Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 22-11-2018 05:55

Podwyżki "namieszały" w szpitalnej księgowości. Ale ofiar może być więcej...

W połowie października prasa zaalarmowała, że księgowe w szpitalach mają dość "morderczego liczenia". Chodziło o podwyżki dla lekarzy, pielęgniarek i innych grup zawodowych, które miały komplikować księgowe i kadrowe procedury. Sprawdziliśmy, jak szpitale radzą sobie z tymi zmianami.

Fot. archiwum

„NFZ nie tylko wypłaci lekarzom podwyżki, ale także pokryje szpitalom związane z tym wyższe koszty ich dyżurów i składek. Księgowe w szpitalach znów czeka wielkie liczenie” - pisała Gazeta Wyborcza w artykule z 15 października. Rynek Zdrowia zapytał więc kilkanaście szpitali, czy (i jak) księgowe radzą sobie z wypełnianiem dokumentów płacowych.

Dobra zmiana nie dla wszystkich
W kwestii podwyżek dla określonych grup zawodowych w ochronie zdrowia w roku 2018 działo się sporo. Większe wynagrodzenia dostali m.in. lekarze specjaliści, pielęgniarki (ostatnia transza z 1,6 tys. zł wywalczonych przed trzema laty) czy ratownicy zatrudnieni na izbach przyjęć i oddziałach szpitalnych.

W przypadku pielęgniarek i lekarzy (umowy lojalnościowe), zgodnie z decyzją MZ, NFZ pokrywa nie tylko same podwyżki, ale i zwiększone koszty pracodawcy (dyżury, składki etc.).

Wyższe płace nie objęły jednak wszystkich zawodów, więc - co było do przewidzenia - wywołały sprzeciw tych nieuprzywilejowanych. Ponadto pojawiają się w mediach sygnały, że przez podwyżki wzrosły biurokratyczne komplikacje w samych szpitalach. Księgowe ponoć narzekają, że trzeba wypełniać dla NFZ obszerne i pełne szczegółowych informacji tabele; ma to być bardzo czasochłonne i przedłużać rozliczenia między szpitalami a NFZ.

Na czym polegają trudności?
Skomplikowaną sytuację rozliczenia dokumentów płacowych potwierdził m.in. Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie.

- Zwracam uwagę na „wchodzenie” w życie aktów prawnych ze skutkiem wstecznym od 1 lipca br. (ratownicy medyczni, osoby wykonujące zawody niemedyczne uprawnione do najmniejszego wynagrodzenia zasadniczego, lekarze ze stawką 6750 zł brutto) oraz zmianę przepisów w kwestii rozliczeń dodatkowych składników wynagrodzenia, tzw. „pochodnych”, w odniesieniu do wzrostu wynagrodzeń pielęgniarek i lekarzy. Problemem jest nie tylko rozliczanie tych środków z NFZ, ale również wewnętrznie - aktualizacja warunków umów o pracę, wypłata wyrównań itp. - tłumaczy Marta Podgórska, rzeczniczka SPSK nr 4.

Dodaje, że rozliczenia środków z NFZ na podwyżki nie są dokonywane na bieżąco - NFZ przygotowuje i rozsyła aneksy do umów, a rozliczenie środków to dopiero dalsza perspektywa.

Z kolei Dorota Lechowicz, główna księgowa Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, podkreśla, że lecznica to jedna z największych placówek w kraju, więc nie może nie poradzić sobie w sytuacji zwiększenia obowiązków. - Mamy wystarczającą ilość specjalistów, by sprostać zadaniom dot. większej niż dotychczas ilości danych. Nie oznacza to jednak, że omijają nas problemy związane z wprowadzeniem w życie przepisów nowych rozporządzeń - mówi, wskazując na „cztery rodzaje trudności".

Jak twierdzi, pierwszy dotyczy dezinformacji i trudności w jednoznacznym interpretowaniu zmieniających się przepisów. - Największe utrudnienie wiąże się z przypisywaniem tych składników płac, które są refundowane przez NFZ i MZ - i tych nierefundowanych - informuje. 

- Kolejnym czasowym utrudnieniem było wdrożenie aktualizacji oprogramowania kadrowo-płacowego, który wspierałby proces realizacji wypłat podwyżek. Niestety wiązało się to z dużymi nakładami pracy działów: informatycznego, kadrowego, płacowego. Podobnie dużych nakładów wymagało ręczne tworzenie dodatkowych wykazów w arkuszu Excel jako danych wyjściowych do wystawiania faktur sprzedaży do NFZ - wylicza Lechowicz.

Zaznacza, że pracochłonne były też regulacje dotyczące rezydentów. - W ich przypadku szpital boryka się z problemem podziału ilości godzin wchodzących w skład dyżurów: na dyżury, które są w ramach limitu 40 godzin 20 minut i na te, które muszą być płacone przez szpital - tłumaczy.

Podsumowuje, że zmiany „podwyżkowe” zmuszają szpital do prowadzenia szczegółowych ewidencji, które posłużą w przyszłości do rozliczenia otrzymanych środków finansowych z MZ i NFZ, a ilość dodatkowych obowiązków (kadrowych, płacowych) jest ogromna i trzeba je wykonać w ściśle określonych terminach, co nie sprzyja harmonijnej pracy.

Zrozumiałe zamieszanie
- Jest z tym sporo zamieszania i dużo więcej biurokracji, ale w tym przypadku "cel uświęca środki" i radzimy sobie z sytuacją - mówi Rynkowi Zdrowia Jakub Kraszewski, dyrektor naczelny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Mariola Dwornikowska-Dąbrowska, z-ca dyrektora ds. finansowych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przyznaje, że w związku z naliczaniem podwyżek ilość pracy na poziomie kadr i płac wzrosła, gdyż konieczne jest generowanie dodatkowych raportów. Z drugiej strony - jak twierdzi - skoro mamy do czynienia z publicznymi pieniędzmi, to sprawozdawczość wymagana przez NFZ jest zrozumiała.

Obsługa finansowo-księgowa Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach też - jak twierdzi - radzi sobie z wypełnianiem dokumentów płacowych. „Służby księgowe w takich sytuacjach (zmian podwyżkowych - red.) korzystają z pomocy m.in. informatyków” -  informuje szpital.

Maciej Bóbr, rzecznik Szpitala Klinicznego im. dr. J. Babińskiego w Krakowie, zaznacza, że podwyżkowych problemów szpital nie ma, ale „trzeba było przyjąć pewne rozwiązania, które odciążyły te osoby, które zajmowały się przeliczaniem".

- Dział kadr z dwóch, trzech tygodni pracy, jeden dzień przeznacza tylko na przygotowanie umów. Pomaga nam też system intranetowy, który przelicza wynagrodzenia. To kwestia pewnej sprawności służb księgowych i administracji w ogóle. Nie doszły do mnie żadne sygnały, by księgowe narzekały - wyjaśnia rzecznik.

Co ze szpitalami „frontowymi”?
- Potwierdzamy, że w związku z wprowadzeniem podwyżek związanych ze wzrostem płacy zasadniczej dla pielęgniarek, wzrosła liczba przygotowywanych dokumentów zarówno kadrowych (aneksów), jak i liczba dokumentów do rozliczenia z NFZ. To jest bardzo uciążliwe dla takiej placówki jak nasza, która ma ograniczoną ilość pracowników administracyjnych - mówi nam rzecznik Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Czarnkowie.

Problemy małych szpitali powiatowych w rozliczaniu podwyżek widzi też Krzysztof Żochowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

- Bezsprzecznie jest to kłopotliwe, przede wszystkim w obszarze rachuby płac, działów kadr. Odpowiedzialne za to osoby mają dużo więcej pracy niż do tej pory, tym bardziej, że ciągle coś się zmienia. Z drugiej strony nie są to problemy nieprzezwyciężalne - tłumaczy.

Żochowski konstatuje, że szpitale powiatowe organizacyjnie dadzą sobie z podwyżkami radę, a najważniejsze jest to, by były one sprawiedliwe i dotyczyły wszystkich zawodów związanych z ochroną zdrowia.

Ta sprawiedliwość może jednak małe lecznice sporo kosztować - już dotychczasowe podwyżki mocno drenują ich budżety. Wspominał o tym w październiku br. dr Józef Kurek, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, podczas spotkania Rady Naukowej IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.). W kontekście wzrostu wydatków szpitali związanych z płacami mówił:

- To nie przekłada się na wycenę świadczeń, które od wielu lat pozostają na tym samym poziomie. Równocześnie wzrastają różne składowe kosztów funkcjonowania szpitala, poczynając od minimalnej płacy, poprzez wzrost kosztów sprzątania, wyżywienia, prania, sprzętu, prądu. To powoduje, że leczenie staje się coraz droższe.

Dodał, że w konsekwencji szpitale powiatowe się zadłużają.

Podwyżki „zjedzą” budżet NFZ?
23 października br. Fundacja Alivia opublikowała i rozesłała do mediów pismo prezesa NFZ Andrzeja Jacyny z wyliczeniem szacowanych kosztów podwyżek. Wynika z niego, że łącznie wyniosą one w 2019 r. ponad 6,3 mld zł. „To kwota, która przekracza o ponad 2,5 mld zł wzrost kosztów ujętych w planach finansowych Narodowego Funduszu Zdrowia na ten oraz przyszły rok” - czytamy w komunikacie.

Znaczone de facto pieniądze na podwyżki - zdaniem Fundacji - negatywnie wpłyną na leczenie samych pacjentów.

O „systemowy” komentarz dotyczący wzrostu płac poprosiliśmy podczas XIV Forum Rynku Zdrowia (Warszawa, 23-24 października 2018 r.) Piotra Warczyńskiego, wiceministra zdrowia w latach 2014-2017.

- Zasadą systemu ubezpieczeniowego - choć u nas nie można go tak nazwać - jest to, że wszystkie koszty, w tym i pensje, pochodzą ze wzrostu ogólnej puli systemowej. Tam nie ma znaczonych pieniędzy na podwyżki, wynagrodzenia. To, co się dzieje w tej chwili, jest charakterystyczne dla systemu budżetowego. Skoro więc podejmuje się takie decyzje, to konsekwencją tego powinno być przejście na ten właśnie system - wyjaśniał.

Zapytany o to, czy zamiast "znaczenia" pieniędzy być może powinno się podnieść składkę zdrowotną i w ten sposób finansować podwyżki, odpowiedział:

- Oczywiście, że tak. Trzeba trochę odwagi. Ja nie mówię, że to źle, iż pielęgniarki i lekarze dostają pieniądze. Ale nie tą drogą. Przed nami jednak dwa lata wyborcze, więc nikt nie podwyższy składki zdrowotnej ani podatków. Ale potem, w pierwszym roku po wyborach, trzeba się na coś zdecydować - podsumował.