Pacjent prywatnej kliniki zapłacił za leczenie, a teraz żąda zwrotu pieniędzy

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 01 lipca 2009 18:01

Czy lecząc się w prywatnym ośrodku można uznać po zakończeniu terapii, że jej koszt jest zbyt wysoki i skierować sprawę do prokuratury? Okazuje się, że można. Tak właśnie postąpiła rodzina pacjenta Prywatnej Indywidualnej Kliniki Medycyny Manualnej i Rehabilitacji Leczniczej w Krakowie.

Miesięczny pobyt w placówce i rehabilitacja poszkodowanego w wypadku samochodowym mężczyzny kosztowały 110 tys. zł. Rodzina chce odzyskać te pieniądze. Argumentuje m.in., że tylko dramatyczna sytuacja bliskiej osoby skłoniła ją do umieszczenia chorego w krakowskim ośrodku.

Roman Grzywacz, właściciel kliniki mówi portalowi rynekzdrowia.pl, że nie wyłudził od nikogo pieniędzy: - To właśnie ode mnie próbuje się je wyłudzić!

- Pacjent był w bardzo ciężkim stanie: miał rozerwane trzony kręgów, uszkodzony rdzeń kręgowy, brak czucia w rozległych partiach ciała - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Roman Grzywacz. - Nie ukrywam, że w pierwszej chwili nie chciałem go przyjąć. Uważałem, że powinien przebywać na oddziale intensywnej terapii. Tylko prośby rodziny skłoniły mnie do zmiany decyzji.

Cena znana od początku

- Biorąc pod uwagę ogrom pracy, który nas czekał oraz bardzo dobre warunki, jakie możemy zaoferować, od razu sprecyzowałem wysokość kosztów terapii. Rodzina pozostawiając chorego wiedziała, ile trzeba będzie zapłacić. Końcowa kwota, od której został odprowadzony podatek w wysokości 20 tys. zł dla państwa, nie była dla niej żadną niespodzianką - zapewnia nas Roman Grzywacz.

Roman Grzywacz, były komandos, absolwent 2,5-letniego studium policealnego masażu leczniczego w Krakowie, podkreśla, że przez wiele lat pracował w różnych placówkach publicznych: zarówno w szpitalach, jak i w ośrodkach opiekuńczych. Zna obowiązujące tam standardy. Wie także, ile czasu poświęca się pacjentowi.

- Moja oferta jest znacznie lepsza od tego, co mogą zaproponować publiczne lecznice - przekonuje. - Dla pacjenta zostało zrobione wszystko, co można było zrobić. Dla jego potrzeb pracował zespół złożony z ośmiu osób. Czynności higieniczne były wykonywane 3-4 razy dziennie, dzięki czemu nie było żadnych odparzeń ani odleżyn. Mężczyzna przechodził ciężkie załamanie psychiczne, więc zajmował się nim psycholog.

- O zaspokajanie potrzeb chorego dbał cały sztab ludzi, którym trzeba było zapłacić za kilkadziesiąt dni pracy. Efekty terapii przeszły wszelkie oczekiwania. Tak samo oceniła to rodzina, która odbierając pacjenta wręczyła mi pisemne podziękowania za jego znacznie lepszy stan. Nie trzeba dodawać, że taka opieka kosztuje. I jeśli ktoś zdecydował się z niej skorzystać, nie powinno go to dziwić - dodaje Grzywacz.

Swoboda zawierania umów

W tle tej historii przewija się retoryczne skądinąd pytanie: czy ceny leczenia w prywatnych placówkach mogą i powinny podlegać odgórnym regulacjom? Zdaniem Adama Kozierkiewicza, eksperta rynku medycznego - oczywiście nie.

- Istnieje swoboda zawierania umów i nie wyobrażam sobie, aby państwo próbowało ją ograniczać określając np. pułap cen - komentuje dla portalu rynekzdrowia.pl Adam Kozierkiewicz. - Umowę sporządzoną ewidentnie na niekorzyść jednej strony można wprawdzie podważyć, ale nie ma to nic wspólnego z ingerowaniem w poziom cen usług prywatnego sektora medycznego.

Tak samo wygląda to za granicą. Ekspert przywołuje jednak odmienny przykład z Francji. Jeśli prywatne kliniki kształtują swoje ceny według cenników krajowych, ich pacjenci mogą liczyć na refundację poniesionych kosztów leczenia. W ten sposób wiele lecznic zapewnia sobie znaczną liczbę klientów.

Nie oznacza to jednak, że nie istnieją kliniki, których ceny przewyższają taryfy krajowe. Ich pacjenci nie otrzymują refundacji kosztów leczenia, pokrywając je w 100 proc. z własnej kieszeni, ale mają własne powody, aby wybrać takie rozwiązanie.

Sąd rozstrzygnie

- Wszystko wskazuje na to, że sprawa pomiędzy krakowską lecznicą, a jej pacjentem zakończy się w sądzie - uważa Adam Kozierkiewicz. - Rzecz powinna jednakże dotyczyć następujących  kwestii: czy pacjent i jego rodzina byli o cenie poinformowani wcześniej, czy informacja ta została przekazana w sposób jasny, nie budzący wątpliwości, czy w grę nie wchodzą składniki ceny, które nie zostały na początku precyzyjnie omówione, czy pacjent nie został wprowadzony w błąd i w końcu w jakiej formie została zawarta umowa. Ale tym już zajmą się prawnicy.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum