Pieniądze na podwyżki płac w wycenach świadczeń. "To może być źródłem konfliktów"

Autor: Jacek Janik • Źródło: Rynek Zdrowia06 lipca 2022 06:00

Do 8 lipca Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ma przedstawić Ministerstwu Zdrowia rekomendacje mechanizmu, zwiększającego wartość punktu kontraktowego. Po aneksowaniu umów pozwoli to na przekazanie placówkom dodatkowych pieniędzy na realizację podwyżek. Jak lekarze, dyrektorzy i pielęgniarki oceniają tę formę transferu pieniędzy?

Pieniądze na podwyżki płac w wycenach świadczeń. "To może być źródłem konfliktów"
"Pielęgniarki mają żal do tych, którzy zdecydowali o różnicach w wynagrodzeniach". Fot. PAP/Albert Zawada
  • Zdaniem dr Michała Sutkowskiego dyrektorzy placówek powinni mieć możliwość decydowania o wynagrodzeniach pracowników. Powinno to być jednak realizowane w sposób racjonalny, aby nie dochodziło do sytuacji, jakie się zdarzały w przypadku dodatków covidowych
  • Zwiększenie wartości kontraktów to dobry pomysł, ale pojawiły sie obawy - czy pojawią się również dodatkowe środki na realizację podwyżek osób na umowach kontraktowych i pracowników administracyjnych
  • Wzrost kontraktów to pieniądze na wynagrodzenia w jednym worku  z pieniędzmi przeznaczonymi na całą działalność szpitala. – To może być źródłem konfliktów – mówi Grażyna Gaj, przewodnicząca Regionu małopolskiego OZZPiP przewidując, że w placówkach rozpoczną się „wojenki” związkowców z pracodawcami o wynagrodzenia
  • Pielęgniarki, które pracują na tym samym stanowisku, wykonują te same czynności, nie mają innego zakresu odpowiedzialności, są wynagradzane różnie, a różnica ta wynosi ok. 2 tys. zł
  • - Rozumiem, że za wykształcenie należy dodatkowo wynagradzać, ale nie możemy tworzyć aż takiej przepaści w płacach. Takimi działaniami stracimy najbardziej doświadczoną kadrę pielęgniarską - mówi Grażyna Gaj

System korzystniejszy niż stosowany do tej pory

Jak przekonuje dr Klaudiusz Komor, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, system realizacji podwyżek minimalnych, które tym razem zaproponowało Ministerstwo Zdrowia: poprzez wzrost wyceny punktu kontraktowego, czy też zwiększenia wyceny procedur medycznych, jest korzystniejszy niż ten stosowany do tej pory - na tzw. „PESEL”.

- Duża część lekarzy, ale również pielęgniarek, to kadra zatrudniona w placówkach medycznych na umowy cywilnoprawne. Dzięki podniesieniu wartości kontraktów podwyżki będą mogły zostać  zrealizowane przez dyrektorów również dla lekarzy i pielęgniarek, które nie pracują na umowę o pracę, a biorą udział w świadczeniu usług medycznych - mówi wiceprezes NRL.

- Nie widzimy specjalnych zagrożeń w takim systemie. Gdyby było tak jak kiedyś – poprzez kierowanie tak zwanych znaczonych pieniędzy, to lekarze pracujący na kontraktach mogliby nie otrzymać podwyżek, bo dyrektorzy mieliby związane ręce - wyjaśnia.

Jak mówi wiceprezes NRL, zaproponowany system ma także inne dodatnie strony – nie określa, jak to było często dotychczas, okresu, przez który dodatkowe środki mają płynąć do placówek medycznych.

– To nie będą środki na miesiąc, dwa, czy pół roku. One pozostaną w wycenie świadczeń. Co więcej, jeśli minister wypracuje system, co  zresztą obiecuje, który sprawi, że wycena świadczeń będzie rosła co jakiś czas, tak jak wraz z inflacją rosną koszty ich wykonania, zagwarantuje to w pewien sposób bezpieczeństwo finansowe dla placówek medycznych – przekonuje dr Komor.

Dobre rozwiązanie, ale…

Dr Michał Sutkowski, lekarz rodzinny i prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, bardzo pozytywnie ocenia skierowanie strumienia pieniędzy na podwyżki najniższych wynagrodzeń w ochronie zdrowia poprzez mechanizm zwiększenia wysokości kontaktów.

- Dyrektorzy, a mówię to z jednej strony jako lekarz, ale i jako dyrektor NZOZ „Medycyna Rodzinna” w Osuchowie, powinni mieć możliwość decydowania o wynagrodzeniach pracowników. Oczywiście w sposób racjonalny, żeby nie dochodziło do takich sytuacji jak to bywało w przypadku dodatków covidowych. Sens pewnych regulacji działań finansowych nie może być sterowany wyłącznie przez działania rynkowe - zauważa dr Sutkowski.

- Konieczne jest zwiększenie stawki kapitacyjnej, wprowadzenie środków na działania związane między innymi z opieką koordynowaną, budżetem powierzonym, bo na dzisiaj są one niewystarczające. Do tej pory zaledwie 12 - 13 procent. budżetu na ochronę zdrowia przeznaczonych jest na POZ, a na świecie, chociaż jednak z większą pulą badań dodatkowych, jest to 20 -23 procent. Ta dysproporcja jest ogromna - przyznaje lekarz i szef NZOZ w Osuchowie.

Nie bez obaw

Jak podkreśla Dariusz Rajczyk, prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej, STOMOZ zawsze stało na stanowisku, że realizacja podwyżek w ochronie zdrowia powinna odbywać się poprzez podniesienie wartości wyceny świadczeń medycznych i podwyższenie wartości kontraktów z NFZ.

- Do tej pory pieniądze na wynagrodzenia były „znaczone” i wpływały do placówek medycznych niezależnie od kontraktów. Zmiana polegająca na zwiększeniu wartości kontraktów jest dobra, ale powoduje także szereg obaw. Pozostaje pytanie, czy w zwiększonych kontraktach będą także dodatkowe środki na realizację podwyżek osób na umowach kontraktowych, pracowników z tzw. grupy z „0”, czyli administracyjnych. Udział wynagrodzeń w kosztach placówek jest największy, ale rosną także inne, spowodowane inflacją, covidem i coraz trudniej jest nam zarządzać szpitalami - tłumaczy Dariusz Rajczyk.

- Oczywiście doceniamy duży wydatek na podwyżki minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia, jakie poniesie Ministerstwo i Fundusz. Jednak aby sytuacja placówek ochrony zdrowia się nie pogarszała, w nowej wycenie kontraktów powinny zostać uwzględnione również koszty pozapłacowe, jakie ponoszą szpitale. To, że pracownicy etatowi otrzymają większe pieniądze, a takich podwyżek nie otrzymają pracujący na kontraktach, a niektóre grupy zawodowe nie będą usatysfakcjonowane, może spowodować duże napięcia czego bardzo byśmy nie chcieli - ostrzega prezes STOMOZ.

Źródło takich zadrażnień Rajczyk zauważa na przykład w różnicy wynagradzania pielęgniarek, tych z tytułem magistra i tych doświadczonych, z długoletnim stażem, które uczyły się zawodu jeszcze liceach pielęgniarskich.

- Nie jest rzeczą prostą rozwiązać ten problem. Moim zdaniem jeśli osoby wykonują ten sam rodzaj pracy w tym samym zakresie i na równorzędnych stanowiskach, powinny otrzymywać wynagrodzenie w tej samej wysokości. Uważam też, że likwidacja liceów medycznych nie była dobrym rozwiązaniem. Pielęgniarek nam brakuje. Stajemy przed problemem kadrowym, który jest równie istotny jak ten finansowy - ocenia prezes Rajczyk.

Pieniądze do jednego worka

Jak stwierdza Grażyna Gaj, przewodnicząca regionu małopolskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, podwyższenie punktu kontraktowego i aneksowanie umów z podmiotami medycznymi nie gwarantuje realizacji zagwarantowanych ustawą podwyżek.

- Wzrost kontraktów to dodatkowe pieniądze na wynagrodzenia w jednym worku z tymi, które są przeznaczone na całokształt działalności szpitala. Stwarza to swego rodzaju zagrożenie: dopóki pieniądze nie będą "znaczone", z przeznaczeniem na realizację ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, będzie to źródło konfliktów. Pracodawcy będą udowadniali, że nie potrzebują wykształconych pielęgniarek – z tytułem magistra, ze specjalizacją – bo wystarczą im pielęgniarki po liceum. Te ostatnie mają ogromne doświadczenie, wykonują dokładnie taką samą prace jak te, które posiadają tytuł magistra i mniej "kosztują" – mówi przewodnicząca Gaj.

W jej opinii, jeżeli nie będzie to dodatkowy strumień pieniędzy ze wskazaniem dla pracodawców, że jest przeznaczony na wynagrodzenia, to każda przewodnicząca związku w poszczególnych placówkach będzie toczyć „wojenki” z pracodawcami.

- To już się dzieje. Niektórzy z dyrektorów dają ultimatum pielęgniarkom z tytułem magistra: albo uznaje swoje kwalifikacje zawodowe jako pielęgniarki dyplomowanej, ale bez uwzględnienia tytułu magistra i specjalizacji, albo nie. Za odmowę grozi odsunięcie od dotychczasowego stanowiska pracy lub nawet zwolnienia - alarmuje Grażyna Gaj.

Rozgoryczenie pielęgniarek

Jak wyjaśnia przewodnicząca Gaj, rząd wymagał, aby kadra pielęgniarek była jak najlepiej wyedukowana. Ustawa o zawodzie pielęgniarki gwarantuje ustawiczne podnoszenie kwalifikacji, które dzisiaj niekoniecznie się uznaje. Wystarczą pielęgniarki po liceach, które zastąpią wszystkie inne - są świetnie przygotowane, jakość nauki w liceach była bowiem na bardzo wysokim poziomie, a po latach pracy zdobyły niezwykle bogate doświadczenie.

- Dzisiaj pielęgniarki po studiach muszą się jeszcze bardzo długo uczyć, żeby osiągnąć tę wiedzę, także wynikającą z doświadczenia, którą mają pielęgniarki z długoletnim stażem pracy. Okazuje się jednak, że to doświadczenie nie ma dla nikogo wartości, bo jest gorzej opłacane. Pielęgniarki, które pracują na tym samym stanowisku, wykonują te same czynności, nie mają innego zakresu odpowiedzialności, są wynagradzane różnie. Ta różnica wynosi ponad 2 tys. zł. na korzyść pielęgniarki z magisterium, po specjalizacji - wyjaśnia Grazyna Gaj.

Pielęgniarki z długoletnim stażem pracy nie zgadzają się z taką różnicą w wynagrodzeniach i mają żal do tych, którzy o tym zdecydowali.

- Rozumiem, że za wykształcenie należy wynagradzać, ale nie możemy tworzyć aż takiej przepaści w płacach. Takimi działaniami stracimy najbardziej doświadczoną kadrę pielęgniarską - mówi przewodnicząca Gaj.

Zgodnie z danymi podanymi przez Ministerstwo Zdrowia w uzasadnieniu do ustawy pielęgniarki i położne z wykształceniem średnim zawodowym stanowią grubo ponad połowę czynne zawodowo.  [https://nipip.pl/wyksztalcenie-pielegniarek/]

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum