Prywatne przychodnie podnoszą ceny, bo w publicznych pacjenci tracą cierpliwość...

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 02 stycznia 2015 06:20

Krzysztof Macha, dyrektor Kliniki OKULUS z Bielska-Białej i członek zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych (OSSP) zwraca uwagę, że tam gdzie rynek nie jest nasycony poszukiwanymi usługami, tam ceny ostro szybują w górę. Wzrost cen najskuteczniej hamuje konkurencja.

Jeśli chodzi o okulistykę i region Podbeskidzia, lekarze są bardzo ostrożni - nie śrubują cen, by nie stracić komercyjnych pacjentów.

Na marginesie przypomnijmy, że od stycznia do okulisty i dermatologa trzeba będzie mieć skierowanie. Chodzi o to, by specjaliści nie zajmowali się drobnymi zabiegami, które powinni wykonywać - jak zakłada pakiet antykolejkowy - lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Co zrobią w nowej sytuacji specjaliści? Zajmą się poważnymi przypadkami czy też poświęcą więcej czasu prywatnym pacjentom?

Kolejkowa rzeczywistość
Wróćmy jednak do kolejowej rzeczywistości. Najbardziej skłonni do podwyżek są specjaliści, do których w ramach ubezpieczenia trzeba czekać najdłużej. Głos Wielkopolski zebrał w kwietniu informacje o cenach w pięciu prywatnych klinikach oferujących poszukiwane usługi. Największą popularnością cieszą się zabiegi ortopedyczne, zaś najczęściej wykonywanym prywatnie zabiegiem jest artroskopia kolana. Cena tego zabiegu to ok. 4000 zł. Endoprotezoplastyka stawu biodrowego to koszt minimum 14,5 tys. zł. Za nowoczesną endoprotezę kolana (vanguard signature) pacjent zapłaci 20 tys. zł.

Wśród ginekologicznych prywatnych zabiegów do najczęściej wykonywanych należą: konizacja szyjki macicy (500 zł), wycięcie macicy (4500 zł), laparoskopia diagnostyczna (2700 zł) oraz plastyka pochwy (od 3000 zł).

Wycięcie migdałków podniebiennych to koszt - w zależności od standardu sali i operatora (zabieg wykonywany przez profesora jest droższy) - około 2150 do 2500 zł. Aby poddać się operacji przegrody nosa pacjent musi zapłacić od 2250 do 2600 zł. Usunięcie pęcherzyka żółciowego metodą laparoskopową kosztuje ok. 6000 zł.

Zapytaliśmy Krystynę Barbarę Kozłowską, Rzecznika Praw Pacjenta, o skargi na podmioty, w których pacjenci leczą się prywatnie (skarg może przybywać, skoro coraz więcej chorych musi się w nich leczyć). Odpowiedziała, że na tle wszystkich zgłoszeń kierowanych do Biura RPP, skargi na podmioty, które udzielają świadczeń zdrowotnych komercyjnie wpływają sporadycznie.

- W 2013 r. wpłynęły łącznie 442 zgłoszenia dotyczące tych placówek, a od 1 stycznia do 12 grudnia br. było ich nieznacznie więcej, bo 477. Podkreślę, że wskazane powyżej zgłoszenia miały charakter zarówno pytań jak i skarg oraz wniosków - poinformowała nas Kozłowska.

Wyjaśniła, że zgłoszenia odnoszące się do podmiotów wykonujących działalność leczniczą (w tym lekarzy lub pielęgniarek wykonujących zawód w ramach działalności leczniczej jako praktykę zawodową), które nie udzielają świadczeń zdrowotnych ramach umów z NFZ, dotyczą przede wszystkim dwóch kwestii: zastrzeżeń pacjentów do udzielonych im świadczeń zdrowotnych, w tym udzielenie ich niezgodnie z oczekiwaniami pacjentów (np. w zakresie stomatologii czy dermatologii), a także niewłaściwej realizacji prawa do dostępu do dokumentacji medycznej.

Najdrożej jak tylko można
Jak wynika z badań Fundacji My Pacjenci (przeprowadzono je w związku z konsultacjami społecznymi na temat pakietu antykolejkowego), wydatki na leczenie w prywatnych gabinetach niejednokrotnie przekraczają 2000 złotych miesięcznie (tyle wydało ponad 11 proc. pacjentów). Ewa Borek z Fundacji My Pacjenci zwraca uwagę, że kwota ta jest szczególnie znacząca, gdy zostanie skonfrontowana z minimalnym miesięcznym wynagrodzeniem za pracę w wysokości 1680 zł brutto, czy średnią krajową - aktualnie niespełna 4000 zł brutto.

- Bardzo długi czas oczekiwania na wizytę do lekarza specjalisty zmusza pacjentów do korzystania z wizyt w gabinetach prywatnych i płacenia za konsultacje czy badania, które powinny być zapewnione w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego - dodaje Borek.

W jej przekonaniu konsekwencją trudności w dostępie do specjalistów w poradniach jest także to, że wszelkie powikłania czy zaostrzenia chorób przewlekłych są leczone w lecznictwie zamkniętym. - Jak wynika z analizy ankiet, co czwarty z respondentów miał wykonywane badania w szpitalu ze względu na długi czas oczekiwania na te badania w poradni specjalistycznej, a aż 33 proc. trafiło do szpitala, gdyż nastąpiło zaostrzenie choroby lub wystąpiły powikłania, a do lekarza w poradni nie można się było dostać z powodu kolejki oczekujących.

- Prostą konsekwencją wąskiego gardła na poziomie specjalistki jest to, że leczymy się najdrożej jak tylko można - w szpitalu - podsumowuje.

Bariera kadrowa = cena zaporowa
Przyczyn tego, że publiczna opieka zdrowotna została zakorkowana jest wiele. NIK w najnowszym raporcie konstatuje, że NFZ nie doprowadził do poprawy dostępności świadczeń zdrowotnych i w wielu poradniach i oddziałach średni czas oczekiwania na świadczenie uległ wydłużeniu. Zdaniem inspektorów poprawę dostępności utrudniało nierównomierne rozmieszczenie szpitali, przychodni i sprzętu, problemy z szacowaniem ceny świadczeń oraz pozyskaniem wykwalifikowanych kadr medycznych.

Czytaj: NIK krytycznie po kontroli w Funduszu: nie ma poprawy dostępności do świadczeń

Brak lekarzy to bariera systemowa. O ile wyceny i rozmieszczenie placówek można skorygować za pomocą instrumentów ekonomicznych i administracyjnych, o tyle z kadrą medyczną jest ten problem, że kształcenie to wieloletni i kosztowny proces.

- Po prostu mamy za mało lekarzy. Ostatnio spotkałem się z wyliczeniami, że realnie pracuje w Polsce tylko ok. 90 tys. lekarzy - mówi Krzysztof Macha. Zawraca też uwagę, że obecnie są oni faktycznie dostępni w miejscu pracy; coraz rzadziej zdarzają się przypadki, że lekarz urywa się z pracy, by zajmować się prywatnymi pacjentami. - Doprowadziły do tego wzmożone kontrole. Lekarze rzeczywiście są na dyżurach, choć moim zdaniem w wielu przypadkach z powodzeniem wystarczyłby dyżur pod telefonem - ocenia.

Dobro rzadkie
Skoro lekarz specjalista jest ”dobrem rzadkim”, to się ceni. Anna Rulkiewicz, prezes grupy Lux Med powiedziała w Gazecie Wyborczej (Prywatne przychodnie podnoszą ceny - zbyt dużo chętnych, 2 kwietnia 2014 r.), że główną przyczyną wzrostu kosztów opieki medycznej są rosnące wynagrodzenia lekarzy, które wynikają z deficytu specjalistów na polskim rynku.

Wzrost cen usług medycznych wyhamować może przełamanie bariery kadrowej. Szybko na to się nie zanosi.

Według prognoz firmy PMR, w latach 2013-2015 rynek prywatnej opieki zdrowotnej będzie się rozwijał w tempie ok. 5 proc. średnio rocznie. Dynamika wzrostu będzie najwyższa w 2015 r. Wtedy wartość rynku przekroczy 39 mld zł (dla porównania: teraz NFZ dysponuje budżetem w wysokości ok. 67 mld zł). Eksperci dowodzą, że tempo wydatków na prywatną opiekę rośnie szybciej niż wydatki publiczne na ten cel.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum