitala dobrą wiadomością: większość nadlimitów dotyczy pacjentów trafiających na oddział wewnętrzny w stanach ostrych.

Co można zawiesić?
– Mimo nadwykonań mieścimy się w kosztach: spółka nie może się zadłużać, więc się nie zadłużamy – wyjaśnia prezes Eunika Adamus. – Co nie oznacza, że zostały ograniczone przyjęcia do szpitala. Jedyne zakresy, w których trzeba było to zrobić, to rehabilitacja, gdzie mamy obecnie czteromiesięczną kolejkę oczekujących oraz specjalistyka. Nie unikamy nadwykonań także dlatego, że będą one poważnym argumentem w negocjacjach z Funduszem dotyczących kontraktu na 2010 r. To większa szansa na lepsze finansowanie - płatnik bierze przecież pod uwagę średnie wykonanie z 12 miesięcy.

Jednocześnie prezes Adamus rozwiewa mit o szerokich możliwościach zarabiania przez samorządowe szpitale niepubliczne na komercyjnych usługach medycznych. Wyjaśnia, że szpital świadczy je w rehabilitacji i endoskopii, ale przychody z tego tytułu są marginalne. Być może byłyby większe, gdyby w grę wchodziła np. okulistyka lub ortopedia.

– Nasi pacjenci nie mają pieniędzy, a jeśli już, to wolą je wydać w prywatnych gabinetach, niż w szpitalu – ocenia prezes wieruszowskiej spółki. – Bazujemy raczej na fakcie, że załoga nauczyła się poruszać w ramach środków, które mamy do dyspozycji, naszym zdaniem wcale nie takich małych. Tak dobry pod względem finansowym rok, jak 2008, prędko się wprawdzie nie powtórzy, ale i obecnie nie jest źle. Na pewno nie jest prawdą, że Fundusz finansuje tak marnie, że nie da się za te pieniądze prowadzić szpitala. Nawet jeśli tracimy na jednej procedurze, to zyskujemy na innej.

Co jednak będzie, jeśli finansowanie się pogorszy? Eunika Adamus ma już własny plan na trudne czasy: spółka zawiesi inwestycje, ale nie leczenie pacjentów.

W spółce łatwiej
NZOZ Szpital Powiatowy we Wrześni Sp. z o.o. kryzysu na razie nie odczuwa. Także jako SPZOZ lecznica działała bez zadłużenia. Jednak niezapłacone nadwykonania w kwocie 2 mln zł wprowadzają do zarządzania placówką element niepewności.

– Zarówno w SPZOZ jak i w spółce brakuje w miarę otwartej perspektywy na przynajmniej kilka lat, co mocno utrudnia planowanie - mówi prezes Zbyszko Przybylski. – Wciąż nie wiadomo, czy i kiedy odzyskamy środki za nadlimity, a ponieważ mowa o poważnej kwocie, jasne jest, że brak tej informacji zaciemnia obraz funkcjonowania szpitala w ostatnich miesiącach br. Tymczasem najpóźniej we wrześniu musimy podjąć decyzję o hamowaniu (lub nie) pracy lecznicy.

Prezes Przybylski nie ukrywa, że spółka planuje uruchomienie odpłatnego zakresu działalności medycznej, dotyczącego m. in. specjalistyki, a być może także terapii dziennych, np. w psychiatrii.

– Chodzi o wybór świadczeń potrzebnych i opłacalnych – wyjaśnia prezes.

Także NZOZ Szpital Powiatowy w Tczewie kryzys – jak na razie – omija, choć optymizm w lecznicy jest umiarkowany: sytuacja finansowa Funduszu znana jest wszystkim. W pierwszym półroczu br. szpital wypracował nadwykonania na kwotę 2,5 mln zł i nie ma żadnej pewności, że odzyska za nie pieniądze. Jeśli płatnik będzie je miał, to zapłaci. Jeśli nie, to nie zapłaci.

Tymczasem placówka planuje, podobnie jak inne samorządowe szpitale niepubliczne, oferowanie odpłatnych świadczeń za rozsądne ceny. Jakich? Na razie nie uchyla rąbka tajemnicy.

– Kontrakt z NFZ pozwala nam na wykorzystanie zaledwie 60 proc. potencjału szpitala, dlatego w przypadku świadczeń komercyjnych mamy do dyspozycji ten sam sprzęt, te same łóżka, pomieszczenia i personel – podkreśla dyrektor Janusz Boniecki. – Dodatkowe koszty nie wchodzą w grę.

Zdaniem Janusza Bonieckiego w spółce  łatwiej przetrwać kryzys, niż w SPZOZ-ie. Decydują o tym większe możliwości w zakresie zarządzania.

– Rada nadzorcza spółki, to ludzie z odpowiednimi uprawnieniami, rozumiejący zasady działania przedsiębiorstwa – podkreśla dyrektor NZOZ w Tczewie. – Nie ma rady społecznej, uciążliwych aspektów politycznych, nie ma utrudnień w postaci związków zawodowych. Nie ma w końcu podziałów na lekarzy i pielęgniarki oraz resztę personelu: każdy rozumie, że praca innej osoby jest ważna. Jest za to zrozumienie, że do podziału mamy tylko to, co razem wypracujemy. Nic więcej!

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum