Publiczne żale prywatnych szpitali. Czy grozi nam ucieczka inwestorów?

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 01 lutego 2016 05:55

Prywatne inwestycje w ochronie zdrowia zostaną przeniesione do innych krajów, albo do innych sektorów gospodarki - zapowiadają organizacje przedsiębiorców. Krytycznie oceniają one politykę MZ wobec prywatnych inwestorów. Jednak prawdziwym sprawdzianem intencji polityków będzie kontraktowanie świadczeń przez NFZ.

Czy grozi nam ucieczka prywatnych inwestorów? Fot. Archiwum

Sektor prywatny dominuje w podstawowej opiece zdrowotnej, opiece ambulatoryjnej, rehabilitacji, opiece długoterminowej czy leczeniu uzdrowiskowym. Jedynie leczenie szpitalne pozostaje domeną świadczeniodawców publicznych.

Z raportu PMR, firmy badającej rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, wynika, że w Polsce działa około 560 niepublicznych szpitali. Łączna wartość kontraktów na leczenie szpitalne w szpitalach niepublicznych w Polsce w 2015 r. wyniosła blisko 6,3 mld zł (dla porównania: w 2013 r. było to 5,6 mld zł). Wzrostowa tendencja wynikała z otwierania nowych placówek, wzrostu liczby łóżek w istniejących lecznicach oraz z przekształceń własnościowych.

Spośród szpitali przeanalizowanych przez PMR, tylko 19 proc. w 2015 r. nie miało podpisanego kontraktu z NFZ na leczenie szpitalne. Odsetek lecznic posiadających kontrakt wahał się od 67 proc. w województwie mazowieckim do 92 proc. w łódzkim i opolskim oraz 100 proc. w województwie kujawsko-pomorskim. Autorzy raportu podkreślają, że prywatne placówki są zmuszone walczyć o kontrakt z NFZ, bo jest on gwarantem comiesięcznych przychodów. Dodają, że w Polsce nadal mało osób stać na opłacanie drogich, szpitalnych świadczeń.

Czytaj: W Polsce działa 560 niepublicznych szpitali, głównie w oparciu o kontrakty

Bój o kontrakty rozgorzeje po 30 czerwca 2017 r. Wynika to ze znowelizowanej ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, która weszła w życie 1 stycznia 2016 r. Termin kontraktowania przesunięto z uwagi na konieczność sporządzania map potrzeb zdrowotnych. W oparciu o nie będą zawierane umowy z placówkami. Wtedy będzie można się przekonać, co politycy rzeczywiście sądzą o prywatnym sektorze w ochronie zdrowia.

Od deklaracji do ustaw
Na razie mamy do czynienia z deklaracjami i mniej lub bardziej stanowczymi reakcjami na wystąpienia polityków. Na przykład po sejmowym expose premier Beaty Szydło Pracodawcy RP wyrazili nadzieję, ”że surowa ocena dotycząca m.in. prywatnych szpitali, przedstawiona w kontekście dzielenia pacjentów, przedsiębiorców i całego systemu są jedynie wyrazem błędnej oceny i niezrozumienia".

Sprawa roli i miejsca niepublicznych szpitali w systemie ochrony zdrowia powraca co jakiś czas również przy okazji wprowadzania nowych regulacji prawnych - ostatnio 27 stycznia w czasie posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia na temat sieci szpitali.

- Nie widzę powodu, żeby do sieci nie trafiały podmioty prywatne. Szczególnie, że mamy miejsca, w których pacjentów obsługuje jedynie podmiot prywatny - oświadczył wiceminister zdrowia Krzysztofa Łanda. Zapowiedział, że w kwietniu zostaną przygotowane mapy potrzeb zdrowotnych w obszarze szpitalnictwa. W oparciu o nie ma być wyznaczona koncepcje zmian potrzebnych do utworzenia sieci szpitali.

Czytaj: Wiceminister Łanda: w Polsce powinna powstać sieć szpitali

Mimo tych zapewnień obawy prywatnych przedsiębiorców wcale nie maleją. Oceniając założenia do projektu ustawy o zmianie ustawy o działalności leczniczej Pracodawcy RP (stanowisko opublikowane 26 stycznia) wyrazili pogląd, że wejście w życie ustawy w proponowanym przez MZ kształcie doprowadzi do tego, że ”w długim okresie sektor prywatny przeniesie swoje inwestycje albo do innych krajów, albo do innych sektorów gospodarki”.

Krytyczne uwagi zgłosiły też inne organizacje gospodarcze lub ich eksperci (Lewiatan, BCC).

Powodem zaniepokojenia jest m.in. o zakaz zbywania przez spółki Skarbu Państwa i jednostki samorządu terytorialnego udziałów albo akcji podmiotom prywatnym. W ocenie Pracodawców RP jest to sposób na minimalizowanie udziału sektora prywatnego w systemie ochrony zdrowia, ”także tam, gdzie sektor publiczny nie będzie w stanie wypracować efektywnych rozwiązań”. (MZ zapewnia, że nie chce blokować prywatnych inwestorów, ale pod warunkiem, że większościowym udziałowcem pozostanie samorząd).

Kto więcej straci?
Zdaniem Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej (reprezentują ponad 10 000 firm, zatrudniających przeszło 5 mln pracowników) na skutek takiej polityki resortu zdrowia sektor prywatny poniesie krótkookresowo straty, ale ”największym przegranym będą właściciele niedokapitalizowanych podmiotów leczniczych, które - aby dalej istnieć na rynku - muszą podjąć istotne inwestycje (dostosować się do nowych wymogów)”. W stanowisku wskazano, że ”w skrajnych przypadkach będą one skazane na wysokomarżowe pożyczki, które spowodują narastające zadłużenie i pogorszenie jakości udzielanych świadczeń”.

Podkreślono również, że za sprawą nowej regulacji podmioty publiczne zostaną odcięte od ”zewnętrznego kapitału, co spowoduje, że będą zdane na dokapitalizowanie przez podmioty tworzące, które są także zazwyczaj zadłużone”.

Przy okazji Pracodawcy RP przypomnieli, że zadłużenie samorządów systematycznie rośnie i wynosi ponad 70 mld zł. ”Wiele z nich jest blisko limitu zadłużenia wynikającego z ustawy o finansach publicznych. To będzie stanowiło istotną barierę w unowocześnianiu podmiotów leczniczych i poprawie jakości udzielanych w nich świadczeń medycznych” - ocenili w odpowiedzi przesłanej MZ.

- Resort zdrowia potwierdza kierunek działań rządu. PiS w kampanii wyborczej obiecywało, że zahamuje proces prywatyzacji. Zmiana ustawy o działalności leczniczej idzie w tym kierunku, gdyż zakłada wyeliminowanie przymusu przekształcania SPZOZ w spółki - komentuje Zenon Wasilewski, ekspert ds. prawa medycznego Business Centre Club (do BCC należy 2000 członków - osób i firm).

Jak podkreśla w rozmowie z nami, tego rodzaju rozwiązania nie poprawią bezpieczeństwa pacjenta. Dodaje, że pacjenta nie obchodzi stan finansów i układ właścicielski placówki, w której się leczy.

Odpowiedzialność liczona w złotówkach
Konfederacja Lewiatan (stanowisko opublikowane 26 stycznia) uważa z kolei, że ”projekt przekazany przez Ministerstwo Zdrowia do konsultacji społecznych rozczarowuje”.

- Wprowadzenie rozwiązania w zakresie ”zahamowania” prywatyzacji publicznych placówek medycznych - oprócz zdawkowych stwierdzeń, że państwo musi mieć nad tym kontrolę - zupełnie nie wyjaśnia, jak to wpłynie na funkcjonowanie SPZOZ-ów - twierdzi mec. Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan (skupia w 62 związkach regionalnych i branżowych ok. 3 900 firm).

Zauważa, że w ostatnich latach MZ prowadziło politykę anty-lekarską. Teraz zaś w dokumentach zaczyna się przewijać kwestia oddzielenia placówek publicznych od prywatnych. A dla pacjentów nie ma znaczenia ani forma, ani struktura właścicielska, ale jakość udzielanej opieki.

Lewiatan powołuje się też na dane resortu zdrowia, z których wynika, że za III kwartał 2015 r. zobowiązania SPZOZ-ów ogółem wyniosły 10,9 mld zł, a zobowiązania wymagalne osiągnęły w tym czasie wartość ponad 2 mld zł. ”Niestety projekt zmian zupełnie pomija tę kwestię i skupia się wyłącznie na zachowaniu zarządu właścicielskiego przez państwo. Co się będzie działo w sytuacji, gdy np. powiat sam jest zadłużony i nie będzie miał funduszy na pokrycie długu swojej placówki?” - pytają autorzy dokumentu.

Prywatny inwestor nie wesprze takiej placówki. Rząd przejmie pełną odpowiedzialność za służbę zdrowi.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum