Przychodnia cenionego lekarza z Gniezna nadużywała teleporad. Jest na czarnej liście NFZ. To wynik błędu?

Autor: Piotr Wróbel • Źródło: Rynek Zdrowia25 czerwca 2021 19:30

Wśród 15 przychodni POZ w Wielkopolsce, z którymi NFZ nie zamierza przedłużyć umów z powodu nadmiernej ilości teleporad  jest placówka w Gnieźnie, kierowana przez lekarza, który 6 lat temu był laureatem plebiscytu pacjentów. Jak to możliwe?

Piotr Musiałowicz: - Ponad 90 procent teleporad? To niemożliwe. To wynik błędu w sprawozdawaniu. Fot. archiwum
  • Wykazanie ponad 90 proc. wizyt jako teleporad, to wynik błędów informatycznych na etapie kodowania porad - przekonuje kierujący przychodnią w Gnieźnie Piotr Musiałowicz
  • - W tej pandemii w nawale spraw nie zwracaliśmy do końca uwagi na kodowanie. Istotne było wykazanie, że porada się odbyła - usprawiedliwia przychodnie Bożena Janicka, prezes PPOZ
  • Jedni w systemie mieli ustawioną teleporadę, inni poradę. Przy kolejnych poradach wpisuje się tylko pesel i klika dalej - przekonuje Bożena Janicka, tłumacząc, że lekarze działali odruchowo
  • Piotr Musiałowicz: - Mam już pewność, że cała sprawa wynika z nieporozumienia, złego kodowania. Zrobiliśmy korekty raportów i okazało się, że poziom teleporad u nas to 20-25 proc

Przychodnia Lekarzy Rodzinnych i Specjalistów "Vitamed" Sp. J. w Gnieźnie trafiła na listę tych placówek, z którymi NFZ od 1 lipca nie przedłuży umowy z powodu nadużywania teleporad. Lekarze z tej dużej przychodni, do której jest zapisanych około 12 tysięcy osób mieli - a tak wynika ze sprawozdań samej placówki - w kontaktach z pacjentami używać w ok. 90 proc. przypadków teleporad. 


Skąd 90 procent teleporad?

Sprawa jest zaskakująca, bo dotyczy przychodni kierowanej od lat przez Piotra Musiałowicza, lekarza rodzinnego, laureata plebiscytu Eskulap Roku organizowanego przez Głos Wielkopolski. W plebiscycie czytelnicy dziennika, pacjenci wybierali najlepszych ich zdaniem lekarzy. Musiałowicz odebrał nagrodę w kategorii Lekarz Rodzinny w 2016 r.

Jak doktor tłumaczy znalezienie się na liście 15 wielkopolskich przychodni, z którymi NFZ nie zamierza przedłużyć umowy?

- Skonsultowałem się z naszym informatykiem wczoraj szybko i okazało się, że wykazanie ponad 90 proc. wizyt jako teleporad, to jest wynik można powiedzieć błędów technicznych, informatycznych na etapie kodowania porad - mówi teraz.


Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia zrzeszające lekarzy rodzinnych z Wielkopolski wnioskuje o dwumiesięczne aneksy na umowy NFZ z placówkami POZ, by wyjaśnić wątpliwości co do teleporad, w tych przychodniach, które według sprawozdań miały ich ponad 90 proc.

Zobacz koniecznie: Kary za teleporady: aż 70 poradni w Polsce bez kontraktów z NFZ.

Możliwe błędy w kodowaniu świadczeń

- Piszę do wojewody, do marszałka. Zgadzam się, że jeżeli jest jakaś medycyna rodzinna, która praktycznie działa tylko na telefon, to oczywiście ona jest do kontroli NFZ i poważnej weryfikacji. Jednak z tych podmiotów, które dzisiaj widzę na liście 3/4 zaskakuje, bo wcześniej nie było nic wiadomo, że tam u nich są jakieś problemy - mówi nam Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Według doktor Janickiej, możliwe że część przychodni, z którymi NFZ nie zamierza przedłużyć umów wcale nie pracuje źle. Wykazanie ponad 90-procentowego udziału porad w wizytach pacjentów ma wynikać - jak przekonuje teraz - z błędów w kodowaniu świadczeń.

- W tej pandemii w nawale spraw nie zwracaliśmy do końca uwagi na kodowanie. Istotne było wykazanie, że porada się odbyła - usprawiedliwia przychodnie prezes PPOZ.


Jak przekonuje Bożena Janicka, wcześniej rozmawiała z osobami z kierownictwa NFZ - zarówno z centrali, jak i oddziału - i zapadły ustalenia, które nie zapowiadały tak zdecydowanej postawy płatnika. 


- Nie dalej jak na początku czerwca ustaliliśmy, że trzeba przychodniom dać dwa miesiące na poprawienie ewentualnych błędów w sprawozdawaniu. A ja wczoraj ni stąd, ni zowąd widzę listę 15 peozetów w Wielkopolsce wykreślonych, z którymi NFZ nie zamierza przedłużać umów - dziwi się prezes Janicka.


Czytaj więcej: Aż 15 poradni POZ z Wielkopolski bez umów z NFZ od 1 lipca

Mazowsze. NFZ nie przedłuży umów z tymi POZ

Dolny Śląsk. POZ bez umów z NFZ od 1 lipca. To aż 10 placówek

 

Teleporada, porada - kliknij

Jak dokładnie miało dojść do błędów w sprawozdawaniu?


- Mamy wiekową kadrę, część tych lekarzy nie koduje porad sama. Zapisują w dokumentacji, potem w wersji elektronicznej, wpisuje to ktoś inny - asystent, informatyk. I koduje świadczenia w taki sposób jak zostały wcześniej ustawione w oprogramowaniu - słyszymy.


Według wyjaśnień doktor Janickiej decydujące było ustawienie w programie automatycznego wpisu kodującego teleporadę lub poradę. W systemie elektronicznym można domyślnie ustawić dla pacjenta formę porady i już do tej czynności nie powracać przy następnej wizycie.

- Stąd wyszły rozbieżności. Jedni mieli ustawioną teleporadę, inni poradę. Przy kolejnych poradach wpisuje się tylko pesel i klika dalej, nie patrząc już w detalach na formę kodowania - przekonuje, tłumacząc że lekarze działali odruchowo.

Bożena Janicka po namyśle przyznaje, że "mogły jednak być jakieś skargi na początku ubiegłego roku, bo przychodnie nie odbierały telefonów". - Ale w większości był to problemy z dodzwonieniem się. Przychodnie musiały kupować centrale i poradziły sobie z tym problemem - uważa.  


Czytaj więcej: Śląski NFZ karze za teleporady: 9 poradni POZ bez kontraktów od 1 lipca

Musiałowicz: teleporad było 20-25 procent

Według Bożeny Janickiej podmioty mogły nie mieć czasu na poprawienie niedociągnięć z wiązanych z błędnym sprawozdawaniem, tym bardziej, że nagle miały dowiedzieć się, że są na czarnej liście NFZ.


Tak sytuację przedstawia Piotr Musiałowicz, kierownik przychodni w Gnieźnie: - Dowiedziałem wczoraj, że nie będę miał przedłużonej umowy z NFZ od 1 lipca, bo realizowałem w ramach podstawowej opieki zdrowotnej powyżej 90 proc. świadczeń w formie porady. 


- Nie dostałem żadnego pisma, nie było żadnego pouczenia czy kontroli Funduszu, nie było sygnału, który by mnie zmobilizował, że mam się przyjrzeć, sprawozdawczości, bo coś jest nie tak - opowiada.


- Mam już pewność, że cała sprawa wynika z nieporozumienia, złego kodowania. Zrobiliśmy korekty raportów i okazało się, że poziom teleporad u nas to 20-25 proc. - podsumowuje.

Jak uważa błędy mogą się zdarzać lekarzom, bo nie są informatykami. - My mamy leczyć, a ciągle jesteśmy obarczani jakimiś nowymi aplikacjami, nowymi zdaniami administracyjnymi, co jest naprawdę czasochłonne - narzeka.

Czytaj również: Lekarze rodzinni: nieudolni urzędnicy winią nas za zwiększoną umieralność Polaków

Stracą czy zachowają umowę z NFZ

Co wobec takiego postawienia sprawy zrobi NFZ?


- Zgodnie z ogólnymi warunkami umów każdy podmiot, jeżeli uważał, że popełnił błąd czy ma wątpliwości dotyczące przesłanych do nas danych, albo raport wymaga wyjaśnienia, mógł skontaktować się z oddziałem wojewódzkim NFZ. Podmiot z Gniezna tego nie zrobił - odpowiada Marta Żbikowska-Cieśla, rzecznik prasowy Oddziału Wojewódzkiego NFZ.


Formalnie, jak wynika z przepisów, placówki POZ w czasie obowiązywania umowy zawsze mogą przedstawiać uwagi. Możliwe zatem, że część z nich zwróci się do NFZ z prośbą o korektę danych. Zostały 3 dni.

 Czytaj także: Teleporady. Nowe zasady uderzą w przewlekle chorych. Lekarze rodzinni ostrzegają: ucierpią osoby z cukrzycą i nadciśnieniem

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum