Przeprowadzka bydgoskiej kliniki dermatologii, pacjent odczuje to na własnej skórze

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 20 maja 2011 06:15

Dyrekcja bydgoskiego "Jurasza" przenosi klinikę dermatologii do głównego budynku szpitala. Dla finansów placówki będzie to opłacalne, ale zdaniem kierownika kliniki drastycznie ograniczy to poziom leczenia i dostęp do diagnostyki i terapii zabiegowej. - Tu nie chodzi o dobro pacjenta, ale o cięcie kosztów - ocenia prof. Waldemar Placek.

Przeprowadzka bydgoskiej kliniki dermatologii, pacjent odczuje to na własnej skórze

Dyrekcja Szpitala Uniwersyteckiego nr 1.  im. A. Jurasza w Bydgoszczy zdecydowała, że jeszcze w lipcu tamtejsza klinika dermatologii opuści pomieszczenia w obecnie zajmowanym budynku.

- Przeniesienie kliniki dermatologii do budynku głównego Szpitala Uniwersyteckiego ma na celu zapewnienie pacjentom lepszych i bardziej bezpiecznych warunków hospitalizacji - zapewnia portal rynekzdrowia.pl Marta Laska, rzecznik szpitala.

Dodaje, że budynek, w którym obecnie znajduje się klinika, jest w bardzo złym stanie. Koszty jego utrzymania i eksploatacji są ogromne a jest możliwość tymczasowego przeniesienia kliniki do budynku głównego szpitala w miejsce obecnej Kliniki Endokrynologii i Diabetologii.

Klinika ma zostać przeniesiona do specjalnie oddzielonego skrzydła z jasnymi przestronnymi korytarzami, trzyosobowymi salami, gdzie zdaniem dyrekcji pacjenci będą mieli o wiele lepsze warunki w pokojach, podczas badań diagnostycznych oraz zabiegów.

Przeprowadzka tymczasowa
- "Wieloletni program rozbudowy i modernizacji Szpitala Uniwersyteckiego nr 1”, w ramach którego przyznano nam z budżetu państwa 360 mln zł, przewiduje  budowę nowoczesnej kliniki dermatologii. Oddanie jej do użytku nastąpi w 2015 roku. Nie możemy jednak w obecnych, tak trudnych warunkach hospitalizować pacjentów jeszcze przez kilka lat - zaznacza rzecznik szpitala.

Z perspektywy szefa Kliniki Dermatologii, Chorób Przenoszonych Drogą Płciową i Immunodermatologii prof. Waldemara Placka ten obraz wygląda zdecydowanie inaczej. Po pierwsze liczba łóżek na oddziale zmniejszy się o połowę. Jak mówi profesor, kiedy 10 lat temu obejmował kierownictwo nad oddziałem było w nim 91 miejsc dla pacjentów. - Sam zmniejszyłem liczbę łóżek do 40, bo takie faktycznie były potrzeby - przyznaje profesor.

Teraz, chociaż jest na nim 40 łóżek, faktycznie wykorzystuje się połowę z powodu niewielkiego kontraktu z NFZ. Zdaniem dyrekcji zmniejszenie liczby łóżek po przeniesieniu do nowego obiektu faktycznie nie zmieni więc obecnego stanu i nie ograniczy dostępu pacjentom do hospitalizacji.

- Za to poprawią się warunki lokalowe oraz przede wszystkim dostępność do zaplecza medycznego - twierdzi Marta Laska. Jak podkreśla rzecznik, zabezpieczone są wszystkie pomieszczenia - sale chorych, gabinety zabiegowe, diagnostyczne i lekarskie, maściarnia, a nawet pokój dla studentów z biblioteką, a wszystkie zabiegi i terapie będą realizowane na tym samym poziomie.

- Pacjenci nie mają się czego obawiać. Zachowana zostanie obecna dostępność zarówno do lekarzy, jak i do procedur - zapewnia rzecznik szpitala.

Zachowana czy ograniczona dostępność?
Prof. Placek odpowiada, że wszystko się zmieni, ale wcale nie tak, jak przedstawia to dyrekcja.

- Faktycznie otrzymamy nowe pomieszczenia, jednak porozrzucane po całym gmachu szpitala. Powierzchnia lokalowa, jaką nam się proponuje, nie pozwala na rzeczywiste przeniesienie wszystkich naszych pracowni - zaznacza szef kliniki.

Dostęp do zabiegów w ramach gabinetu dermatochirurgii będzie możliwy jedynie w godz. 7.30-11. Klinika do tej pory miała m.in własną pracownię dermatoskopii i USG. Teraz  wykonywane tam badania mają być realizowane w innych pracowniach szpitala, ale zespół kliniki będzie miał do nich dostęp jedynie dwa razy w tygodniu i w ściśle określonych godzinach.

Pracownia biologii molekularnej ma zostać zlikwidowana, a wykonywana tam diagnostyka ma być dalej realizowana przez Centrum Onkologii.

- To kilka przykładów zmian, jakie nas czekają. Twierdzenie, że nie zmieni się poziom leczenia jest po prostu nieprawdą - gromi swojego pracodawcę prof. Placek.

- Pacjenci i lekarze będą zmuszeni biegania po różnych częściach szpitala. Tymczasem np. w przypadku chorych na łuszczycę bardzo ważną sprawą jest stworzenie intymnych warunków. Tacy pacjenci ze względu na zewnętrzne objawy choroby mają problemy z niską samooceną, cierpią na depresję - zaznacza nasz rozmówca.

Standard się pogorszy?
Jak podkreśla profesor, kiedy obejmował stanowisko kierownika kliniki, nie posiadała ona praktycznie żadnych pracowni. Udało się je uruchomić, bo personel dermatologii sam pozyskał potrzebny sprzęt, w tym tak rzadki w kraju aparat USG, pozwalający na bezinwazyjną diagnozę nacieku skórnego nowotworu.

- W nowym budynku nie będzie miejsca na wszystkie pracownie i ich aparaturę. Zdaję sobie sprawę, że nasz sprzęt zostanie wtedy zagospodarowany dla innych oddziałów szpitala, ale czy będą z niego mogli wtedy korzystać nasi pacjenci? - zastanawia się prof. Placek.

Jego zdaniem, jeżeli przeniesienie kliniki jest konieczne to powinno się odbyć tak, by zapewnić  odpowiedni standard świadczeń. Niestety tak nie jest. - To, co nam zaproponowano, świadczy o braku kompetencji osoby, która to zaplanowała - ocenia.

Według profesora, spowoduje to ograniczenie dostępu do diagnostyki i terapii zabiegowej.

- Proponuje nam się, aby część badań wykonywanych w klinicznych pracowniach oddać bardziej fachowym ośrodkom - denerwuje się się profesor. - Czemu po 20 latach działalności kliniki, która osiąga znakomite efekty terapeutyczne, podważa się kompetencje jej specjalistów?

Dla finansów szpitala - lepiej
Bydgoska dermatologia stanowi zaplecze diagnostyczne praktycznie dla całego regionu. To tu trafiają najcięższe przypadki łuszczycy, kiły czy czerniaka - nie tylko z województwa, ale i spoza niego. Ponieważ wycena świadczeń dermatologicznych jest bardzo niska to skomplikowane terapie generują koszty.

Niedofinansowanie świadczeń z zakresu dermatologii prowadzi do systematycznego zmniejszania liczby łóżek na takich oddziałach, a nawet ich całkowitej likwidacji. Zdaniem prof. Wojciecha Silnego, kierownika Katedry i Kliniki Dermatologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, niedługo choroby dermatologiczne będą leczone jedynie w ambulatoriach.

O tym, że dermatologia jest w Polsce marginalizowana przekonuje także prof. Andrzej Kaszuba, konsultant krajowy w dziedzinie dermatologii, a zjawisko „wycinania” dermatologii w szpitalach dotyczy całego kraju. - Wciąż pokutuje u nas przeświadczenie, że problemy skórne to raczej kwestia estetyczna, a nie choroba. Z tego powodu obcinane są także fundusze na leczenie - mówił nam prof. Andrzej Kaszuba.

- W medycynie przecież nie może chodzić o szukanie oszczędności, a dziedzin medycyny nie można dzielić na bardziej i mniej dochodowe - przekonuje prof. Placek.

W przypadku bydgoskiej lecznicy należy dodatkowo pamiętać, że co roku kształcą się tu przyszłe pokolenia specjalistów. Zdaniem kierownika tamtejszej kliniki dermatologi zmiany spowodują również obniżenie jakości procesu dydaktycznego.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum