Prywatne leczenie w publicznym szpitalu - darowizna czy zapłata?

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 05 lutego 2010 06:52

Według danych, które przygotowali eksperci dla Związku Powiatów Polskich, samorządowe szpitale mogłoby dodatkowo zarobić na świadczeniu usług komercyjnych od 2,5 do 3,7 mld złotych. Wciąż jednak trwają dyskusje - czy i w jakich sytuacjach publiczny ZOZ może pobierać opłaty od pacjentów ubezpieczonych w NFZ.

Temu m.in. problemowi były poświęcone czwartkowe (4 lutego) obrady ZPP.

– Na bieżące funkcjonowanie naszych szpitali mamy określone pieniądze. Niestety, za małe. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, co można robić, aby budżety SPZOZ-ów poprawić, znaleźć takie rozwiązania, które byłyby realne do przyjęcia pod względem prawnym, a zarazem do zaakceptowania przez środowisko medyczne oraz pacjentów jak i szpitali – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Kazimierz Kotowski, starosta opatowski i prezes Związku Powiatów Polskich.

Zastrzega jednak, że nie chciałby, aby działania ZPP zostały zaszufladkowane z tezą, że samorządy powiatowe są za odpłatnością za świadczenia medyczne, ale jedynie za tym, aby miały także taką dodatkową możliwość pozyskiwania środków, tak potrzebnych szpitalom.

Coraz więcej z własnej kieszeni
– Samorządy powiatowe będą w coraz większym stopniu odpowiedzialne za funkcjonowania opieki zdrowotnej. Nie ma jednoznacznego określenia w ustawodawstwie, czy szpitale publiczne mogą prowadzić działalność gospodarczą. Przed nami ogrom prac legislacyjnych, które mogłyby otworzyć przed nami możliwość wykonywania odpłatnie usług medycznych dla tych, którzy wyrażają na to zgodę – dodaje Kotowski.

Zdaniem prezesa ZPP nie jest nic dziwnego w tym, że społeczeństwo podchodzi z obawą do słów „płatne świadczenia medyczne”.

– Jeśli wyjdziemy poza duże miasta i znajdziemy się w tak zwanej kiedyś Polsce powiatowej, to zobaczymy, że sytuacja materialna, wielu rodzin jest bardzo trudna, czasami wręcz tragiczna. Ci ludzie nie chcą słyszeć o odpłatnym leczeniu, i trzeba to także zrozumieć – przyznaje Kazimierz Kotowski.

Jednak Polacy płacą za leczenie coraz więcej. W sumie, według szacunków Ministerstwa Zdrowia, z prywatnych kieszeni w 2008 roku przeznaczono na leczenie stomatologiczne, diagnostykę i abonamenty zdrowotne ponad 13 mld złotych. Kwota ta nie obejmuje pieniędzy wydanych na leki. Według danych opublikowanych pod koniec ubiegłego roku wartość całego rynku prywatnych usług zdrowotnych szacowana była na poziomie 22-26 mld zł.

Osobną kwestią jest pobieranie opłat za świadczenia, których ustawodawca nie zalicza do kategorii finansowanych ze środków publicznych (stomatologia, abonamenty medyczne), a czym innym komercyjne usługi medyczne dotyczące świadczeń objętych powszechnym ubezpieczeniem. Na które, dodajmy, trzeba czasem czekać długimi miesiącami w kolejkach.

Sytuacja jest dwuznaczna

Wiele kontrowersji wzbudził ujawniony w styczniu br. przez Gazetę Wyborczą przypadek odpłatnej operacji kolana w Szpitalu MSWiA w Olsztynie, na którą ubezpieczony pacjent w zwykłej kolejce musiałby czekać dwa lata. Nie stało się nic niezgodnego z obowiązującym prawem – zabieg został wykonany poza kontraktem szpitala z NFZ, a płatność za usługę nie była dosłowna – stanowiła ją wpłata na rzecz fundacji funkcjonującej przy szpitalu.

Rzeczniczka Olsztyńskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ tłumaczyła, że publiczny szpital może świadczyć usług prywatnie, poza umową z NFZ, ale tego typu usługi nie mogą mieć wpływu na czas oczekiwania na zabieg przez pacjentów objętych powszechnym ubezpieczeniem.

Janusz Chełchowski, dyrektor olsztyńskiej polikliniki tłumaczył całą sytuację tym, że NFZ nie kontraktuje tylu usług, np. na ortopedii, ile szpital jest w stanie wykonać. W placówce stoją wolne łóżka, a lekarze nie są w pełni wykorzystani. Argumenty logiczne i rozsądne. Tyle, że nie wszystkie przepisy są równie spójne i logiczne.

Powstają pytania – czy wpłata na fundację jest darowizną, czy już odpłatnością? Czy rzeczywiście nie ma to wpływu na kolejkę oczekujących na zabieg i dlaczego taka kolejka się tworzy?

Odnosząc się do sytuacji w olsztyńskim Szpitalu MSWiA Andrzej Troszyński, rzecznik Centrali NFZ stwierdza: – Narodowy Fundusz Zdrowia, zgodnie ze swoimi kompetencjami w ramach składki ubezpieczeniowej kupuje świadczenia u świadczeniodawców i nie ma innej drogi do tych świadczeń dla ubezpieczonych pacjentów w szpitalach, gdzie te usługi są zakontraktowane. Można powiedzieć, że gdyby stosowanie takich zabiegów i prób omijania kolejek było możliwe w mocy prawa, to byłyby one stosowane powszechnie.

Jednak możliwe

Na łamach Dziennika Gazety Prawnej Tomasz Rek pod koniec stycznia przedstawił materiał przedstawiający analizę stanu prawnego, w której konsekwentnie dowodzi, że, SPZOZ, który ma kontrakt z NFZ, nie ma kategorycznego zakazu udzielania komercyjnych świadczeń zdrowotnych. Jego zdaniem przepisy (art. 6 oraz art. 54 ust. 1 pkt. 1 ustawy z 30 sierpnia 1991 roku o zakładach opieki zdrowotnej – Dz.U. z 2007, nr 14, poz. 89 z póź. zm.) nie zabraniają zawierania umów pomiędzy SP ZOZ oraz podmiotami prywatnymi, których przedmiotem są usługi medyczne na rzecz osób wskazanych przez ten podmiot prywatny i na jego rzecz.

Z tej analizy wynika, że co do zasady nie ma przeszkód, aby świadczenia realizowane w SP ZOZ były finansowane z pieniędzy niepublicznych. Także wskazanie, jako płatnika świadczeń zakładu ubezpieczeń (art. 54), zdaniem autora artykułu nie oznacza, że jest to katalog zamknięty.

Przepisy stanowią jednak, że SPZOZ nie może pobierać opłat za usługi medyczne bezpośrednio od (ubezpieczonego) pacjenta. Jednak takiego ograniczenia nie ma, kiedy świadczenie dla pacjenta finansuje podmiot prywatny.

Kończąc swój wywód, prawnik przyznaje, że przeciwnicy takiej interpretacji będą tłumaczyć, że jest ona obejściem prawa, ale zdaniem tego eksperta, pacjent powinien mieć możliwość decydowania, kto będzie finansował udzielane mu świadczenia.

Co wolno, a czego nie?

– Eksperci wypowiadają się w różny sposób inaczej. Samo Ministerstwo Zdrowia ma z tym wiele problemów. Chciałabym, żeby w końcu ktoś się odważył i powiedział nam, świadczeniodawcom, co nam wolno, a czego nie. Politycy nie chcą o tym mówić, dlatego wolą twierdzić, że wszystko się każdemu należy bezpłatnie – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Renata Jażdż-Zaleska, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niepublicznych Szpitali Samorządowych. – Wtedy zyskują na poparciu społecznym.

– Nie tylko w naszym kraju ludzie przyzwyczajeni są do tego, że opieka medyczna jest bezpłatna. Tyle, że u nas problem wynika z tego, że mamy jednego płatnika – dodaje prezes Jażdż-Zaleska.

Jej zdaniem konieczne jest stworzenie takiego prawa, które nie będzie stawiało przed szpitalami dylematów czy mogą świadczyć usługi komercyjnie oraz zrównanie wobec prawa podmiotów działających w tej samej dziedzinie – SPZOZ i NZOZ.

Niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej, także te ze 100-procentowym udziałem samorządów, bardzo liczyły na zastrzyk finansowy w postaci płatnych świadczeń. Czy to się udaje zrealizować?

– Nie ma takich samorządowych szpitali w Polsce, które miałyby 40 czy nawet 30 procent przychodów z wykonywania odpłatnych usług medycznych. Średnio jest to 8-10 procent, a 20 procent to jest maksymalny pułap. Istotną kwestią jest także to, że zarówno SPZOZ jak i NZOZ nie może pobierać opłat za usługi medyczne, na które ma podpisany kontrakt z NFZ – przypomina Renata Jażdż-Zaleska.

– Chyba, że w dni wolne od pracy, kiedy już odziały nie pracują w systemie zabiegowym, zakład wynajmuje np. salę operacyjną. Inną kwestią jest już problem, czy te usługi może wykonywać ta sama kadra medyczna, która wykonuje je w szpitalu w ramach umowy z NFZ? – prezes Stowarzyszenia stawia kolejne pytanie.

Nic zdrożnego
Renata Jażdż-Zaleska nie widzi jednak nic zdrożnego w tym, żeby publiczny szpital, posiadający świetną bazę diagnostyczną, sprzedawał swoje usługi na zewnątrz, bez względu na to czy to jest SP ZOZ czy NZOZ. Warunek – aby się to odbywało popołudniami czy w dni wolne od pracy.

– Natomiast jestem przeciwnikiem komercyjnych świadczeń, które udzielane są pacjentowi w tych samych godzinach pracy, na takich samych warunkach jak pacjentowi z powszechnego ubezpieczenia, na które czeka pół roku w kolejce – podsumowuje prezes Jażdż-Zaleska.

A jakie usługi mogą świadczyć odpłatnie SPZOZ-y poza kontraktem z NFZ? Czy za zabiegi, których nie ma w koszyku świadczeń, publiczny szpital może pobierać opłaty?

– Moim zdaniem, jeżeli procedura medyczna nie jest określona w koszyku świadczeń gwarantowanych, a SPZOZ umówi się ze świadczeniobiorcą i zachowa odpowiednie procedury, także taryfikacyjne – to nie ma żadnych przeciwwskazań do pobrania opłaty za wykonaną usługę. Wynika to z logiki koszyka świadczeń gwarantowanych – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Andrzej Troszyński.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum