Palące problemy polskich szpitali

Autor: Piotr Przeniosło/Rynek Zdrowia • • 05 marca 2010 06:21

Pożar w Wojewódzkim Szpitalu Neuropsychiatrycznym w Lublińcu przypomniał o tym, jak ważne jest zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom. A z tym nie jest zbyt dobrze. 30 lat po najtragiczniejszym pożarze w historii polskich szpitali, w którym zginęło 55 pacjentów, zastrzeżenia do zabezpieczeń przeciwpożarowych nadal się mnożą.

W 27 szpitalnych budynkach kontrola NIK ujawniła niewystarczającą liczbę hydrantów wewnętrznych

Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli, która sprawdziła stan techniczny obiektów użytkowanych przez publiczne zakłady opieki zdrowotne, na 48 skontrolowanych szpitali aż 42 nie spełniały wymogów przeciwpożarowych.

Nie jest dobrze
W 39 szpitalach brakowało urządzeń zapobiegających zadymieniu lub takich, które usuwają dym. W 9 na drogach ewakuacyjnych niektórych budynków zastosowano okładziny ścienne i sufitu, wykładziny podłogowe oraz sufity podwieszane wykonane z materiałów łatwo zapalnych. Są to bardzo toksyczne substancje, których wykorzystywanie jest zabronione.

W 16 obiektach szpitalnych nie wydzielono ewakuacyjnych klatek schodowych, w sposób określony w przepisach techniczno-budowlanych. Brak wymaganego oświetlenia awaryjnego w strefie pożarowej albo na drodze ewakuacyjnej stwierdzono w 11 szpitalach, a w 6 instalacja nie była poddana przeglądowi technicznemu.

W 27 budynkach kontrola NIK ujawniła niewystarczającą liczbę hydrantów wewnętrznych i gaśnic, ich niekompletność lub niesprawność bądź nieprawidłowe rozmieszczenie, a także niepoddawanie tych urządzeń i gaśnic przeglądom konserwacyjnym, a węży hydrantowych – dodatkowo – próbom ciśnieniowym.

Żaden z 34 szpitali, użytkujących budynki o liczbie łóżek powyżej 200, nie wyposażył ich (wszystkich lub niektórych) w dźwiękowy system ostrzegawczy.

1000 kontroli, 160 pożarów w roku

Naczelnik wydziału analiz zagrożeń Komendy Głównej Straży Pożarnej, mł. bryg. Sławomir Zając wylicza w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl, że co roku dochodzi do ponad 160 pożarów w placówkach opieki zdrowotnej.

– Z naszej analizy obejmującej lata 1993-2009 wynika, że w budynkach szpitalnych doszło do 2758 pożarów, w tym 9 ze skutkiem śmiertelnym. Zginęły 23 osoby. Wraz z kolejnymi latami widzimy pewne pozytywne symptomy, jednak do oczekiwanego stanu, który nie stwarzałby zagrożenia dla pacjentów, daleka droga – przyznaje mł. bryg. Sławomir Zając.

Strażacy średnio w ciągu roku kontrolują 1000 budynków szpitalnych. W 60% odnotowują nieprawidłowości. W 2009 roku na 918 skontrolowanych placówek wykryto uchybienia w 537. Strażacy wyliczają, że statystycznie wykrywanych jest ponad 2000 uchybień rocznie, co daje średnią ok. 4 na szpital...

Co roku, w około 350 obiektach w trakcie kontroli okazuje się, że drogi ewakuacyjne nie spełniają norm. W 250 szpitalach jest zły stan instalacji użytkowych, takich jak gazowa, elektryczna czy ogniochronna. W 150 szpitalach albo brakuje ostrzegawczych systemów alarmowych, albo jeśli są, to nie w każdym budynku. W 75 szpitalach utrudniony był także sam dojazd pojazdów straży pożarnej do budynków.

Zamknięcie szpitala to ostateczność

Komendy PSP w 2009 roku wydały 330 decyzji administracyjnych, w tym np. zakazy eksploatacji. W kilku przypadkach sprawy zostały skierowane do prokuratury i sądów grodzkich.

– Nałożono 10 mandatów, a w 120 przypadkach wystąpiliśmy do innych organów. Średnio rocznie odbywa się około 25 postępowań egzekucyjnych. W zeszłym było ich 31. Prowadzimy działania pokontrolne. Jeśli jest zagrożenie życia dla pacjentów, to możemy wnioskować o zamknięcie szpitala. Staramy się jednak nie podejmować takich decyzji, z wiadomych względów – mówi Sławomir Zając.

Oceniając stan bezpieczeństwa podkreślił, że od lat utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie: – Jest lepiej, ale jeszcze nie tak, jak powinno. Przykładowo rocznie w około 200 placówkach instalowane są alarmowe systemy ostrzegania. Niemniej, nadal wykrywanych jest dość dużo różnego rodzaju nieprawidłowości. Może to świadczyć o braku wystarczającej ilości środków finansowych na szybsze wprowadzanie poprawek.

Sławomir Zając podkreśla, że ciągle jest wysoki poziom potencjalnego zagrożenia dla pacjentów, którzy często nie potrafią podjąć samodzielnej ewakuacji.

Déjà vu po 30 latach

Pożar, który wybuchł z 30 października na 1 listopada 1980 w szpitalu w Górnej Grupie ciągle powraca jako przestroga. Na tamtejszym oddziale Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych im. dr Józefa Bednarza w Świeciu przebywało prawie 400 pacjentów. 55 zginęło w płomieniach, a 26 zostało ciężko poparzonych.

Bezpośrednią przyczyną pożaru była nieszczelność przewodu kominowego. Po pożarze oddziału w Nowej Grypie nie uruchomiono ponownie.

– 30 lat to przy postępie technologicznym wręcz przepaść. Te obiekty, które funkcjonują, są na bieżąco modernizowane. Wiadomo, że po każdej takiej inwestycji konieczne jest, mówiąc potocznie, odebranie przez odpowiednie służby – w tym straż pożarną. Co roku także prowadzimy ćwiczenia ewakuacyjne – wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl Waldemar Szczepański, dyrektor szpitala Świeciu.

Choć od tragedii minęły już trzy dekady, problemy nie znikają. Po tragedii w Lublińcu prokuratura wyjaśnia, czy śmierci trzech pacjentów, którzy mieli trudności w samodzielnym poruszaniu, można było uniknąć. Sprawdzane jest także postępowanie personelu przed pożarem. Na razie nie wyklucza się dwóch wersji – ogień został przypadkowo zaprószony przez jednego z pacjentów lub pożar był skutkiem podpalenia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum