O czasie pracy lekarzy ostatecznie zadecyduje pacjent. Bo on jest wyborcą

Autor: Ryszard Rotaub • Źródło: RR/Rynek Zdrowia31 października 2021 14:00

Odpowiedź MZ na apel NRL, w którym mowa o „ograniczeniu zaangażowania lekarzy do poziomu, który nie będzie przekraczał granic bezpieczeństwa”, jest krótka. W przypadku zawodów medycznych wykonywanie pracy w wymiarze przewyższającym normalne godziny pracy jest zgodne z prawem krajowym i unijnym.

Istota sporu nie polega na tym, czy praca w wymiarze przekraczającym granice zdrowego rozsądku jest zgodna z prawem. Fot. Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)
  • Jestem bardzo zaskoczony takim wydźwiękiem komunikatu, który mówi wprost pacjentom, że nie będą obsługiwani, nie będą przyjmowani – powiedział Adam Niedzielski, odnosząc się do apelu NRL o ograniczenie czasu pracy przez lekarzy
  • Wykonywanie pracy przez personel medyczny w wymiarze przewyższającym normalne godziny pracy jest zgodne z prawem krajowym i unijnym – przypomniało MZ w przesłanej Rynkowi Zdrowia korespondencji
  • Istota sporu nie polega jednak na tym, czy praca w wymiarze przekraczającym granice zdrowego rozsądku jest zgodna z prawem. Liczy się to, jak spór lekarzy z MZ oceni pacjent, który jest też wyborcą

Apel Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) z 22 października wywołał zrozumiałe poruszenie. Samorząd lekarski udzielił jednoznacznego poparcia medykom protestującym w Białym Miasteczku i jednocześnie wezwał lekarzy do „ograniczenia wymiaru zaangażowania zawodowego do poziomu, który nie będzie przekraczał granic bezpieczeństwa zarówno dla siebie, jak i dla pacjenta”.

Nic dziwnego, że minister zdrowia uznał stanowisko NRL za swego rodzaju szantaż. Gdyby lekarze nie brali dodatkowych dyżurów, system ochrony zdrowia by się załamał.

- Traktuję tę wypowiedź, jako skrajnie nieodpowiedzialną. Jestem bardzo zaskoczony takim wydźwiękiem komunikatu, który mówi wprost pacjentom, że nie będą obsługiwani, nie będą przyjmowani, nie będą w żaden sposób zaopiekowani – powiedział 22 października Adam Niedzielski na antenie Radia ZET.

Podkreślił, że w sytuacji, kiedy rozpędza się czwarta fala pandemii, „kiedy my proponujemy kompromis i ten kompromis jest odrzucany (…), to jest to kolejny skrajny brak odpowiedzialności”.

CzytajMinister zdrowia o apelu NRL do lekarzy: „Skrajnie nieodpowiedzialne”

O „skrajnej nieodpowiedzialności” na chłodno

Od wymiany zdań minęło kilka dni. Emocje powinny opaść. Poprosiliśmy MZ o merytoryczne odniesie się do poruszanej w apelu kwestii.

„Zgodnie z ustawą o działalności leczniczej pracownicy wykonujący zawód medyczny i posiadający wyższe wykształcenie, zatrudnieni w podmiocie leczniczym wykonującym działalność leczniczą w rodzaju stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne, mogą być zobowiązani do pełnienia w zakładzie leczniczym tego podmiotu dyżuru medycznego (rozumianego jako wykonywanie poza normalnymi godzinami pracy czynności zawodowych w podmiocie leczniczym). Ustawa określa przy tym, że maksymalny czas pracy pracowników podmiotów leczniczych mogących dyżurować limitowany jest dobowymi i tygodniowymi minimalnymi okresami odpoczynku” – wyjaśnił Jarosław Rybarczyk, główny specjalista w Biurze Komunikacji MZ.

Stwierdził jednocześnie, że „pracownik podmiotu leczniczego decydujący się na pracę w wymiarze przekraczającym przeciętnie 48 godzin na tydzień musi wyrazić na to uprzednią pisemną zgodę”. W imieniu rzecznika prasowego MZ Jarosław Rybarczyk podkreślił również, że „powyższe regulacje są zgodne z regulacjami wspólnotowymi, ujętymi w dyrektywie z 4 listopada 2003 r. Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie niektórych aspektów organizacji czasu pracy”.

„Należy stwierdzić, że zarówno na gruncie prawa krajowego, jak i przepisów Unii Europejskiej w przypadku pracowników wykonujących zawody medyczne dopuszczalne jest – z uwagi na specyfikę sektora zdrowia – wykonywanie pracy w wymiarze przewyższającym normalne godziny pracy” - podsumował.

Granice zdrowego rozsądku

Istota sporu nie polega jednak na tym, czy praca w wymiarze przekraczającym granice zdrowego rozsądku jest zgodna z prawem. Obie strony – NRL i MZ – ryzykują w tym sporze swoim autorytetem, co dobrze nie rokuje zażegnaniu konfliktu i podpisaniu porozumienia z medykami z Białego Miasteczka.

W stosunku do NRL wcześniej czy później pojawią się pytania, ilu lekarzy ograniczyło działalność zawodową (nie zarobiło) pod wpływem apelu. Nie ma w nim argumentów, których by nie znali. Lekarze, którzy wyrazili zgodę na klauzulę opt-out pozwalającą na przekraczanie norm czasu pracy, doskonale wiedzą, że „wydolność organizmu lekarza i lekarza dentysty, jak każdego człowieka, ma ograniczenia anatomiczne”. Ich lekceważenie „prowadzić może do utraty zdrowia, zmniejszenia koncentracji, a także zwiększenia ryzyka wystąpienia zdarzeń niepożądanych” – czytamy w stanowisku NRL.

Jednakże żaden pacjent, a jest on jednocześnie wyborcą, nie będzie roztrząsał kwestii klauzuli opt-out, która pozwala łatać kadrowe dziury i ratuje szpitale przed zamknięciem. Nie będzie analizował skutków zawieszenia norm zatrudnienia, w wyniku czego od ponad roku szpitale nie muszą zapewniać odpowiedniej liczby pielęgniarek i lekarzy przy realizacji świadczeń gwarantowanych. Będzie się liczył efekt końcowy, czyli skuteczność leczenia i dostępność do systemu ochrony zdrowia, co weryfikowane jest osobistym doświadczeniem pacjenta/wyborcy. Dlatego samorząd lekarski jasno wskazuje na winowajcę:

„Brak woli ministra będzie powodował to, że to na ministrze i rządzie będzie spoczywała odpowiedzialność za brak dostępu do świadczeń oraz brak medyków. Panie ministrze - czas na realne działania” - komentował obecną sytuację Michał Bulsa, członek Prezydium NRL, przewodniczący Komisji ds. Młodych Lekarzy.

CzytajNRL apeluje do lekarzy, żeby mniej pracowali

Michał Bulsa nie pozostawił żadnych niedomówień. Oświadczył, że sam pracuje zgodnie z normami kodeksu pracy. „Pracuję w jednym szpitalu powiatowym i jednej poradni wojewódzkiej. I wystarczy. Tak staram się żyć i pracować, żeby czerpać z życia radość. Jeśli zamknę się na cały dzień w pracy, to w końcu odbije się to na zdrowiu i relacjach z rodziną”. Poradził też ministrowi zdrowia, żeby „przebrał się w fartuch lekarski i poszedł na dyżur. Niech podejmuje decyzje dotyczące ludzkiego zdrowia i życia będąc w dwudziestej którejś godzinie pracy”.

CzytajLekarz o pracy powyżej 24 godzin. "Zasnąłem, auto prawie spadło z wiaduktu"

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum