Prof. Michał Kulesza: Nikomu nie można zabraniać płacenia za usługi medyczne

Autor: Anna Kaczmarek/Rynek Zdrowia • • 06 maja 2010 16:37

Samorządowcy od pewnego czasu coraz mocniej apelują o to, aby publiczne szpitale mogły leczyć również komercyjnie. Ministerstwo Zdrowia zapowiadało, że być może w kolejnym "rozdaniu" reformy, w jakimś stopniu to umożliwi. Czy rzeczywiście trzeba zmieniać przepisy?

Prof. Michał Kulesza, współtwórca reformy samorządowej, jeden z autorów ekspertyzy o finansowaniu świadczeń zdrowotnych

Prawnicy, którzy na zlecenie Fundacji Lege Pharmaciae wykonali ekspertyzę, uważają, że nie trzeba zmieniać prawa, ponieważ to, które funkcjonuje, daje możliwość komercyjnego leczenia w publicznych placówkach.

Zdaniem prawnika prof. Michała Kuleszy, współautora ekspertyzy prawnej, z konstytucji wynika, że każdy ma prawo do ochrony swojego zdrowia, a nie tylko osoby ubezpieczone.

Każdy ma prawo dbać o zdrowie
– Nie można ograniczać mojego prawa do ochrony zdrowia jedynie do tego, że mogę korzystać ze świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Ustawa nie może odbierać mi prawa do dbałości o moje zdrowie – tłumaczył prof. Kulesza podczas debaty „Jak poprawić dostęp pacjentów do leczenia i sytuację szpitali w Polsce?”, zorganizowanej przez Fundację Lege Pharmaciae.

Zdaniem profesora, ekspertyza wykazuje, że ograniczanie współpłacenia łamie konstytucję: – Pacjenci, których ochrona zdrowia wymaga świadczeń spoza koszyka świadczeń gwarantowanych nie mogą być dyskryminowani poprzez ograniczenie ich leczenia do kontraktu publicznej jednostki z NFZ – tłumaczył prof. Kulesza.

Świadczenia nie muszą być darmowe
Mec. Paulina Kieszkowska-Knapik, również współautorka ekspertyzy, podkreśla, że nawet Trybunał Konstytucyjny nie określił, że świadczenia mają być bezpłatne, stwierdził natomiast, że mają być dostępne:

– Przecież finansowanie leków częściowo spoczywa na pacjencie, a częściowo na płatniku. Tylko rzeczywistość szpitalna traktowana jest inaczej. Inaczej, niż chociażby rzeczywistość apteczna czy zaopatrzenia ortopedycznego, gdzie pacjent też dopłaca. Publiczny ZOZ to jedyne miejsce, gdzie jest zakaz opłat za usługi – uważa Kieszkowska-Knapik .

Podkreśla, że w tak newralgicznej dla systemu ochrony zdrowia sprawie, jaką jest właściwa ocena roli powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, panuje całkowity „chaos intelektualny”:

– Polega on na tym, że bardzo złej jakości prawo regulujące tę sferę jest dodatkowo interpretowane pobieżnie, niezgodnie za zasadami sztuki, a przede wszystkim ze szkodą dla tych, których ma chronić, czyli pacjentów. Tym samym publiczny system opieki zdrowotnej przeradza się we własną karykaturę, swoistego psa ogrodnika, który sam nie jest w stanie obywatelowi pomóc, więc zakazuje pomocy innym, w tym jemu samemu – mówi mec. Kieszkowska-Knapik.

Jej zdaniem coraz trudniejsza sytuacja finansowana NFZ spowodowała, że „fałszywość powszechnie przyjętych interpretacji o bezprawności przyjmowania opłat przez publiczne ZOZ-y zaczęła przynosić realne szkody na zdrowiu i życiu obywateli, doprowadzając także placówki na skraj zapaści finansowej”.

Paulina Kieszkowska-Knapik uważa, że całkowitym nieporozumieniem, opartym na hipokryzji, jest patrzenie na opłaty za usługi medyczne jedynie w kategoriach obciążenia obywatela, a nie jego prawa podmiotowego: – Przecież zakaz pobierania opłat oznacza zakaz ich ponoszenia. Tymczasem każdy z nas ma prawo chcieć przeżyć swoją chorobę, a niejednokrotnie ocalić życie swoje lub bliskich nie będąc na łasce i niełasce państwowego, niewydolnego systemu opieki zdrowotnej

Mecenas przyznaje jednak, że pobieranie opłat od pacjentów ponad kontrakt z NFZ rodzi różne problemy prawne i logistyczne, ale wszystkie one są do rozwiązania i żadną miarą nie niweczą tezy o podmiotowym prawie do legalnej zapłaty za otrzymaną pomoc medyczną.

Sprzęt stoi i się marnuje
Zdaniem Marka Wójcika ze Związku Powiatów Polskich, w kontekście udzielania przez publiczne szpitale komercyjnych usług medycznych należy mówić przede wszystkim o płaceniu za świadczenia nie ujęte w koszyku. Uważa też, że niewykorzystywanie potencjału publicznych jednostek to zwykle marnotrawstwo.

– Samorząd kupuje drogie urządzenia, które powinny się zwrócić po 5 latach użytkowania, a okazuje się np., że NFZ jest w stanie kupić 5 badań na dobę wykonywanych na danym urządzeniu i stoi ono bezużytecznie. Bardzo nowoczesne sale operacyjne niejednokrotnie wykorzystywane są tylko przez kilka godzin dziennie. Kadra drzemie i czeka na kataklizm, a nie widzę przeszkód, żeby lekarze udzielali świadczeń tym, którzy chcą je uzyskać szybciej i zapłacić za nie – mówi Marek Wójcik.

Niektórzy już leczą komercyjnie
O tym, że komercyjna działalność w publicznej placówce jest możliwa, przekonuje Marek Nowak, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu, który w swoim szpitalu wprowadził odpłatne usługi.

– Z fikcją skończyłem w 2003 r. Moje oddziały pracują do godz. 13.00-14.00, później prowadzę działalność komercyjną. Szpital jest w pełni zinformatyzowany, dlatego nie da się nawet wykonać badania krwi, które nie byłoby zarejestrowane. Mam podpisane umowy cywilno-prawne z lekarzami, wydzierżawiam sale operacyjne. 1,5 mln zł zysku rocznie mam tylko z wykonywanej komercyjnie diagnostyki, z opłat za leczenie nietrzeźwych w zeszłym roku mieliśmy natomiast 360 tys. zł – wylicza dyrektor Marek Nowak.

Jak mówi portalowi rynekzdrowia.pl, wydzierżawia sale operacyjne za 400-600 zł za godzinę, co daje ok. 450 tys. zł zysku miesięcznie:

– Na diagnostykę przyjeżdżają np. biznesmeni, którzy chcą być badani w dniach wolnych od pracy. Sale operacyjne wynajmują natomiast lekarze przeprowadzający płatne operacje. Gdybym mógł sam robić takie operacje, to byłyby one tańsze dla pacjenta, bo ominęlibyśmy pośrednika – tłumaczy dyrektor Nowak.

Wątpliwości
Odpłatna diagnostyka w publicznym szpitalu czy wynajem sal operacyjnych to oczywiście dobry pomysł, ale czy zgoda na komercyjną działalność w publicznej jednostce w szerszym zakresie nie spowoduje braku dostępności świadczeń dla tych, którzy chcą z nich skorzystać w ramach NFZ?

Marek Wójcik przekonuje, że nie możemy popadać w histerię, bo taki problem nie będzie miał miejsca – wręcz przeciwnie – bardziej zamożny szpital poprawi warunki leczenia i dla tych, którzy korzystają z niego komercyjnie, jak i w ramach ubezpieczenia.

Tylko czy szpital będzie chciał mieć wówczas duży kontrakt z NFZ, jeżeli może zarabiać komercyjnie? Zdaniem Pauliny Kieszkowskiej-Knapik, kontrakt nadal będzie tak samo ważny, bo to pewny i stały dochód dla szpitala.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum