Prośbą lub groźbą, czyli co robić, gdy pacjent nie zgłasza się w umówionym terminie

Autor: Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia • • 11 lutego 2010 06:24

Media rozpisują się o wielomiesięcznych lub wieloletnich kolejkach do świadczeń, tymczasem zarządzający lecznicami zmagają się z pacjentami, którzy nie przychodzą na umówione wizyty i zabiegi.

Są dni, kiedy o wizycie "zapomina" nawet 30 proc. pacjentów, a remanent listy osób zapisanych np. na zabieg endoplastyki biodra potrafi skrócić kolejkę z 3 lat do półtora roku.

Zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych z dnia 27 sierpnia 2004 r., art. 20, pkt. 9: „W przypadku gdy świadczeniobiorca nie może stawić się u świadczeniodawcy (...) lub gdy zrezygnował ze świadczenia opieki zdrowotnej, jest on obowiązany niezwłocznie powiadomić o tym świadczeniodawcę”.

O tym, jak ów przepis jest przestrzegany, świadczyć może przykład wrocławskiego Wojewódzkiego Zespołu Specjalistycznej Opieki Zdrowotnej. W styczniu 2010 r. w placówce na umówione wizyty nie dotarło ok. 20 proc. zarejestrowanych pacjentów. Tymczasem do niektórych poradni trzeba się umawiać z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Rekordzistą jest poradnia endokrynologiczna, w której zapisuje się już na 2012 r.

Powrót na koniec kolejki
Maciej Sokołowski, dyrektor wrocławskiej placówki, postanowił więc zdyscyplinować pacjentów, którzy nie zgłaszają się na umówione wizyty.

– Zmieniając regulamin organizacyjny zakładu, możemy zapisać prawa, ale i obowiązki pacjenta. Jako obowiązek rozumiem poinformowanie o braku możliwości przyjścia na wizytę. Bierzemy pod uwagę, że są różne zdarzenia losowe i zawsze takie sytuacje będziemy rozstrzygać na korzyść pacjenta, ale chcemy mieć możliwość powiedzenia mu, że bierze odpowiedzialność za swoje zachowanie, tak jak w szpitalu, kiedy wypisuje się na własne życzenie – wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl dyrektor Sokołowski.

Dlatego pacjent, który nie zgłosił się na umówioną wizytę, a chce się umówić się na kolejny termin do lekarza, będzie musiał mieć nowe skierowanie i ustawi się końcu kolejki. Dyrekcja WZSOZ rozważa też przypominanie pacjentom o wizycie za pomocą SMS-ów. Oba pomysły będą przestawione na zebraniu Rady Społecznej lecznicy w marcu 2010 r.

Nieobecność wpisana w kartę

Inny pomysł na zdyscyplinowanie pacjentów ma Centrum Medyczne Aldemed w Zielonej Górze.

– Przy zapisywaniu się na wizytę, pacjent jest dokładnie informowany o konieczności odwołania wizyty, jeśli nie może na nią przyjść. Mimo to zdarzało się, że na 30 osób zapisanych na dany dzień nie przychodziło aż 10. Dlatego wprowadziliśmy zasadę, że jeśli pacjent dwa razy nie stawi się na umówioną wizytę, adnotację o tym zamieszczamy w karcie pacjenta i niestety, ale odmawiamy przyjmowania go – mówi Wioletta Maruchniak z Aldemedu.

Zastrzega jednak, że nie dotyczy to dzieci, kobiet w ciąży oraz przypadków nagłych, a sama zasada nie jest bezwzględnie przestrzegana. Jednak działa na sporą grupę pacjentów...

Adrianna Wilczyńska, rzecznik prasowy innej zielonogórskiej lecznicy, aby zilustrować problem podaje kilka danych z  9 lutego tego roku:

– Do poradni urologicznej z 30 umówionych osób nie przyszło sześć, w poradni naczyniowej na 25 nie zgłosiło się trzech pacjentów, a do bardzo obleganej endokrynologicznej nie dotarło trzech z 14 chorych. Tylko do tych trzech poradni nie przyszło w sumie 12 pacjentów, a w Szpitalu Wojewódzkim działa 30 poradni. Jedynie trzy osoby odwołały wizytę! Niestety zrobili to zaledwie dzień wcześniej. Nie zawsze udaje się wezwać kogoś na ich miejsce – wyjaśnia Wilczyńska.

Nie wierzy jednak ani w kary, ani napominające telefony czy listy.

– Siła w pracy rejestratorek. Apelowaniu do odpowiedzialności i przypominaniu o konieczności odwoływania wizyt. Prośbą, nie groźbą – podkreśla rzecznik szpitala.

Finansowa „zachęta”
Artur Asztabski, dyrektor Zespołu Przychodni Specjalistycznych w Tarnowie, stawia raczej na finansową mobilizację. W prowadzonej przez niego placówce nieobecni pacjenci najwięcej kłopotów sprawiają w przychodni rehabilitacyjnej. Tu leczenie składa się np. z serii dziesięciu zabiegów.

– Jeśli pacjent nie zgłosi się na pierwszy zabieg i nie da znać, czy będzie korzystał z następnych, mamy jeszcze szansę przyjąć na jego miejsce inną osobę. Jeśli jednak przyjdzie na 5 zabiegów, a potem przerwie leczenie, nie znajdę już nikogo na te pięć pozostałych zabiegów, bo nie mogę zaproponować innemu choremu, który też ma serię 10 zabiegów, że pięć zrobi teraz, a pięć, gdy znowu będzie miejsce – tłumaczy Artur Asztabski.

Gdyby wpuścił do kolejki następną osobę, przesunąłby termin zabiegów wszystkim następnym pacjentom.

– Sytuacja jest patowa. Gabinet rehabilitanta stoi pusty, a chorzy denerwują się, że muszą czekać w wielomiesięczych kolejkach. Zastanawiam się nawet na wprowadzeniem kaucji, którą pacjent wpłacałby w chwili przystępowania do leczenia, ale wtedy musiałbym zatrudnić dodatkową osobę, która pobierałaby kaucje i zwracała je – mówi dyrektor tarnowskiego ZPS.

Uważa, że słuszną była porzucona idea współudziału pacjenta w finansowaniu świadczeń zdrowotnych, gdyż nawet symboliczne kwoty zmusiłyby pacjentów do współodpowiedzialności za realizowanie wizyt.

Namierzeni peselem
Z niesolidnymi pacjentami zmagają się nie tylko przychodnie, ale i szpitale. Choć wiele zmieniło się, od kiedy NFZ w 2008 r. wprowadził tzw. peselizację pacjentów w następujących procedurach: endoprotezoplastyka stawu biodrowego i stawu kolanowego oraz rewizja po tychże zabiegach, a od 1 stycznia 2009 r. – także w operacji zaćmy i angioplastyce.

Personalizacja list oczekujących miała za zadanie uczynić te kolejki bardziej przejrzystymi i uporządkować je.

– I tak się poniekąd stało, wspólna praca lecznic i oddziałów NFZ dała efekty. Do pacjentów, którzy byli zapisani na zabieg w kilku miejscach występujemy o określenie, z której lecznicy zamierzają skorzystać. Pacjenci chętnie odpowiadają na takie pytania. W ten sposób np. kolejka do endoprotezoplastyki biodra w Pałuckim Centrum Zdrowia NZOZ w Żninie w 2008 roku „zmniejszyła się” z 3 lat do półtora roku – tłumaczy Barbara Nawrocka, rzecznik Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

Płatnik oczywiście wie, że poradnie specjalistyczne same podejmują działania mające urealnić kolejki: – Kontaktują się z pacjentami i upewniają się, czy pojawią się na wizycie lub zabiegu. To wymaga pewnego wysiłku, ale warto, bo zawsze będą pacjenci, którzy będą zapisywać się w kilku miejscach lub opuszczać umówione wizyty – przyznaje Barbara Nawrocka.

– To jest spowodowane różnymi okolicznościami, m.in. tym, że tyle się mówi o kolejkach i trudnym dostępie do pewnych świadczeń, ale i tym, że wielu pacjentów po prostu nie ma świadomości, czym to skutkuje. Dlatego lepiej postawić na dobrą komunikację z pacjentem i organizację pracy rejestracji – podsumowuje rzecznik kujawsko-pomorskiego NFZ.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum