Ratownicy medyczni przeszli w proteście ulicami Warszawy

Autor: PAP, JW, PW/Rynek Zdrowia • • 30 czerwca 2017 13:42

Podwyżek i upaństwowienia ratownictwa medycznego domagają się ratownicy, którzy protestowali w piątek (30 czerwca) na ulicach stolicy. Na piątek zapowiedziano także pikiety ratowników przed urzędami wojewódzkimi w całej Polsce.

Ratownicy medyczni przeszli w proteście ulicami Warszawy
W stolicy ratownicy przeszli z ronda de Gaulle'a przed siedzibę Ministerstwa Zdrowia na ul. Miodowej. Fot. Simona Supino/ Forum (zdj. archiwalne)

W stolicy ratownicy przeszli z ronda de Gaulle'a przed siedzibę Ministerstwa Zdrowia na ul. Miodowej. W tym samym czasie w innych miastach wojewódzkich również zaplanowano marsze i pikiety przed urzędami wojewódzkimi.

- Nasze główne postulaty to podwyżka, upaństwowienie ratownictwa medycznego i zapewnienie większego bezpieczeństwa zdrowotnego dla pacjentów - powiedział PAP Piotr Gumowski, jeden z protestujących.

Protest - kolejna odsłona
Stołeczny protest ratowników był bardzo głośny - dźwięki syren i trąbek wzmagały sygnały karetek jadących za protestującymi. Na czele marszu ratownicy nieśli transparent "Ratownik - systemu niewolnik". Protestujący trzymają też transparenty: "Karetka bez ratownika to tylko samochód", "Chcemy ratować, nie biedować".

Organizatorem stołecznej akcji protestacyjnej był Związek Zawodowy Pracowników Ratownictwa Medycznego działający przy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego "Meditrans" w Warszawie.

Ratownicy medyczni z Warszawy walczą także o wzrost liczby zespołów ratownictwa medycznego, szacują że na terenie obsługiwanym przez dyspozytornię medyczną w Warszawie brakuje ok. 50 karetek.

Protest ratowników trwa już od 24 maja. Pierwszym etapem było oflagowanie budynków oraz oznaczenie logo akcji pojazdów i odzieży. Później przez tydzień ratownicy wszystkich pacjentów przewozili do szpitala, jadąc na sygnale.

Fiasko rozmów
Dzisiejsza sytuacja, to efekt niepowodzenia rozmów ratowników z Ministerstwem Zdrowia. 25 kwietnia w siedzibie resortu zdrowia odbyło się spotkanie z przedstawicielami 11 związków zrzeszających ratowników i Solidarności. MZ zaproponowało ratownikom podwyżkę w wys. 400 zł brutto od 1 lipca br. i kolejne 400 zł od lipca 2018 r. Propozycja MZ spotkała się - według wiceministra zdrowia Marka Tombarkiewicza - z "bardzo złym przyjęciem" ze strony ratowników.

- Przedstawiciel największego związku wypowiedział się bardzo krytycznie, powiedział: ''wychodzimy'' i wszyscy wyszli. Tak się nie prowadzi dialogu - relacjonował zaraz po spotkaniu wiceminister.

Przypomnijmy, że ratownicy przed rozmowami z rządem postawili twarde warunki: minimum 1600 zł podwyżki, czyli dokładnie tyle, ile mają otrzymać pielęgniarki. Tymczasem propozycja dotyczyła połowy tej kwoty, więc spotkanie trwało jedynie kwadrans.

- Powiedziałem, że taką propozycję rząd może sobie włożyć w... buty - mówił nam tuż po tamtych rozmowach z dużą dozą ironii Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego (KZZPRM).

- Zapytałem, czy to jest ostatnie słowo ministerstwa i otrzymałem odpowiedź, że tak i że innej na pewno nie będzie - z powodu braku pieniędzy. O czym zatem mieliśmy rozmawiać? O pogodzie? - tłumaczył decyzję zerwania rozmów Badach-Rogowski.

Mówią o sobie: niewolnicy
- Często podkreślam, że jesteśmy służbą, ale nie służącymi czy niewolnikami systemu. Mamy dość pracy po 400 i więcej godzin w miesiącu. W niektórych miejscach z etatowego czasu ratownicy otrzymują po 1700 zł "na rękę" lub pracują poniżej ustawowych 13 zł na godzinę - ubolewa przewodniczący związku.

Przestrzega, że jeżeli rząd nie rozwiąże problemu zaniżonych płac, w ratownictwie będą nasilać się negatywne tendencje - m.in. zarobkowa emigracja do bogatszych państw lub ucieczka do pracy w innych zawodach w Polsce.

- Wkrótce może się okazać, że bardzo wiele zespołów zostanie bez obsady. Obecnie często można zarobić więcej nawet w markecie - zauważa Badach-Rogowski.

Według opinii przewodniczącego KZZPRM świadomość społeczna, kim tak naprawdę jest ratownik medyczny, wciąż jest zbyt niska. Być może w jakimś stopniu przekłada się to na decydentów w obszarze wynagradzania ratowników.

Ministerstwo apeluje do pracodawców
Przypomnijmy, że jeszcze 24 maja Ministerstwo Zdrowia zamieściło na swojej stronie internetowej komunikat, w którym prezentuje opinię, że kolejne podwyżki wynagrodzeń dla ratowników - ponad te zapowiadane przez resort - są możliwe, o ile dobrą wolą wykażą się pracodawcy.

Jak zakomunikował resort "jeśli pracodawcy podniosą wynagrodzenia ratowników medycznych, to razem z podwyżką, którą wprowadzamy, postulaty środowiska ratowników medycznych zostaną wypełnione".

Część z pracodawców podwyżki już dała, ale niższe niż oczekiwałoby ministerstwo (jak należy rozumieć miałoby to być w sumie do 2018 r. 800 zł - przyp. red.), bo na takie wydatki stacji pogotowia nie stać.

- W opinii resortu zdrowia, pomimo że koszty osobowe nie są jedynymi, które ponoszą dysponenci (w grę wchodzą też koszty eksploatacyjne, administracyjno-gospodarcze, funkcjonowania stanowisk dyspozytorów medycznych), środki, jakie już w tej chwili są przeznaczane na zadania ZRM pozwalają na podniesienie wynagrodzeń tym członkom ZRM, których płace pozostają na relatywnie niskim poziomie - informowała Rynek Zdrowia rzecznik prasowy ministra zdrowia Milena Kruszewska.

Aby tak się stało MZ sugeruje, iż potrzebna jest "dobra wola wszystkich uczestników tego procesu". Rzecznik ministra stwierdza również: - Istotną rolę mają tu też do odegrania wojewodowie, jako dysponenci środków budżetowych na zadania zespołów ratownictwa medycznego. Z pierwszych sygnałów docierających do resortu zdrowia wynika, że rozmowy w województwach już zostały podjęte.

Pieniądze będą, jeśli zreformuje się pogotowie?
Roman Badach-Rogowski nie wróży powodzenia ministerialnemu apelowi. - Wiemy, że wojewódzkie i miejskie stacje pogotowia wypłacają podwyżki z nadwyżek i tam bilans jest na zero. Inni pracodawcy, tam gdzie pogotowie jest przy szpitalu, też pieniędzy w ratownictwie nie znajdą, bo one im ratują budżet zadłużonych placówek - przewiduje.

Jego zdaniem środki na podwyżki, jakich domagają się ratownicy faktycznie są w systemie, ale pojawiłyby się w ich kieszeniach, gdyby zreformowano strukturę pogotowia i powołano 16 stacji wojewódzkich, bo wtedy m.in. "nie dochodziłoby do przepadku środków na ratownictwo w czeluściach szpitali".

Ratownicy oprócz podwyżek domagają się także m.in. upaństwowienia systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego oraz przyspieszenia prac nad projektem tzw. dużej nowelizacji ustawy o PRM i pozostawienie w projekcie m.in. zapisów dotyczących etatyzacji oraz trzyosobowych zespołów ratownictwa medycznego.

Ministerstwo Zdrowia przypomina, że trwają prace nad upaństwowieniem systemu PRM. Projekt zakłada, że umowy na świadczenia zdrowotne z ratownictwa medycznego będą realizowane przez samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej oraz spółki kapitałowe, w których co najmniej 51 proc. udziałów albo akcji należy do Skarbu Państwa, jednostek samorządu terytorialnego lub uczelni medycznych.

Resort wskazuje też, że trwają także zaawansowane prace nad tzw. małą nowelizacją ustawy o PRM. Dotyczy ona dyspozytorni medycznych, dyspozytorów medycznych oraz przejęcia przez ministra zdrowia zadania utrzymania Systemu Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego od ministra właściwego ds. administracji.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum