Przewodniczący Kolegium Lekarzy Rodzinnych: oczekujemy ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 30 kwietnia 2009 06:50

W niedawno opublikowanym stanowisku Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce znalazł się postulat środowiska lekarzy POZ, aby powstała specjalna ustawa opisująca ich miejsce w systemie opieki zdrowotnej.

Przewodniczący Kolegium Lekarzy Rodzinnych: oczekujemy ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej
Dr n. med. Maciej Godycki-Ćwirko, nowy prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Zdaniem Kolegium taka ustawa byłaby ważnym sygnałem dla studentów medycyny, wybierających specjalizację z medycyny rodzinnej młodych lekarzy oraz lekarzy praktykujących, że w tej dziedzinie nie oczekuje się od nich jedynie „roli przedsiębiorczych świadczeniodawców produkujących usługi medyczne, ale i roli wspieranych przez państwo lekarzy specjalistów dbających o zdrowie lokalnych społeczności”.

O miejscu lekarzy tej dziedziny medycyny w systemie i ich oczekiwaniach rozmawiamy z dr. n. med. Maciejem Godyckim-Ćwirko, nowym prezesem Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

– W stanowisku KLRwP czytamy o konieczności działań naprawczych w ochronie zdrowia, które nie mogą pomijać podstawowej opieki zdrowotnej. Kolegium kładzie przy tym szczególny nacisk na zwiększenie zarówno liczby, jak i roli lekarzy rodzinnych. Skąd taki pogląd?

– Nie wystarczy dążenie do zwiększenia liczby udzielanych w POZ świadczeń. Lekarzy rodzinnych jest po prostu za mało. WHO, UE i Bank Światowy podkreślają na każdym kroku, że dobrze zorganizowana podstawowa opieka zdrowotna, z lekarzem rodzinnym jako strażnikiem systemu, jest rozwiązaniem korzystnym dla pacjentów i dla ochrony zdrowia w ogóle. Lekarz rodzinny to najlepszy partner dla specjalisty i dla szpitala, ponieważ m. in. ogranicza koszty, których można uniknąć. Z badań wynika, że im większy odsetek lekarzy POZ w lokalnej społeczności, tym mniejsza liczba hospitalizacji i mniejsze wskaźniki śmiertelności. Zmniejszenie o 5% czasu pobytu pacjentów w szpitalach mogłoby przynieść do 1,25 miliarda złotych oszczędności rocznie.

– Ilu lekarzy medycyny rodzinnej brakuje w Polsce?

Nie udało nam się jeszcze zgromadzić wszystkich danych, jednak wiadomo, że docelowo specjalistów medycyny rodzinnej powinno być ponad 20 tys. Optymalna liczba pacjentów dla każdego z nich to 1400-1600 osób, we wszystkich grupach wiekowych, objętych zarówno leczeniem, jak i profilaktyką oraz promocją zdrowia. Tak być powinno. Na razie jednak umowy z NFZ dopuszczają nawet liczbę 2500-2750 pacjentów przypadającą na jednego lekarza POZ. W praktyce zdarza się, że grupa ta jest jeszcze liczniejsza, np. w sytuacji, gdy na danym terenie nie ma innego lekarza. Na zbyt dużą liczbę pacjentów wpływa także poziom finansowania POZ przez płatnika: czasem sami lekarze decydują się na większą liczbę pacjentów, aby utrzymać praktykę. Wówczas oznacza to jednak, że mogą zapewnić opieki zdrowotnej na odpowiednim poziomie. Przy zbyt licznej grupie to po prostu niemożliwe.

– Czy winien jest system kształcenia lekarzy rodzinnych? Co proponuje w tym zakresie KLRwP?

– Proces kształcenia lekarzy rodzinych w Polsce wydaje się być dość przypadkowy. Trwa 11 lat, więc konieczne jest poświęcenie mu uwagi od zaraz. W przeciwnym wypadku obecne problemy będą ciągnęły się jeszcze długo: młodzi lekarze muszą mieć przecież powody, aby decydować się na tę specjalizację. Dlatego trzeba ich do niej zachęcić. W jaki sposób? Mamy doskonałe wzorce za granicą. W wielu krajach już kształcenie studentów medycyny wychodzi poza szpitale. W ciągu pięciodniowego tygodnia stażu młody lekarz cztery dni spędza w szpitalu, ale jeden w praktyce lekarza rodzinnego, poznając w ten sposób specyfikę podstawowej opieki zdrowotnej. To chyba skuteczna metoda, ponieważ wielu z nich jako specjalizację wybiera potem właśnie medycynę rodzinną. My szkolimy lekarzy szpitalnych. Polskie staże w praktykach lekarzy rodzinnych są zbyt krótkie, aby przekonać młodego lekarza do wyboru tej specjalizacji. Dlatego wybierają szpitale, gdzie ciągle coś się dzieje, można działać i widać szybkie efekty tego działania. W porównaniu z tym POZ, której właściwie nie znają, wydaje się mało ciekawa. Trzeba zmienić ten obraz, ale wymaga to także zmian ustawowych.

– Wspomniał Pan o zmianach ustawowych. KLRwP proponuje także ustawę o POZ. Dlaczego jest, Pana zdaniem, potrzebna?

– W stanowisku piszemy o konieczności wprowadzenia ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej, która byłaby ważnym sygnałem dla studentów medycyny, wybierających specjalizację młodych lekarzy oraz lekarzy praktykujących, że nie oczekuje się od nich jedynie roli przedsiębiorczych świadczeniodawców produkujących usługi medyczne, ale roli wspieranych przez państwo lekarzy specjalistów dbających o zdrowie lokalnych społeczności. System ochrony zdrowia wymaga zmian i POZ nie może być z tych zmian wyłączona. Dlatego oczekujemy, że podstawowa opieka zdrowotna zostanie uznana przez rząd za jedną z kluczowych wartości, regulowanych przez takie mechanizmy i instytucje, które zapewnią pacjentom bezpieczeństwo w zakresie opieki medycznej i równość w dostępie do świadczeń zdrowotnych. Uważamy, że działalność resortu zdrowia w zakresie POZ jest obecnie zbyt ograniczona - sprowadza się w zasadzie do zatwierdzenia raz do roku planu finansowego NFZ. Wynika to właśnie m.in. z braku pełnomocnictw ustawowych. Tę lukę trzeba wypełnić.

– Czy z ustawą o POZ wiąże się także termin „medyczny dom”, który pojawia się stanowisku KLRwP?

– Rzeczywiście, sądzimy, że dyskusja wokół ustawy przyczyni się do upowszechnienia pojęcia „medycznego domu”, które od ub. r. stosują nasi amerykańscy koledzy. Chodzi o przeciwstawienie się postrzeganiu opieki medycznej rozumianej jako przetwarzanie towarów. Zwróćmy uwagę na terminologię, która jest coraz powszechniej używana: nie lekarz, tylko świadczeniodawca, nie pacjent, tylko świadczeniobiorca. A już za chwilę może się okazać, że lekarz będzie nazywany (i tak też traktowany) producentem usług medycznych.

W ochronie zdrowia konieczny jest zupełnie inny paradygmat myślenia. Praktyka lekarza rodzinnego, to nie sklep, w którym sprzedaje się usługi medyczne. Chcemy, aby była traktowana, jako dom, w którym - jak w każdej rodzinie - pieniądze są bardzo ważne, ale równie ważne jest to, co leży w sferze poza nimi, zaufanie, bezpieczeństwo, troska i wsparcie. Mamy się na czym wzorować: w systemie ochrony zdrowia w Polsce są miejsca, gdzie tak to właśnie działa. Mówię o praktykach lekarzy rodzinnych, np. w małych miejscowościach, w których lekarze rodzinni sami prowadzą swoją praktykę. Mają pracowników, ale traktują ich jak partnerów, nie jak podwładnych. Potrafią też skupić wokół siebie lokalną społeczność.

„Medyczny dom” ma jeszcze jedno znaczenie: każdy znajdzie w nim swoje miejsce i swoją szansę. Myślę o doświadczonych lekarzach POZ, którzy nie zrobili specjalizacji w zakresie medycyny rodzinnej. Powinny istnieć mechanizmy umożliwiające im funkcjonowanie w systemie, pozwalające nadrobić ewentualne zaległości.

– Na lekarzy POZ narzekają, ostatnio coraz częściej, szpitalne oddziały ratunkowe. Chodzi o wysyłanie pacjentów na badania do SOR-ów. Do spięć na linii POZ-SOR dochodzi również z powodu pomocy lekarskiej nocnej i świątecznej. 

– Lekarz rodzinny musi się doskonalić, odpoczywać, spać. Dlatego opiekę świąteczną, nocną i w dni wolne zapewniają inne instytucje. Rozwiązania w tym zakresie są różne. W Holandii np. lekarze POZ sami organizują nocne dyżury (taki dyżur wypada jednej osobie raz na 3-4 tygodnie), a dodatkowo dyżuruje ambulatorium, którego pomoc może być konieczna w przypadku wykonania jakiegoś zabiegu. Także w Polsce pomoc nocna i świąteczna działa sprawnie w wielu miejscach. Jeśli chodzi o zarzuty ze strony SOR-ów, chętnie bym się do nich ustosunkował, gdybym miał niezbędne konkretne dane liczbowe.

– Jak ocenia Pan poziom medycyny rodzinnej w Polsce?

– Dotąd nie był on systematycznie oceniany. W mojej przekonaniu, które opieram na znanych mi opiniach pacjentów o ich lekarzach rodzinnych, nie odbiega on jednak od poziomu w większości  krajów europejskich. Systematycznej oceny nie doczekała się także współpraca lekarzy rodzinnych ze specjalistami innych dziedzin  medycyny. Warunki zawierania umów na świadczenia medyczne oraz określone przez Fundusz regulacje działania świdczeniodawców nie ułatwiają jednak lekarzom współpracy.

Rozmawiała:
Iwona Bączek

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum