Państwo zamierza certyfikować dyrektorów szpitali. To będzie czystka?

Autor: Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia • • 04 lutego 2021 06:00

Częścią planowanej przez Ministerstwo Zdrowia rewolucji w polskim szpitalnictwie ma być utworzenie "korpusu certyfikowanych menedżerów w ochronie zdrowia". Czy obecni dyrektorzy lecznic powinni drżeć o swoją zawodową przyszłość? Kto i na jakich zasadach będzie weryfikował ich kwalifikacje?

Państwo zamierza certyfikować dyrektorów szpitali. To będzie czystka?
Kto będzie weryfikował kwalifikacje dyrektorów szpitali?; FOT. Arch. RZ
  • Władysław Perchaluk, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego: - Nie znamy szczegółów dotyczących tworzenia "korpusu certyfikowanych menedżerów w ochronie zdrowia", ale nie wykluczam, że ktoś pewnego dnia ładnie nam podziękuje i zastąpi osobami z tegoż korpusu
  • - Szpitalami kierują w Polsce odpowiednio wykwalifikowani menedżerowie, ale ich pracę nadzorują, m.in. w samorządach, osoby nie zawsze do tego przygotowane - mówi prof. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali
  • Robert Mołdach z Instytutu Zdrowia i Demokracji: - Dlaczego certyfikacja ma dotyczyć tylko dyrektorów szpitali? Chciałbym ją zobaczyć np. także na poziomie władz Narodowego Funduszu Zdrowia

Przypomnijmy, że 23 grudnia 2020 r. ukazało się zarządzenie Ministra Zdrowia "w sprawie utworzenia Zespołu do spraw przygotowania rozwiązań legislacyjnych dotyczących restrukturyzacji podmiotów leczniczych wykonujących działalność leczniczą w rodzaju świadczenia szpitalne".

W zarządzeniu czytamy, m.in. o planach utworzenia: „korpusu restrukturyzacyjnego, w skład którego będą wchodzić certyfikowani doradcy restrukturyzacyjni w ochronie zdrowia” i „korpusu menadżerskiego, w skład którego będą wchodzić certyfikowani menadżerowie w ochronie zdrowia”.

Pytania, wątpliwości i obawy dyrektorów

Ministerstwo Zdrowia na razie nie ujawnia szczegółów tej koncepcji. Nie wiadomo więc jeszcze, czy ze wspomnianego korpusu mają wywodzić się wyłącznie dyrektorzy szpitali publicznych czy wszystkich placówek (w tym prywatnych) mających umowy z NFZ, a więc leczących za publiczne pieniądze?

- Pytań i wątpliwości związanych z tym projektem jest, niestety, znacznie więcej - podkreśla Władysław Perchaluk, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, dyrektor Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu.

Od 16 lat zarządza szpitalami, ukończył m.in. studia podyplomowe na Wydziale Zarządzanie w Ochronie Zdrowia przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Jest członkiem Rady Programowej Wydziału Finanse i Zarządzanie w Ochronie Zdrowia tej uczelni. Czy spodziewa się, że być może jeszcze w tym roku jego kwalifikacje zostaną poddane weryfikacji?

- Nie znamy jeszcze szczegółów tego rozwiązania, więc na razie nie możemy wykluczyć, że ktoś pewnego dnia podziękuje nam ładnie za dotychczasową pracę, zastępując nas osobami z korpusu menadżerskiego. Sądzę, że będzie to grupa zarządców realizujących założenia nowego planu resortu zdrowia, polegającego m.in. stworzeniu nowej sieci szpitali, przejętych przez państwo od samorządów - mówi prezes Perchaluk.

Przypomina, że już dzisiaj, zgodnie z wymaganiami konkursów na dyrektorów szpitali samorządowych, taką placówką może kierować osoba, która ukończyła studia wyższe i dodatkowo zarządzanie w ochronie zdrowia oraz ma za sobą co najmniej 5 lat na stanowisku kierowniczym w opiece zdrowotnej.

- Jakie inne wymagania musielibyśmy spełniać? Kto będzie weryfikował nasze kwalifikacje oraz w oparciu oraz jakie kryteria? - pyta Władysław Perchaluk. Zaznacza, że na razie Ministerstwo Zdrowia nie precyzuje odpowiedzi na te pytania. Powinniśmy je poznać najpóźniej w maju, kiedy cały projekt ustawy dotyczącej restrukturyzacji szpitali trafi do konsultacji społecznych.

- Menedżerowie polskich szpitali radzą sobie znakomicie. Nie ustępują swoim kolegom w krajach Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, którym - mimo dysponowania 8-10-krotnie większymi budżetami - nierzadko z trudem przychodzi wiązanie końca z końcem - podkreśla Jarosław Fedorowski.

Polscy menedżerowie szpitali już są certyfikowani!

Prof. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali przyznaje, również szefowie placówek skupionych w tej organizacji (do PFSz należy 210 szpitali) bardzo sceptycznie podchodzą do planu tworzenia korpusu certyfikowanych menedżerów w ochronie zdrowia.

Jego zdaniem taki pomysł miałby sens, „gdybyśmy w Polsce nie mieli osób z kierunkowym, podyplomowym wykształceniem obejmującym zarządzenie placówkami medycznymi”.

- Mamy jednak od dawna uczelnie kształcące takich menedżerów, coraz częściej na poziomie MBA, a każdy dyrektor szpitala w naszym kraju posiada odpowiednie kwalifikacje i już jest certyfikowany! Być może ich dodatkowe certyfikowanie byłoby uzasadnione, gdyby głównym problemem naszej ochrony zdrowia była kiepska jakość zarządzania szpitalami. Tymczasem jest wręcz odwrotnie - stwierdza.

Dodaje że menedżerowie polskich szpitali radzą sobie znakomicie: - Nie ustępują swoim kolegom w krajach Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, którym - mimo dysponowania 8-10-krotnie większymi budżetami - nierzadko z trudem przychodzi wiązanie końca z końcem - podkreśla.

Wskazuje, że certyfikacja czy licencjonowanie jest potrzebne wtedy, gdy np. przeważająca liczba osób wykonujących dany zawód nie posiada odpowiednich kwalifikacji. - Ale taka sytuacja w zarządzaniu polskimi szpitalami nie występuje - zaznacza.

Zdaniem prezesa Fedorowskiego warto natomiast w Polsce chronić stabilność zarządzania szpitalami, jednak nie poprzez certyfikaty dublujące już zdobyte kwalifikacje, ale wzmacniając pozycję dyrektorów wobec organów założycielskich placówek, w tym, m.in. samorządów terytorialnych.

- Problemem jest to, że szpitalami kierują odpowiednio wykwalifikowani menedżerowie, ale ich pracę nadzorują, m.in. w samorządach i radach społecznych osoby nie zawsze merytorycznie do tego przygotowane - zaznacza.

Dlatego, zdaniem prezesa PFSz, skoro resort zdrowia tak bardzo chce podnosić poziom kwalifikacji kadr zarządzających szpitalami, to konsekwentnie powinien również poddać profesjonalnej weryfikacji także pracowników urzędów nadzorujących pracę szpitali.

- Certyfikuje się lekarzy, pilotów, wiele innych zawodów i wszyscy uznają to za ważne i celowe - mówi Robert Mołdach z Instytutu Zdrowia i Demokracji.

Jeśli certyfikować to mądrze, ale także urzędników

Nieco inaczej na zamysł resortu zdrowia patrzy Robert Mołdach, partner i CEO Instytutu Zdrowia i Demokracji, ekspert rynku medycznego: - Generalnie nie mam nic przeciwko mądrze realizowanej certyfikacji tam, gdzie mamy do czynienia z ważnym interesem publicznym. A tu (w zarządzaniu szpitalami - red.) taki interes, w mojej ocenie, występuje - podkreśla.

- Mówimy o dziesiątkach, setkach milionów złotych, a niekiedy nawet kwocie przekraczającej miliard. Certyfikuje się lekarzy, pilotów, wiele innych zawodów i wszyscy uznają to za ważne i celowe - wskazuje w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.

- Zadałbym inne pytanie - dlaczego ta certyfikacja ma dotyczyć tylko dyrektorów szpitali? Pozostając przy lotniczym porównaniu, kontrolerzy ruchu lotniczego też przechodzą trudne szkolenia i muszą zdać rygorystyczne egzaminy. Chciałbym zobaczyć analogiczną certyfikację na poziomie władz Narodowego Funduszu Zdrowia. Jeśli mamy wymagać czegoś od innych, to zacznijmy od siebie samych - mówi Robert Mołdach.

Kompetentni dyrektorzy przejdą tę certyfikację w cuglach

- Mam obawę jedynie o tę, jak to nazwałem, „mądrą” certyfikację. Podejdźmy do tego rozsądnie! Nie chodzi, o to, aby każdy dyrektor miał dyplom MBA, czy przeszedł harvardzki kurs zarządzania. Chodzi o obiektywną weryfikację wiedzy i umiejętności nabytych doświadczeniem lub różnymi szkoleniami, także tymi przygotowującymi do egzaminu certyfikacyjnego - stwierdza ekspert.

W jego opinii chodzi o to, by certyfikacja nie była „jednorazowym wydarzeniem, ale by stała się elementem procesu doskonalenia”. - A to nie jest proste. Środowisko lotnicze dopracowywało takie standardy latami, a medyczne - można przyjąć roboczą hipotezę - mogłoby w tym zakresie jeszcze wiele uczynić - zaznacza.

Jego zdaniem kompetentni dyrektorzy przejdą tę certyfikację w cuglach, a atrakcyjna oferta ciągłego doskonalenia zawodowego, która powinna za taką certyfikacją następować, stanowić będzie dla nich nieodpartą motywację przystąpienia do takiego egzaminu.

- Wiem, opowiadam o świecie idealnym. Ale od czegoś należy zacząć. Byle, jak wcześniej powiedziałem, mądrze! - podsumowuje Robert Mołdach.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum