Oblężone tomografy: zły system skierowań, czy źle pojęte oszczędności?

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 08 kwietnia 2009 06:35

Czy lecznice będą drastycznie ograniczać, ze względu na gorsze finansowanie, liczbę badań wykonywanych w pracowniach tomografii komputerowej? Do postawienia tego pytania skłonił nas niedawny, opisywany przez prasę, przypadek z Gdańska.

Oblężone tomografy: zły system skierowań, czy źle pojęte oszczędności?
O tomograf łatwiej jednak, niż o radiologa. Prof. Andrzej Urbanik podkreśla, że w tej specjalności dokonuje się właśnie wymiana pokoleniowa. Młodzi specjaliści (u prof. Urbanika szkoli się ich 45) muszą przejść przez

Szpital Swissmed Centrum Zdrowia S.A. na kilka dni przed badaniem TK zawiadomił pacjentkę z podejrzeniem nowotworu płuc, że termin został przesunięty z 31 marca na... lipiec. Przyczyną była informacja z Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, że Fundusz nie zapłaci szpitalowi za nadwykonania.

Ponieważ w pierwszym kwartale br. placówka znacznie przekroczyła kontrakt przyjmując 20 pacjentów dziennie, zdecydowano się ograniczyć badania wyłącznie do limitu, tj. 5 chorych w ciągu dnia. Pacjentce, która pod koniec lutego sprawdzała terminy w kilku innych gdańskich szpitalach, proponowano badanie tomograficzne w lipcu.

Dr Janusz Dębski, pomorski konsultant wojewódzki w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej, jest zdumiony proponowanym przez lecznice 4-5-miesięcznym czasem oczekiwania na tomografię.

- To nonsens - ocenia w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl - Pacjent, któremu proponuje się taki termin, albo zdąży wyzdrowieć albo zapomni o badaniu albo...umrze. W mojej macierzystej placówce, Pomorskim Centrum Traumatologii Wojewódzkim Szpitalu im. M. Kopernika w Gdańsku, trwają obecnie zapisy na początek czerwca, co oznacza około 2-miesięczny czas oczekiwania. Oczywiście nie dla wszystkich. Każda z dwóch naszych pracowni TK prowadzi dwie kolejki: pierwszą do badań na cito, m. in. dla pacjentów z podejrzeniem nowotworów i drugą, dla pacjentów zgłaszających się na badania rutynowe.

Dlaczego trzeba czekać?
Choć dr Dębski przyznaje, że zapowiedzi płatnika dotyczące znaku zapytania przy finansowaniu nadwykonań w br. (a te w zakresie tomografii są duże) niepokoją, jednocześnie dodaje, iż nie powodów do przypuszczeń, że szpitale zaczną znacząco ograniczać badania tomograficzne. Na razie bardziej martwią go inne przyczyny, wpływające na czas oczekiwania.

– Mamy na terenie województwa wystarczającą liczbę tomografów, czego nie można powiedzieć o lekarzach radiologach – wyjaśnia konsultant. – Wielu z nich zdecydowało się na pracę za granicą, wielu jeszcze wyjedzie. M. in. dlatego tak długo czeka się na opis badania. Mniejsze ośrodki w naszym regionie, np. Malbork, Chojnice lub Starogard Gdański, mają ponadto bardzo małe kontrakty na tomografię. Dlatego na terenie województwa są znaczące różnice w liczbie badań wykonywanych w skali jednego dnia. Najczęściej jest to przedział od 5 do 11.

Zdaniem Janusza Dębskiego najważniejszą przyczyną wydłużającego się oczekiwania na badanie tomograficzne jest jednak zmiana przepisów, dokonana przez Centralę Funduszu.

– Płatnik zniósł dotychczasową zasadę kierowania na tomografię przez specjalistę – przypomina konsultant wojewódzki. – Obecnie skierowanie może wystawić lekarz rodzinny. W efekcie bardzo wiele badań wykonujemy bez sensu. Ta decyzja była poważnym błędem: wygenerowała olbrzymie kolejki do tomografii i spowodowała marnowanie naprawdę dużych pieniędzy na zbędną, nie przemyślaną diagnostykę.

Prof. Andrzej Urbanik, małopolski konsultant wojewódzki w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej, dostrzega jednak inny aspekt.

– Wszystko ma swoje złe i dobre strony: tutaj dobrą stroną jest skrócenie pacjentowi drogi do badania. Pamiętajmy, że na wizytę u specjalisty, który miałby wystawić skierowanie, także trzeba czekać, czasem miesiącami. Wszystko, jak zwykle, zależy od wykonania. Płatnik dał lekarzom narzędzie i to od nich zależy, jak je wykorzystają. Jedni wystawiają skierowania lekką ręką, inni bronią się przed tym nawet w ewidentnych sytuacjach. Tymczasem chodzi o normalność.

Łatwiej o sprzęt, niż o specjalistę
W Małopolsce, podobnie jak na Pomorzu, tomografów nie brakuje. Sprzętem, w dodatku stosunkowo nowym, dysponuje w zasadzie każdy szpital. Kolejki nie są natomiast rozłożone równomiernie: pacjenci, którzy sami wybierają, gdzie chcą się badać, oblegają niektóre placówki. W tym samym czasie inne urządzenia są w zasadzie wolne.

Znacznie gorzej sytuacja wygląda w przypadku rezonansu magnetycznego. W Małopolsce przeważają urządzenia niskopolowe, na których pacjenci nie chcą się badać. Tymczasem liczba skierowań jest coraz większa. Rosną także oczekiwania chorych, którzy liczą na diagnostykę z zastosowaniem wysokopolowego rezonansu magnetycznego. A tych urządzeń w regionie nie ma zbyt wiele.

– Martwi nas gorsza niż w ubiegłym roku sytuacja finansowa płatnika – nie ukrywa prof. Urbanik. – Obawiamy się problemów z pokryciem kosztów nadlimitów, co nie oznacza, że liczba badań będzie redukowana. Jak do tej pory nic nie słyszałem o takich planach. Nie sądzę także, aby źródłem problemów z finansowaniem była zbyt duża liczba tomografów i związane z tym rozdrobnienie kontraktów. Obecnie nie ma nowoczesnego szpitala bez pracowni TK. Nie każdy pacjent nadaje się do transportu na badanie do innej placówki. Ponadto taki transport kosztuje na tyle dużo, że zwyczajnie bardziej opłaca się mieć własny sprzęt.

O tomograf łatwiej jednak, niż o radiologa. Prof. Andrzej Urbanik podkreśla, że w tej specjalności dokonuje się właśnie wymiana pokoleniowa. Młodzi specjaliści (u prof. Urbanika szkoli się ich 45) muszą przejść przez „sito z bardzo małymi oczkami”. Szkolenie jest znacznie trudniejsze i bardziej czasochłonne, niż to, które mają za sobą ich starsi koledzy, daje jednak znakomite przygotowanie. Młodzi specjaliści nie bardzo się jednak spieszą do prowincjonalnych ośrodków, gdzie ich brak bywa odczuwany najbardziej. Na szczęście rozwija się teleradiologia...

Na diagnostyce nie oszczędza się
Tak uważa Krystyna Płukis, dyrektor Szpitala Zachodniego w podwarszawskim Grodzisku Mazowieckim. Zasada jest prosta: źle zdiagnozowany pacjent wróci do placówki, a jego leczenie będzie kosztowało znacznie więcej. Dlatego w Szpitalu Zachodnim na każdego chorego przypada średnio 8 badań. Na tomografię czeka się tutaj 7-10 dni. W 2008 r. pracownia TK przeprowadziła 6007 badań, a rezonansem magnetycznym zdiagnozowano 232 osoby. Tylko w styczniu br. badaniu tomograficznemu poddano 445 pacjentów. Do Grodziska przyjeżdżają się leczyć mieszkańcy całego Mazowsza.

Na pytanie, dlaczego tak długo trzeba czekać na badanie TK w innych szpitalach, dyrektor Płukis odpowiada krótko: lecznice oszczędzają. Najbardziej liczy się wynik finansowy, najmniej - pacjent.

– Szpital albo ma misję, albo nie – podkreśla Krystyna Płukis. – Ponieważ uważam, że poprawna jest ta pierwsza odpowiedź, zabezpieczam dyżur radiologa przez całą dobę. W ten sposób pacjenci lecznicy nie blokują pacjentów ambulatoryjnych, a na opis badania nie czeka się dwa tygodnie lub nawet dłużej. To naturalnie kosztuje. Dlatego wiele szpitali wykazuje, stając do konkursu ofert, że ma radiologów, po czym w praktyce wychodzi na jaw co innego. Prawdą jest, że brakuje lekarzy tej specjalności, ale w tym właśnie tkwi sedno: trzeba im sporo zapłacić.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum