newsweek.pl/Rynek Zdrowia | 13-06-2018 20:06

Ośrodek w Bronowicach świeci pustkami, a lobbują za stworzeniem kolejnego

Pierwszy w Polsce ośrodek protonoterapii, czyli mało inwazyjnej metody leczenia raka, nie jest w pełni wykorzystywany, a onkolodzy już mają plan budowy kolejnego. Czy to dobry pomysł na wydawanie publicznych pieniędzy? - zastanawia się Newsweek Polska.

Stanowisko terapeutyczne w Centrum Cyklotronowym Bronowice. FOT. Materiały prasowe CCB

Terapia protonowa mogłaby znaleźć zastosowanie w ok. 10 proc. nowotworów, które powinny być leczone za pomocą radioterapii, szacują eksperci. Bardziej ostrożni specjaliści uważają, że odsetek ten powinien wynosić 2-3 proc. A to oznacza, że w Polsce do zabiegów tą metodą kwalifikowano by ok. 2 tys. chorych.

Teoretycznie pacjentów nie powinno brakować, a jednak pierwszy i na razie jedyny ośrodek protonoterapii w Polsce - Centrum Radioterapii Protonowej Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie - Bronowicach, świeci pustkami. Mógłby przyjmować ponad 600-700 pacjentów rocznie, ale przyjmuje dużo mniej. Jednym z powodów jest stanowisko NFZ, który refunduje takie zabiegi tylko w nowotworach oka oraz zlokalizowanych poza narządem wzroku u dorosłych i dzieci. Na świecie wskazań do leczenia protonami jest dużo więcej.

Centrum Radioterapii Protonowej w Bronowicach zmaga się z problemami organizacyjnymi i finansowymi i nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości leczenia, a już grupa onkologów z Wielkopolski lobbuje za stworzeniem kolejnego ośrodka protonoterapii, który powstałby za publiczne pieniądze. Oczywiście, można przyjąć, że za kilka lat NFZ da się przekonać i zacznie przeznaczać większe kwoty na leczenie protonami, ale czy na tyle duże, że zapełni obie placówki?

Czytaj: www.newsweek.pl