Specjalistów brak, a ci grzęzną w papierach, bo nie mają sekretarek medycznych

Autor: Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia • • 07 marca 2011 07:01

W czasie, gdy szeroko dyskutuje się o braku specjalistów oraz wielomiesięcznych kolejkach do nich, ci spędzają zbędne godziny na wypełnianiu dokumentacji medycznej. Nie mają co liczyć na pomoc sekretarek medycznych. Dla dyrekcji wielu szpitali pensje takiego personelu są wydatkiem, na który nie można sobie pozwolić. Drogi i oblegany specjalista zamiast na leczenie przeznacza część swego czasu pracy na pisanie.

Specjalistów brak, a ci grzęzną w papierach, bo nie mają sekretarek medycznych

O przeliczenie, ile godzin poświęcanych jest na zaspokojenie potrzeb biurokratycznej machiny, i to w sprawie jednej tylko ankiety, pokusił się prof. Mieczysław Komarnicki, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii i Chorób Rozrostowych Układu Krwiotwórczego UM w Poznaniu, konsultant wojewódzki w dziedzinie hematologii.

Wspomniana ankieta stosowana jest u chorych na przewlekłą białaczkę szpikową leczonych inhibitorami kinaz w ramach terapeutycznego programu zdrowotnego. Jak wskazuje prof. Komarnicki, jej dwukrotne wypełnienie w ciągu roku dla każdego chorego zajmuje łącznie ok. godziny.

– Pod opieką poradni hematologicznej w Poznaniu znajduje się obecnie ponad 100 chorych leczonych inhibitorami. Wynika z tego, że aby sprostać temu zadaniu należy poświęcić rocznie ponad 100 godz. pracy lekarza specjalisty – wylicza hematolog.

Czas na leczenie
W jego ocenie, pacjentów objętych tym leczeniem w skali kraju może być ok. 1500. Na wypełnianiu jednej tylko ankiety zostanie więc poświęconych rocznie 1500 godzin pracy hematologów. Podkreśla przy tym, że najbliższe terminy przyjęć w poznańskiej poradni hematologicznej, to przełom sierpnia i września 2011 r.

– Ankiety, o których mowa są praktycznie kopiowaniem dokumentacji medycznej, która w każdej chwili jest dostępna do ewentualnej kontroli. Czy specjalista w dziedzinie hematologii, którego wykształcenie zajmuje 8 lat powinien się zajmować leczeniem czy wypełnianiem ankiet? Poza tym kto przeanalizuje te kilkaset ankiet i jakie będą z tego korzyści? – pyta prof. Mieczysław Komarnicki.

Zaznacza przy tym, że rzetelna dokumentacja medyczna musi być prowadzona, jednak nie powinno się to odbywać kosztem leczenia pacjenta. Przyznaje, że praktycznie nie ma możliwości, żeby usiąść i spokojnie, wszechstronnie rozważyć jak powinno przebiegać leczenie chorego.

W jego przekonaniu wypełnianie dokumentacji zabiera tyle czasu, że specjalista powinien korzystać z pomocy sekretarki medycznej.

– Nie jest to zresztą żadna fanaberia, a rozwiązanie szeroko stosowane w USA i Europie Zachodniej. Lekarz wchodzi do gabinetu, gdzie czeka na niego pacjent i sekretarka medyczna, która referuje mu stan chorego. Czas spędzony z pacjentem jest poświęcony wyłącznie na zebranie wywiadu, ustne zlecenie badań i leków, omówienie leczenia, a nie pisanie – stwierdza nasz rozmówca.

Stetoskop i dyktafon
Jak wspomina, już 30 lat temu podczas stażu we Francji obserwował pracę lekarzy wyposażonych jedynie w dyktafony, z których to, co polski lekarz musi „wklepywać” ręcznie, było spisywane przez sekretarki.

– Tyle mówi się o braku specjalistów w różnych dziedzinach medycyny... Szanujmy ich więc! Niech zajmą się przede wszystkim leczeniem chorych a nie trwonieniem czasu na wypełnienie kolejnych, często wątpliwej przydatności formularzy – podkreśla.

W podobnym tonie wypowiada się dr Marek Derkacz, specjalista chorób wewnętrznych z Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie.

– Codzienna szpitalna rzeczywistość pokazuje, że czas przeznaczany na wizytę na salach chorych, to zaledwie chwila w porównaniu do czasu koniecznego na wypełnienie stert często zupełnie niepotrzebnych dokumentów – mówi.

Zaznacza, iż w większości krajów Unii Europejskiej czas pracy specjalistów jest zbyt cenny, aby mógł być trwoniony na wypełnianie przez nich różnego rodzaju formularzy.

– Również w Polsce, w nielicznych szpitalach zatrudniane są sekretarki medyczne, które skutecznie odciążają lekarzy od pracy biurowej. Lekarz wypełniający druki skierowań na badania laboratoryjne i obrazowe, transport chorego karetką, czy karty rozliczeń hospitalizacji, to skrajny objaw marnotrawstwa – podkreśla dr Derkacz.

Polubić komputer
Wskazuje, że w wielu szpitalach dochodzi do opóźniania wypisywania pacjentów do domu tylko dlatego, że lekarzom obciążonym licznymi obowiązkami administracyjnymi nie wystarcza czasu na przygotowanie kart informacyjnych. Wpływa to negatywnie na koszty funkcjonowania oddziałów.

Tymczasem z punktu widzenia dyrektorów zatrudnianie dodatkowych pracowników w postaci sekretarek medycznych nie jest opłacalne.

W szpitalu, w którym pracuje niedawno wprowadzono system informatyczny umożliwiający automatyczne importowanie danych z badań laboratoryjnych i obrazowych do kart informacyjnych pacjentów.

– Wcześniej każdy lekarz zmuszony był do ręcznego wpisywania tych wyników. Często, szczególnie w przypadku długich hospitalizacji, była to żmudna i bardzo czasochłonna praca. Teraz jest dużo łatwiej. W klinice, w której pracuję zatrudniono również osobę zajmującą się rozliczaniem hospitalizacji, dzięki czemu lekarze mogą więcej czasu poświęcać swoim pacjentom – mówi Marek Derkacz.

Dr Jarosław Rosłon, dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie, już w 2007 r. chciał wprowadzić na oddziały dyktafony dla lekarzy. Pomysł nie wszedł ostatecznie w życie, bo szpitala nie było stać na zakup systemu do automatycznego przetwarzania zapisu głosowego na pismo. Dyrektor postawił więc na sekretarki medyczne i informatyzację szpitala.

– Skłaniałbym się jednak ku informatyzacji, gdyż wzmacnianie oddziałów o sekretarki medyczne nie przyniosło wyraźnie zwiększonej efektywności lekarzy. Za to system informatyczny, w który zainwestowaliśmy środki własne szpitala, sprawdza się bardzo dobrze i usprawnia pracę lekarzy. Choć i tu nie brak nieprzekonanych do komputera i traktujących go wyłącznie jako maszynę do pisania – przyznaje dr Rosłon.

Sekretariat medyczny
Dr Szczepan Cofta, specjalista chorób płuc z Kliniki Pulmonologii, Alergologii i Onkologii Pulmonologicznej UM w Poznaniu kilkakrotnie przebywał na zagranicznych stypendiach, gdzie miał okazję zobaczyć jak działa tzw. sekretariat medyczny.

– Zajmuje się on wszelkimi sprawami administracyjnymi i socjalnymi oraz wszelką pomocą w pracy lekarzy. Uzgadnia terminy badań i wizyt, umawia z rodzinami pacjentów, wysyła korespondencje i wypisy do lekarzy, którzy wysłali doń pacjentów. Lekarze mogą więc w zasadzie zajmować się głównie sprawami związanymi z diagnozowaniem i leczeniem – opisuje dr Cofta.

W jego opinii, model stosowany z powodzeniem od kilkunastu lat w szpitalach w Europie Zachodniej zaczyna być doceniany i w polskich lecznicach. Głównie jednak w niepublicznych zakładach opieki zdrowotnej.

– Chcemy stworzyć system szkoleń obejmujących osoby, które wykonują  ten zawód. To jest grupa zawodowa, która musi się charakteryzować wysokim poziomem kompetencji, jeśli ma spełniać swoje zadania i warto nad tym popracować – uważa specjalista.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum