Rośnie płacowa presja ze strony związkowców, dyrektorzy są w kropce

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 12 października 2015 05:23

Przed wyborami parlamentarnymi nasilają się żądania płacowe pracowników ochrony zdrowia. Dobrze wiedzą, że czas i miejsce są odpowiednie. Protestują w Warszawie pod oknami ministrów, co nie znaczy, że gdzieś tam w Polsce dyrektorzy i prezesi szpitali, czyli ich pracodawcy, będą mieli święty spokój.

Rośnie płacowa presja ze strony związkowców, dyrektorzy są w kropce
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wlkp. sp. z o.o. ma długą historię płacowych protestów związanych z zadłużeniem, które kiedyś sięgało gigantycznej sumy 300 mln zł. Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Dawny Samodzielny Publiczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wlkp. został przekształcony w spółkę kapitałową i oddłużony. ”W pierwszym roku obrachunkowym jego działalności spółka osiągnęła zysk bilansowy, a wskaźnik płynności bieżącej kształtował się na wysokim poziomie" - ocenili w kwietniu tego roku finanse placówki inspektorzy NIK.

Z 6 związków zawodowych pozostały 4. Przestał istnieć związek elektroradiologów i związek Lancet, zrzeszający ordynatorów. Poza tym związkowcy wywalczyli podwyżki dla 1 200 osób (bez lekarzy) w kwocie 3 mln zł. Pracownicy otrzymali pieniądze w marcu z wyrównaniem od 1 styczna, przeważnie od 110 zł do 300 zł. Do końca roku mają dostać kolejne 3 mln zł. W sumie 6 mln zł.

Nie kupili społecznego spokoju
- Będzie spór zbiorowy - zapowiada Andrzej Andrzejczak, przewodniczący Komisji NSZZ ”Solidarność” w gorzowskim szpitalu. Wyjaśnia, że zarzewiem konfliktu stały się podwyżki dla pielęgniarek i położnych, które OZZPiP wywalczył podczas niedawnych protestów w Warszawie. - Inni pracownicy (technicy radiolodzy, fizjoterapeuci, diagności laboratoryjni, ratownicy medyczni i inni) buntują się teraz. Wystosowali żądania do prezesa zarządu szpitala ws. podwyżek - żeby były takiej wysokości, jakie mają dostać pielęgniarki i położne na mocy rozporządzenia ministra Zembali.

Płacowe wyróżnienie jednej grupy uruchomiło spiralę żądań. Przypominają o sobie np. ratownicy medyczni, którym - jak twierdzą - Ewa Kopacz obiecała, że jeszcze przed wyborami przedstawi projekt rozporządzenia, gwarantującego wzrost wynagrodzenia. Mieliby dostać, jak pielęgniarki, 4 razy po 400 zł w ciągu czterech najbliższych lat.

Przewodniczący Andrzej Andrzejczak nie ma nic przeciwko podwyżkom dla pracowników; jako związkowiec gorąco je popiera. Pod jednym wszakże warunkiem: że są to pieniądze z zewnętrznego źródła przeznaczone na wzrost wynagrodzeń. Jego ostrożność wynika ze świadomości, że szpitalna spółka pod wpływem nadmiernych obciążeń płacowych może zbankrutować, a wtedy wszyscy stracą pracę.

- Prezes szpitala zapowiedział, że jeśli nie dostanie z zewnątrz znaczonych pieniędzy dla pielęgniarek, to podwyżek im nie da. I ma racje - deklaruje związkowiec. Andrzejczak dobrze wie, że podwyżki pochodzące z budżetu szpitalnej spółki dla jednej grupy zawodowej mogą oznaczać blokadę lub nawet obniżki płac dla pozostałych grup.

Zaglądanie do kieszeni
Piotr Dembicki, dyrektor ds. lecznictwa Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wlkp., obawia się, że większe pensje pielęgniarek i położnych staną się przyczyną niesnasek wśród załogi i doprowadzą do kolejnych żądań. Dlatego podkreśla, że bycie spółką oznacza, że zarząd odpowiada za stan finansów, i to własnym majątkiem. - Nikt świadomie nie podejmie merytorycznie nieuzasadnionej decyzji. Dla nas związki zawodowe to nie dopust boży, tylko partnerzy społeczni z konkretnymi prawami i obowiązkami, w tym z prawem do informacji - mówi dyrektor.

To aluzja do żądań związkowców domagających się od zarządu spółki upublicznienia informacji o zarobkach lekarzy jako jednej z grup zawodowych pracujących w szpitalu. Ich zdaniem lekarze osiągają tak znaczne zarobki (miesięcznie po kilkadziesiąt tys. zł), że zagraża to finansom spółki. Andrzejczak interweniował nawet w tej sprawie u Elżbiety Polak, która jako marszałek województwa lubuskiego reprezentuje właściciela szpitala.

- Wszystkie związki mają parcie na płace. To zrozumiałe. Ale dzięki temu można też zadbać o sprawiedliwość w relacjach między poszczególnymi środowiskami zawodowymi. Bywają pożytecznym czynnikiem w negocjacjach z różnymi grupami, które mają tendencję do partykularyzmów - dyrektor Dembicki ciągle nie zdradza, że ma na myśli zarobki lekarzy.

Rozmawiamy z nim w piątek (9 października) o 8 rano. Właśnie zakończył nocny dyżur w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym (jest lekarzem) i rozpoczął dyrektorowanie. Można się domyślać, że miał kłopoty w obsadą dyżurów na najtrudniejszym oddziale, więc sam ”załatał grafik”.

Działanie przez dzielenie
- Największym sukcesem naszego szpitala jest to, że udało się zapobiec podziałowi na grupy zawodowe. To znaczy, że jeśli wzrastały zarobki jednej grupy, to pozostałe proporcjonalnie też dostawały podwyżki - zapewnia Robert Starzec, dyrektor SPZOZ MSW w Łodzi, w którym obecnie działają 4 związki zawodowe (było ich 7).

Robert Starzec wyraża żal, że resort zdrowia nie podjął rozmów nt. płac również z przedstawicielami innych zawodów medycznych niż lekarze, pielęgniarki i położne. Podkreśla, że szpital to system naczyń połączonych i ”jeśli dojdzie do konfliktów płacowych, to wszystko jedno, czy szpital zostanie zamknięty z powodu protestu pielęgniarek, lekarzy czy przedstawicieli innego zawodu”.

Zresztą związkowcy (np. z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych) stawiają sprawę jasno: ”nie będzie zgody na faworyzowanie wyłącznie jednej grupy zawodowej kosztem innych".

Podwyżki dla pielęgniarek, choć uzasadnione i z trudem wywalczone, doprowadziły do zamętu i podziałów. Nie dostaną ich np. pielęgniarki POZ, a w szpitalu MSW w Łodzi to akurat liczna grupa. Dyrektor Starzec nie wie jeszcze jak rozwiązać ten problem. - A co zrobić z pielęgniarkami, które przyszły do pracy 1 października, podczas gdy wyższe płace naliczane są od 15 września, kiedy u nas jeszcze nie były zatrudnione? Kto ma wypłacić im podwyżki? - zwraca uwagę na kolejną niewiadomą. W skali jednego szpitala to margines, ale w całej Polsce może dotyczyć kilkuset pielęgniarek, które zmieniły pracodawcę.

Jeśli szpitale mają prawidłowo funkcjonować, dyrektorzy i związkowcy będą musieli rozwiązywać te problemy i łagodzić niesnaski wśród załóg.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum