Pacjenci skarżą się, że terminy planowanych przyjęć zbyt często są przekładane

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 20 lutego 2019 05:52

Pacjenci przyzwyczaili się do kolejek w służbie zdrowia, chociaż nie przestały ich irytować. W sytuacji, kiedy po długich tygodniach zgłaszają się na wyczekane świadczenia i słyszą, że nie mogą być przyjęci, bo na ich miejsce przyjęto chorego z tzw. ostrego, coś w nich pęka. Muszą jednak odejść z kwitkiem.

Pacjenci skarżą się, że terminy planowanych przyjęć zbyt często są przekładane
Fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Niedawno głośno było o przypadku pacjenta z Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie, który zgłosił się na zaplanowaną operację, do której nie doszło, ponieważ w lecznicy nie było wolnego łóżka.

Szpital wyjaśniał, że dyżuruje przez całą dobę i nie jest w stanie przewidzieć, iloma łóżkami będzie dysponował w danym momencie. Z tego powodu niekiedy nie może dotrzymać wcześniej zaplanowanych terminów przyjęć pacjentów i operacji.

Przypomnijmy, co mówią przepisy. Placówki medyczne, które w dniu zgłoszenia pacjenta nie są w stanie zapewnić mu określonego zabiegu czy badania (wykonywanego jedynie w ramach leczenia szpitalnego), muszą wpisać pacjenta na listę osób oczekujących. Obowiązek prowadzenia takich list mają wszyscy świadczeniodawcy. Dzięki temu pacjenci powinni mieć zapewniony równy dostęp do świadczeń zdrowotnych.

Rynek Zdrowia postanowił sprawdzić, jak w praktyce funkcjonują listy oczekujących dla planowych zabiegów i czy ich tworzenie ma w ogóle sens.

To nie jest reguła, ale się zdarza
Rozgoryczenie pacjenta taką sytuacja nie dziwi Kamilę Wicińską, rzecznik Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy. Jak mówi nam, praktyka wymaga by w takiej sytuacji powiadomić pacjenta o braku możliwości przyjęcia we wskazanym wcześniej dniu i ustalić z nim nowy termin świadczenia.

- W naszym szpitalu, jeżeli widzimy, że obłożenie jest tak duże, że istnieje ryzyko braku możliwości przyjęcia pacjentów planowych, to staramy się taką informacje przekazać chorym telefonicznie. Co nie oznacza, że zawsze to się nam udaje - przyznaje.

Jak wyjaśnia, nie wszyscy chorzy pozostawiają numer telefonu kontaktowego, a zdarza się, że nie ma czasu, by skutecznie o takim fakcie powiadomić chorego za pośrednictwem poczty. - Nie zawsze pacjent  odbierze od nas połączenie telefoniczne, a niekiedy podany nam numer jest już nieaktualny - dodaje.

Wicińska zwraca uwagę, że niekiedy w szpitalu dochodzi do nagłych zdarzeń, które całkowicie paraliżują normalna pracę szpitala i wtedy po prostu nie ma czasu na to, by chorego uprzedzić o  odwołaniu terminu jego przyjęcia. - Dokładnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jakiś czas temu, gdy doszło do awarii głównej rury doprowadzającej wodę. W związku z tym nasza placówka czasowo pozbawiona była możliwości leczniczych - wskazuje.

W podobnym tonie wypowiada się  Stanisław Rusek, rzecznik prasowy Szpitala Miejskiego im. J. Strusia w Poznaniu. On również potwierdza, że zwyczajem jest, że szpital informuje pacjentów, gdy zachodzi konieczność zmiany terminu wcześniej zaplanowanego przyjęcia. W jego opinii jest to normalna procedura, która powinna obowiązywać we wszystkich placówkach zdrowia. 

Chorzy skargi piszą….
Jak przyznaje Agnieszka Chmielewska z biura Rzecznika Praw Pacjenta (RPP), podmiot leczniczy zobowiązany jest pisemnie poinformować pacjenta o planowanym terminie udzielenia świadczenia, również w przypadku, gdy ulegnie on zmianie. W razie wystąpienia okoliczności, których nie można było przewidzieć w chwili ustalania terminu udzielenia świadczenia, a które uniemożliwiają zachowanie pierwotnej daty, świadczeniodawca również powinien poinformować pacjenta o nowym terminie.

- Dotyczy to także sytuacji, gdy termin ulega przyspieszeniu, np. gdy zwolniło się miejsce na liście oczekujących. Placówka medyczna powinna poinformować pacjenta w każdy dostępny sposób - np. telefonicznie, mailowo bądź poprzez wiadomość sms - zaznacza Chmielewska.

Nasza rozmówczyni zwraca uwagę, że niedotrzymanie przez szpital terminu planowanego zabiegu może leżeć nie tylko po stronie szpitala, ale także może być związane ze stanem zdrowia pacjenta. Na przykład, jeśli w trakcie oczekiwania pacjenta na operację jego stan zdrowia się pogorszył lub występują jakiekolwiek inne przeciwwskazania do zabiegu, lekarz może podjąć decyzję, że taka operacja w ustalonym terminie może się nie odbyć.

Chmielewska przyznaje, że w ostatnim roku RPP nie badał żadnej takiej sprawy na miejscu w placówce medycznej. Niemniej w sytuacji, gdy do Biura Rzecznika Praw Pacjenta wpływają zgłoszenia od pacjentów, że nie są oni przyjmowani na planowe hospitalizacje, Rzecznik występuje z zapytaniem dotyczącym przyczyny nie przyjęcia pacjenta oraz czy został wyznaczony nowy termin hospitalizacji.

- W sytuacji, gdy otrzymana informacja wskazuje na naruszenie praw pacjenta Rzecznik wszczyna postępowanie wyjaśniające, wskazuje pacjentom przysługujące środki prawne oraz informuje ich o możliwości zgłoszenia problemu do właściwego oddziału wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia - tłumaczy.

W 2018 roku za pośrednictwem infolinii Rzecznika Praw Pacjenta takich sygnałów wpłynęło 198, z czego 131 dotyczyło odwoływania planowych zabiegów pod koniec roku i przesuwania ich na kolejny rok kalendarzowy (można więc wnioskować, że jest to okres kończących się limitów zakontraktowanych świadczeń zdrowotnych pomiędzy placówką medyczną a NFZ).

Pozostałe 67 sygnałów dotyczyło sytuacji wskazujących na zmianę terminu z powodów nie dających się przewidzieć w chwili ich ustalania, np. absencja chorobowa, awaria sprzętu, zagrożenia epidemiczne itp.

Ponadto w 2018 roku RPP prowadził 13 postępowań wyjaśniających dotyczących odwoływania planowych zabiegów. Sytuacje te dotyczyły np. braku możliwości wykonania planowego zabiegu z przyczyn organizacyjnych szpitala, konieczności wykonania pilniejszych zabiegów czy też z powodu awarii sprzętu medycznego.

W 5 przypadkach Rzecznik stwierdził naruszenie praw pacjenta - były to m.in. sytuacje, gdy lekarz bezpodstawnie opuścił dyżur, szpital nie wpisał pacjenta na listę osób oczekujących, czy też planowany termin zabiegu kilkukrotnie został zmieniony przez szpital.

NFZ też pilnuje, a jak trzeba karze

Jak zapewnia nas Paweł Grzybowski z biura prasowego NFZ, również Fundusz na bieżąco weryfikuje listy oczekujących. - Weryfikacji podlega sprawozdawczość miesięczna list oczekujących oraz informacje o pierwszym wolnym terminie na udzielenie świadczeń. Dane za pierwszy wolny termin przekazywane są raz w tygodniu - wyjaśnia.

Dodaje: - Oddziały prowadzą na bieżąco weryfikację przekazanych przez świadczeniodawców danych, i to w różnych aspektach, m.in.: monitoruje się różnice pomiędzy planowanym, a rzeczywistym czasem udzielenia świadczenia, sprawdza się przypadki wydłużania się średniego czasu oczekiwania. W wyniku przeprowadzonych weryfikacji typuje się świadczeniodawców, którzy następnie proszenie są o wyjaśnienia.

Grzybowski przyznaje, że do Funduszu wpływają skargi pacjentów dotyczące kwestii związanych z terminami leczenia. Takie sytuacje są sprawdzane i wyjaśniane. Równocześnie przeprowadzane są ankiety telefoniczne - w przypadku, gdy do OW NFZ wpłynęło więcej zgłoszeń na konkretnego świadczeniodawcę dotyczących nieprawidłowości.

Gdy nieprawidłowości zostaną potwierdzone, płatnik może wystąpić o nałożenie na danego świadczeniodawcę tzw. kar umownych.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum