Pole minowe czeka: menedżer o silnych nerwach pilnie poszukiwany

Autor: Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia • • 30 listopada 2009 06:33

Głośny, trwający miesiącami spór lekarzy Wojewódzkiego Szpitala Podkarpackiego im. Jana Pawła II w Krośnie z dyrektorem Mariuszem Kocójem zakończył się ustąpieniem tego drugiego ze stanowiska.

Kierowanie publicznym szpitalem w Polsce zaczyna mieć w sobie coś z misji sapera...

Konflikt relacjonowaliśmy na portalu rynekzdrowia.pl. Nie wnikając teraz w istotę tej sprawy, dowodzi ona coraz bardziej skomplikowanej codzienności szefów polskich szpitali. Nadwykonania, zadłużenie, protesty pracowników. Na szczęście nie dotyczy to wszystkich placówek. Jednak przed większością z nich wyjątkowo trudny rok.

Czy nie zabraknie menedżerów chętnych do kierowania publicznymi lecznicami - sprawnych, posiadających umiejętności komunikowania się i negocjacji, z nerwami jak postronki? O tym, że o dyrektorską posadę nie zawsze się zabijają, świadczyć może chociażby przypadek Szpitala Powiatowego w Zawierciu. Przez ostatnie 10 lat zawierciańskim szpitalem kierowała lekarka Teresa Bieńko. Gdy dług lecznicy osiągnął poziom 34 mln zł, zlecono audyt, a po zapoznaniu się z jego wynikami, podziękowano pani dyrektor. Powiat chciał jak najszybciej znaleźć jej zastępcę.

Nabór czy łapanka?

Przeprowadzono nabór. Wśród 15 kandydatów znalazła się 28-letnia Aleksandra Małek, prawniczka z Dąbrowy Górniczej. Mimo że nie miała żadnego doświadczenia w zarządzaniu placówkami ochrony zdrowia, jej propozycje zarządzania i ratowania lecznicy zrobiły duże wrażenie. Jednak po kilkunastu dniach pracy młoda pani dyrektor zrezygnowała ze stanowiska...

Zarząd powiatu ponownie ogłosił nabór. Spośród zaledwie czterech ofert wybrano kandydaturę doktora Henryka Szczerby, dyrektora Szpitala MSWiA w Katowicach, który... do pracy się jednak nie stawił. Ze względu na służbowe obowiązki, mógłby objąć stanowisko dopiero od stycznia.

Z związku z tym, że sytuacja szpitala stawała się dramatyczna, zarząd powiatu nie czekając na dr. Szczerbę, ogłosił konkurs na dyrektora lecznicy. Obecnie trwa postępowanie konkursowe. W czasie tych roszad – jak podała Gazeta Wyborcza – nie było komu szukać potrzebnego w szpitalu onkologa ani pojechać dwa miesiące temu do NFZ, by podpisać kontrakt na chemioterapię...

Dyrektor musi być buforem
– W obecnych czasach dyrektor często musi być buforem między NFZ, pacjentami, pracownikami i dostawcami – mówi dyrektor Czeczot. – Musi mieć doświadczenie w zarządzaniu dużymi zespołami w warunkach kryzysowych, predyspozycje do komunikacji oraz umiejętność negocjacji. Przychodzi do pracy i codziennie poza planem ma kolejkę dodatkowych spotkań i spraw. Każda bardzo pilna! – mówi portalowi rynekzdrowia.pl.

Jan Czeczot przypomina, że spór o to, jaka osoba najlepiej nadaje się na dyrektora szpitala. trwa od lat: – Był czas, kiedy na świecie stawiano na lekarzy, ale okazało się, że brakowano im ekonomicznej wiedzy. Odsunięto ich i postawiono na menedżerów. Oni z kolei za mało orientowali się w medycynie, nie czuli do końca tej specyfiki i to też spowodowało z czasem wiele problemów.

Może być lekarz, ale świetny w zarządzaniu
Obecne zwykle stawia się na lekarzy wykształconych także w kierunku zarządzania. – Nie sprawdza się jednak model, kiedy lekarz chce być świetny równocześnie i w leczeniu, i zarządzaniu – uważa dyrektor Czeczot. – Czy w dzisiejszych czasach można być dyrektorem dużej instytucji tylko na części etatu? Znane mi są przypadki lekarzy, którzy są bardzo sprawnymi dyrektorami szpitala, ale oni w 100 procentach przestawili się na zarządzanie. Ich atutem są większe predyspozycje do komunikacji wewnętrznej z szpitalu.

Potwierdza to Michał Ekkert, dyrektor Zakładu Pulmonologii w Tarnowskich Górach oraz ZOZ w Knurowie, który w przeszłości zarządzał aż czterema szpitalami jednocześnie: – Mam wykształcenie medyczne, ale nie leczę. Przydaje mi się ono do zrozumienia potrzeb w zakresie organizowania miejsc do udzielania świadczeń zdrowotnych, rozmów z personelem i poznania potrzeb pacjentów. A zarządzanie to moja pasja – przyznaje dyrektor Ekkert.

Jak podkreśla, trudno dziś dobrze kierować szpitalem bez szerokiej wiedzy z zakresu organizacji, zarządzania czy rachunkowości zarządczej. Są one – zdaniem Michała Ekkerta – bardziej potrzebne niż merytoryczna wiedza z zakresu lecznictwa: – Obecnie dyrektor musi radzić pozyskiwać środki finansowe nie tylko od NFZ i organów założycielskich, ale i m.in. z funduszy unijnych. Dyrektor uczy się cały czas. Musi mieć wizję, plan strategiczny na 2-3 lata, a nie zarządzać operacyjnie z dnia na dzień, bo zamiast zarządzania, wpada wtedy w spiralę administrowania.

Kto chce być dyrektorem?
Michał Ekkert twierdzi, że dyrektorom polskich szpitali brakuje przede wszystkim optymizmu: – Należę do niepoprawnych optymistów. W mojej ocenie sytuacja w polskiej służbie zdrowia poprawiła się bardzo na korzyść w ostatnich latach. Mamy postęp medycyny, nowe leki, nowoczesny sprzęt, wyższe zarobki. Lekarze należą do najlepiej uposażonych grup zawodowych – wylicza szef tarnogórskiego szpitala.

Oprócz optymizmu, jego zdaniem, przydają się też odporność na stres, cechy przywódcze oraz umiejętność pociągnięcia ludzi za sobą. – Sukcesem jest, gdy udaje się doprowadzić do poczucia więzi pracowników z zakładem. Muszą mieć poczucie bezpieczeństwa. Dla szpitala najważniejsi są pacjenci, a dla dyrektora szpitala – pracownicy – podkreśla Ekkert.

Jak wynika z obserwacji Jana Czeczota, jeśli ktoś ma wiedzę dotyczącą sytuacji przeciętnego szpitala, wyobraźnię organizacyjną i zna wyniki finansowe takiej jednostki, najczęściej ostatnio... nie chce brać na siebie takiej odpowiedzialności: – Zwłaszcza, że jak ostatnio środowisko osób zarządzających tego doświadczyło, pojawiła się nowa forma „nadzoru” ze strony różnych służb, niespotykana wcześniej, wręcz pokazowa odpowiedzialność karna z oskarżeniami, medialnymi zatrzymaniami i wyrokami właśnie za „udowadniane błędy w zarządzaniu” – podkreśla Jan Czeczot.

Dyrektor Ekkert dodaje, że w Polsce sytuacja jest o tyle skomplikowana, że każdy zna się na ekonomii, polityce i medycynie: – Wśród kandydatów na dyrektorów szpitali są ludzie, którzy chcą czymś po prostu zarządzać. Są też tacy, którzy w kierowaniu szpitalem widzą wyzwanie i chcą robić właśnie to.

Cieszyć się z rzeczy najmniejszych...
O wyzwaniu oraz służeniu pewnej idei mówi też dr Andrzej Kosiniak-Kamysz, wieloletni dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. J. Dietla w Krakowie oraz wiceprezydent Polskiego Stowarzyszenia Dyrektorów Szpitali.

– Praca dyrektora szpitala jest bardzo trudna i wcale nie tak dobrze płatna, jeśli wziąć po uwagę zakres odpowiedzialności i obowiązków. Wiąże się z nią ogromny stres i praktycznie całodobowa dyspozycyjność – wylicza dyrektor Kosiniak-Kamysz. – Jeśli jednak przy tych wszystkich trudnościach, udaje się utrzymać dobrą kondycję finansową lecznicy, porozumienie z pracownikami i zapewnić pacjentom leczenie, poczucie satysfakcji jest ogromne. Kierując szpitalem przez prawie 25 lat nauczyłem cieszyć się nawet z rzeczy najmniejszych.

Zdaniem Andrzeja Kosiniaka-Kamysza, w zarządzaniu szpitalem obowiązują zasady ekonomii, ale nie mogą być tak bezwzględne jak zwykłej firmie: – Dyrektor musi mieć umiejętność przewidywania tego, co się kryje za podejmowanymi przez niego decyzjami i zawsze pamiętać, że dotyczą one zdrowia i życia – wartości bezcennych – podkreśla Andrzej Kosiniak-Kamysz.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum