Skierowania miały skrócić kolejki do specjalistów. MZ analizuje, czy tak się stało?

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 21 czerwca 2018 05:52

Od trzech lat do okulisty i dermatologa pacjenci dostają się na podstawie skierowania lekarzy rodzinnych. Ich wprowadzenie decydenci tłumaczyli potrzebą uporządkowania kolejek. Dzięki temu posunięciu część świadczeń, np. leczenie zapalenia spojówek, mieli przejąć lekarze POZ.

Na początku czerwca Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec wystąpił do ministra zdrowia o zniesienie konieczności uzyskania skierowania do okulisty i dermatologa. Jak wskazywał, za taką zmianą przemawia właśnie ograniczony dostęp do świadczeń zdrowotnych udzielanych przez tych specjalistów.

Rzecznik w piśmie do MZ przypominał, że wprowadzenie skierowań do lekarzy tych specjalności miało spowodować skrócenie kolejek i poprawę dostępności do świadczeń w poradniach dermatologicznych i okulistycznych. Chmielowiec wskazał, że niestety zdarza się, iż wiedza lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej na temat problemów dermatologicznych i okulistycznych nie zawsze jest wystarczająca.

Dodał, że problem dostępu do skutecznego leczenia dermatologicznego przy pierwszych objawach choroby sygnalizują w szczególności pacjenci chorzy na łuszczycę. Przekazywane do niego sygnały świadczą o tym, że podejmowane przez lekarzy POZ próby leczenia łuszczycy i łuszczycowego zapalenia stawów bywają nieskuteczne i powodują zaostrzenie choroby.

Sprawę zniesienia skierowań do dermatologa sygnalizował również Parlamentarny Zespół ds. Łuszczycy i była krajowy konsultant w dziedzinie dermatologii i wenerologii.

Ministerstwo analizuje postulaty
- Ministerstwo Zdrowia jest w trakcie analizy postulatów zgłoszonych przez Rzecznika Praw Pacjenta dotyczących zniesienia skierowań do poradni okulistycznych i dermatologicznych - powiedział nam Krzysztof Jakubiak, rzecznik MZ.

Minister Łukasz Szumowski w reakcji na postulaty Rzecznika Praw Pacjenta zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo, że gwałtowny dopływ pacjentów, którzy chcieliby np. skontrolować stan swojego wzroku bez medycznych wskazań może ograniczyć dostępność do tych specjalistów.

- Chcielibyśmy dostępność poprawić, a nie ją ograniczyć przez zwiększanie list oczekujących. Musimy to bardzo dobrze zanalizować, zanim zdecydujemy się na ten krok - mówił minister.

- Wprowadzenie skierowań do dermatologa często wydłużyło tylko drogę chorego do specjalisty - przyznał w rozmowie z nami prof. Andrzej Kaszuba, kierownik Oddziału Dermatologii i Wenerologii Kliniki Dermatologii UM w Łodzi, były konsultant krajowy w dziedzinie dermatologii i wenerologii.

Od początku były wątpliwości
Profesor podkreślił, że jego środowisko od początku miało spore wątpliwości co do zasadności wprowadzenia skierowań.

- Podejrzewaliśmy, że lekarze POZ nie będą chętni do realizowania świadczeń z zakresu dermatologii. Chociaż lekarze rodzinni przechodzą odpowiednie szkolenie z zakresu dermatologii, to trafiają się trudne przypadki chorób, które dają bardzo podobne objawy. Nietrafiona terapia może negatywnie wpłynąć na zdrowie pacjenta, niekiedy przynieść nieodwracalne skutki. Mała, niepozorna zmiana skórna może być oznaką np. czerniaka. W takim przypadku od wczesnej diagnozy i odpowiedniego leczenia zależy ludzkie życie. Dlatego wobec takiego zagrożenia, leczenie nawet tzw. błahych przypadków lekarze rodzinni wolą pozostawić specjalistom - skomentował.

Profesor stwierdził, że osobiście nie zauważył, by wprowadzenie skierowań istotnie wpłynęło na długość kolejki do dermatologów, natomiast dołożyło pracy biurokratycznej lekarzom POZ. - To także utrudnienie dla pacjentów, którzy teraz musza stać w dwóch kolejkach zamiast w jednej - zaznaczył i dodał, że w sytuacji coraz większego problemu, jakim jest czerniak, dostępność do dermatologa jest bardzo ważna.

Andrzej Kaszuba przypominał też, że dermatologia to nie tylko choroby skóry, ale też choroby przenoszone drogą płciową.

W takich przypadkach kierowanie pacjenta do lekarza rodzinnego i konieczność opowiedzenia mu o swoich dolegliwościach - co dla chorego może być krępujące - tylko po to, by ten dał mu skierowanie do kolejnego specjalisty, wydaje się nie być dobrym rozwiązaniem.

Faktu skrócenia kolejek wraz z wprowadzeniem skierowań nie potwierdzają także placówki okulistyczne. Tu kolejki były i pozostają wciąż długie.

Okuliści nie widzą końca kolejek
Dr Michał Sutkowski z Kolegium Lekarzy Rodzinnych stwierdził, że idea skierowań jest słuszna i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wdrożenia w kraju tzw. opieki skoordynowanej, której fundamentem mają być właśnie lekarze rodzinni.

- Prawda jednak jest taka, że i przed 2015 r. lekarze rodzinni diagnozowali i leczyli różne dolegliwości w tym obszarze. Od wprowadzenia skierowań do okulistów i dermatologów lekarzom POZ przybyło na pewno pracy biurokratycznej, związanej z koniecznością wypisywania skierowań - zwrócił uwagę.

Nasz rozmówca dodał, że można by zlikwidować wszystkie skierowania, ale to nie poprawiłoby dostępności do specjalistów, wręcz przeciwnie - zablokowałoby dostęp.

- Wydaje się, że przyszłość jest w tym, żeby jednak była pewna reglamentacja świadczeń i ta powinna wychodzić od lekarza rodzinnego, jeżeli ten ma być faktycznie koordynatorem opieki nad pacjentem - wskazał Sutkowski i dodał, że odwracając sytuację możemy dojść do takich przypadków, że pacjent z ciężką jaskrą stoi w kolejce za pacjentami z zapaleniem spojówek, którzy mogli by być leczeni w ramach medycyny rodzinnej.

Dodał: - To, co w naszym przekonaniu należało by zmienić, to kwestia tzw. porady okularowej. Lekarz rodzinny nie może wypisać zlecenia na okulary. Ocenia jedynie ostrość wzroku za pomocą tablicy Snellena. Wystawiając pacjentowi skierowanie do okulisty, który zleci mu okulary, lekarz rodzinny wykonuje w rzeczywistości pracę nie lekarza, a urzędnika. Dla pacjentów konieczność takiej podwójnej wizyty to duży kłopot. Tu powinna być ścieżka krótsza.

NFZ: dane przemawiały za skierowaniami
Przypomnijmy. Wprowadzenie skierowań to efekt przyjętej przez Sejm w 2014 r. nowelizacji ustawy o świadczeniach zdrowotnych w ramach tzw. pakietu kolejkowego. NFZ i MZ przekonywały do zmian tłumacząc, że większość pacjentów, którzy trafiają do dermatologów i okulistów z powodzeniem mogłaby być leczona przez lekarzy rodzinnych.

Podkreślano przy tym, że w kraju brakuje okulistów i dermatologów, dlatego pacjenci czekają na ich konsultacje w długich kolejkach.

Na dowód powoływano się na analizy dotyczące częstotliwości korzystania przez pacjentów z poradni specjalistycznych w 2012 r. (wówczas pod lupę wzięto prawie 80 mln przypadków medycznych na terenie całego kraju). Z analiz wynikało, że w okulistyce 66,4% pacjentów, a w dermatologii 59,5% to osoby, którym specjaliści udzielili tylko jednej porady w roku. Wyjaśniano, że zazwyczaj były to drobne dolegliwości, w przypadku których wystarczyłaby pomoc lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.

Znacząca liczba pacjentów miała nie mieć wskazań do leczenia w poradni specjalistycznej lub ich wizyta u specjalisty dotyczyła chorób o łagodnym i bezproblemowym przebiegu.

W przypadku okulistyki znacząca liczba porad związana była wyłącznie z wadami wzroku lub dobraniem okularów (łącznie ponad 1,5 mln pacjentów), a w dermatologii dominowały porady związane z leczeniem trądziku pospolitego (350 tys. pacjentów) czy też zmian nie stanowiących żadnego zagrożenia poza niewielkim defektem kosmetycznym, takich jak np. brodawka łojotokowa (112 tys. pacjentów) czy wirusowa (215 tys. pacjentów).

Jak sytuacja w tym obszarze zmieniła się po wprowadzeniu skierowań? Jak zapewniono nas w resorcie zdrowia i NFZ, mamy się o tym dowiedzieć wkrótce.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum