Szef samorządu lekarskiego: wzięliśmy na sztandary walkę z hejtem, a sami go wygenerowaliśmy

Paulina Gumowska odpowiada za rozwój treści segmentu zdrowie w Grupie PTWP, w tym serwisu rynekzdrowia.pl i magazynu Rynek Zdrowia, których jest redaktor naczelną. Przed dołączeniem do Grupy PTWP, przez blisko dziewięć lat związana była z Wirtualną Polską. Ostatnio była redaktor naczelną obszaru lifestyle i zdrowie, m.in. WP Kobiety i portalu WP abcZdrowie. Wcześniej była zastępcą redaktora naczelnego WP oraz wiceszefową Strony Głównej i Newsroomu, a także wydawcą i redaktorem. Autor: Paulina Gumowska • Źródło: Rynek Zdrowia   • 19 sierpnia 2022 06:00

To były intensywne trzy miesiące pracy Łukasza Jankowskiego, nowego szefa Naczelnej Rady Lekarskiej. Walczy o no-fault, chce zmian w kształceniu medyków, ale musi też zmierzyć się z narracją, która dziś przebija się w mediach społecznościowych. - Atmosfera Twittera utrudnia nam kontakty z Ministerstwem Zdrowia. Hejt zabetonowuje nas na swoich pozycjach - przyznaje w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, w której wracamy do konferencji dotyczącej kredytów studenckich oraz tego co działo się później.

Szef samorządu lekarskiego: wzięliśmy na sztandary walkę z hejtem, a sami go wygenerowaliśmy
Łukasz Jankowski: Atmosfera Twittera utrudnia nam kontakty z Ministerstwem Zdrowia. Fot. Naczelna Izba Lekarska

 

Łukasz Jankowski: Rolą rezydentów nie jest ratowanie systemu

Paulina Gumowska, Rynek Zdrowia: Potrafi pan patrzeć na ochronę zdrowia z perspektywy lotu ptaka?

Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej: Uczę się tego. 

A nie jest tak, że bycie lekarzem w naturalny sposób zawęża tę perspektywę? Patrzy pan na system oczami tylko jednej strony. 

Patrzę na system oczami lekarza praktyka, który sprawnie porusza się w systemie. Znam też perspektywę pacjenta. To dwa kluczowe elementy tego systemu.

Adam Niedzielski lekarzem nie jest, co środowisko medyków przypomina mu przy każdej dyskusji o reformie ochrony zdrowia. Naprawdę uważa pan, że tylko lekarz jest w stanie uzdrowić system? 

Miałem duże nadzieje związane z powołaniem Adama Niedzielskiego na to stanowisko. Uważałam wówczas i mówiłem o tym publicznie, że być może to dobry moment, by ktoś spoza środowiska lekarskiego przejął stery na Miodowej. Okazało się jednak, że brak tego doświadczenia jest ograniczeniem.

Dlaczego?

System ochrony zdrowia to bardzo skomplikowany mechanizm, perspektywa lekarza-praktyka i pacjenta jest konieczna, by go zrozumieć. A skupienie się na samej ekonomii nie rozwiązuje problemów. To, co dobrze wygląda w tabelkach, nie dźwiga konfrontacji z rzeczywistością. 

Tego argumentu nie dźwiga jednak historia. Lekarze mieli przecież lekarkę – premierkę. Obraz ochrony zdrowia nie zmienił się w tamtym czasie. 

Idealnym połączeniem byłby więc lekarz z wykształceniem ekonomicznym, ale nie sadzę, że Adam Niedzielski zdecydowałby się teraz na studia medyczne. A mówiąc poważnie: reforma systemu jest skrajnie trudna. Kierunek jest wyznaczony, zlokalizowane są problemy, ale nie ma dziś woli politycznej, żeby się z nimi zmierzyć. Czas po pandemii był idealnym momentem do tego, by otworzyć nowy rozdział i powiedzieć: bierzemy się za to. Ministerstwo tego nie wykorzystało. 

Dotyka pan ważnego tematu: polityki w ochronie zdrowia. Bez wątpienia ma ona ogromny wpływ na decyzje podejmowane na Miodowej. Zawsze tak było. Ale wy – Naczelna Izba też jesteście elementem tej polityki, też rozgrywacie obecną sytuację politycznie. Wygląda to jak mecz ping-ponga. Ministerstwo przedstawia pomysł, środowisko natychmiast odbija piłeczkę, torpedując go. Gdy dołożymy do tego personalną niechęć do Adama Niedzielskiego, trudno złapać co jest konstruktywną krytyką, a co próbą sił.

Nasze relacje są trudne, ale nie można mówić o personalnej niechęci. Po prostu brakuje nam zaufania. Minister nadwyrężył je już w pierwszych miesiącach swojego urzędowania. Wielokrotnie wypowiadał się w sposób nieakceptowalny o naszym środowisku. 

My skupiamy się na merytorycznej ocenie decyzji resortu. Zwracamy uwagę na ryzyka, ewidentne szkodliwe skutki, wskazujemy, co z naszej perspektywy powinno zostać zrobione inaczej, by dobrze zadziałało. Tak jest np. z no-fault. Resort mówi o kierunku, który oceniamy negatywnie, więc przygotowujemy własny projekt ustawy. Gdy oceniamy działania resortu dobrze - również głośno o tym mówimy. Ostatnim przykładem jest choćby otwarcie medykom możliwości zaszczepienia się czwartą dawką szczepionki przeciwko COVID-19. Apelowaliśmy o rekomendacje i rozszerzenie grupy mogącej się zaszczepić, a niedługo potem MZ wyszło z jeszcze szerszym rozwiązaniem.

Jesteśmy otwarci na współpracę, jednak utrudnia ją postawa ministra zdrowia. Np. słowa, jakie wypowiedział w ostatniej rozmowie z panią redaktor, jeszcze mocniej podgrzały sytuację.

Minister, zwracając się do rezydentów powiedział, że może nimi dowolnie dysponować, przerzucając ich do szpitali powiatowych, bo płaci za ich wykształcenie. Czytając te słowa nie mogłem zrozumieć, jak mogły one paść z ust urzędującego ministra w wywiadzie, który jak rozumiem, był autoryzowany. 

Szpitale powiatowe są w kryzysie kadrowym. Pomysł, by kierować do nich rezydentów i w ten sposób zasilać je lekarzami, nie jest niczym nowym. Pan sam był w ministerialnym zespole, który pracował nad ustawą wprowadzającą ten obowiązek. Wtedy był pan za, teraz jest pan przeciw? 

Nadal jestem zwolennikiem tego, by część szkolenia specjalizacyjnego odbywała się w innym szpitalu, a najlepiej w szpitalu powiatowym. Kraje zachodnie pokazują, że zbieranie doświadczeń z kilku różnych ośrodków daje dobre efekty. Natomiast nasz pomysł został wypaczony przez Ministerstwo Zdrowia.

Rezydenci to nie są zapchajdziury, a ich rolą nie jest ratowanie systemu. Odwróciliśmy logikę. Nie myślimy o tym, jak powinien wyglądać system kształcenia rezydentów, myślimy natomiast w jaki sposób, wykorzystując rezydentów, uratować szpitale powiatowe. 

Przyjmuję pański argument. Natomiast kryzys wymaga stanowczych działań, a pomysł ministerstwa takim jest. Ma pan lepszy? Jak zachęcić rezydentów do wybierania powiatowych szpitali? 

W pierwotnej idei nie chodziło nam o to, żeby wysyłać na siłę rezydentów do wskazanych ośrodków, tylko o to, żeby wpisać do programów specjalizacyjnych półroczny staż w ośrodku o innym stopniu referencyjności, ale przy zachowaniu dobrych warunków finansowych: zwrotu za dojazdy, pomocy w relokacji na te pół roku.

Dziś system ma oczekiwania od rezydentów nie dając nic w zamian, a oferowane wsparcie finansowe to grosze. 

Łukasz Jankowski: Wzieliśmy jako środowisko na sztandary walkę z hejtem, a sami go wygenerowaliśmy

Trzy miesiące temu został pan prezesem Naczelnej Rady. Jest pan bardzo aktywny i widoczny w mediach. O systemie no-fault nigdy nie mówiło się tak dużo. Ale dobrze wiemy, że od samego mieszania herbata nie stanie się słodsza. Rozbudził pan oczekiwania i nadzieje środowiska. Pytanie więc o to, co dalej, no-fault nie pociągnie tej kadencji.  

Od tego zaczęliśmy i tym się teraz zajmujemy. Do tej pory samorząd tonął w wielości inicjatyw. Wszystkie były na pierwszym miejscu, żadna się nie wybijała. Ja chcę działać po kolei: temat po temacie. Jestem w mediach, bo tego oczekuje środowisko, bo głos lekarzy w publicznej debacie jest ważny, a mamy świetną szansę, żeby nasz głos był słyszalny. Ale jednocześnie nie chcę być postrzegany jak np. wykonawca znany tylko z jednej piosenki. 

Trzymając się tego porównania: po jednym hicie słuchacze oczekują kolejnego.

Kolejny temat to kształcenie medyków. Ostatnio spotkałem się z ministrem Czarnkiem. Potrzebujemy szerokiej dyskusji na temat kształcenia medyków, jakości tego kształcenia, na temat liczby lekarzy w systemie ochrony zdrowia. Kreujemy atmosferę do zmiany tego systemu i jesteśmy otwarci na różne argumenty i perspektywy.

Mówi pan o otwartości środowiska, oburza się pan na słowa Adama Niedzielskiego, a jak pan ocenia to co się dzieje w mediach społecznościowych, na Twitterze? Medycy potrafią być bezlitośni w punktowaniu działań Ministerstwa Zdrowia. To, co wydarzyło się po konferencji na temat kredytów studenckich i to, jak zostało ocenione wystąpienie prezydentki IFMSA-Poland, było hejtem w czystej postaci.

Zgadzam się. To było obrzydliwe i nie boję się użyć tego słowa. Wzięliśmy jako środowisko na sztandary walkę z hejtem, a sami go wygenerowaliśmy. Patrząc na to, co się działo po konferencji, zastanawiałem się, czy części aktywnych w dyskusji kolegów sami nie powinniśmy zgłosić do komisji ds. walki z hejtem wobec lekarzy. Granice zostały przekroczone, a do takich sytuacji w naszym środowisku nie powinno dochodzić. 

Wypowiadanie swoich opinii na Twitterze nie jest niczym złym, merytoryczna krytyka - proszę bardzo. Ale dostrzegam też, że Twitter stał się dla części naszego środowiska księgą skarg i zażaleń na działanie resortu zdrowia. Doszliśmy rzeczywiście do absurdalnego momentu, w którym w dobrym tonie jest zanegować jakiś pomysł. Żeby zaistnieć, trzeba agresywnie skrytykować… Nie bez znaczenia jest, że taka specyfika prowadzenia dyskusji jest niestety zapisana już w kodzie źródłowym samego Twittera. 

Ale to buduje narrację w przestrzeni publicznej, że między resortem a lekarzami jest nieustannie tocząca się wojna, tymczasem sam pan wielokrotnie powtarzał, że zależy panu na budowaniu relacji między wami. 

Nie jesteśmy bierni jako środowisko, mamy aktywnych ludzi, pytanie tylko, czy ta aktywność idzie w dobrym kierunku. Zadaję sobie to pytanie. Widzę, że niektórzy zbyt mocno wchodzą w tę "twitterową" rzeczywistość i mam świadomość, że atmosfera Twittera utrudnia nam kontakty z resortem.

Hejt zawsze zmienia postrzeganie rzeczywistości, zabetonowuje nas na swoich pozycjach. 

I co pan z tym zrobi? 

Czeka nas ciężka praca i przekonanie części kolegów do perspektywy, o której rozmawiamy. Chcę się spotykać z lekarzami, tymi aktywnymi w mediach społecznościowych też, chcę poznać ich perspektywę, ich punkt widzenia. 

Podtrzymuje pan, że nie zamierza zakładać konta na Twitterze?

Podtrzymuję. 

A nie boi się pan, że nowi opinio-liderzy, lekarze, którzy dziś mają po kilka, kilkanaście, nawet kilkadziesiąt tysięcy obserwujących, urosną na tyle, że w następnych wyborach będzie pan musiał z nimi walczyć o władzę?

Nie boję się. Po prostu robię swoje.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum