Nowicki: w szpitalach kupujemy to, co jest najtańsze, ale nie zawsze za najlepszą cenę

Autor: JJ/Rynek Zdrowia • • 15 marca 2019 08:20

- Zamówienia publiczne są dużym wyzwaniem dla szpitali. Kłopoty z dobrym opisem przedmiotu zamówienia występują zarówno przy drobnych zakupach, jak i dużych, o wielomilionowej wartości - mówi Piotr Nowicki, menedżer, doradca w zakresie zarządzania i restrukturyzacji podmiotów leczniczych, pełnomocnik ds. restrukturyzacji Instytutu Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Nowicki: w szpitalach kupujemy to, co jest najtańsze, ale nie zawsze za najlepszą cenę
Piotr Nowicki, pełnomocnik ds. restrukturyzacji Instytutu Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka; FOT. PTWP

- Przygotowanie dobrego opisu, tzw. SIWZ, żeby był transparentny i nie było przestrzeni dla spekulacji, że „ktoś, gdzieś, komuś”, nie jest łatwe. Kupując rezonans, a nie jestem fachowcem od rezonansu, do dyspozycji mam radiologów, którzy na nim pracują. Od strony technicznej jednak też nie są autorytetami. Skąd więc się bierze SIWZ? Wszyscy udają, że o tym nie widzą, ale ktoś z firmy oferującej go przynosi i dyrektor lub osoba odpowiedzialna za zakupy go podpisuje. Dwa miesiące później kupując angiograf sytuacja jest podobna - powiedział Piotr Nowicki podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.).

- Przy takich procedurach przetargowych wydajemy bardzo dużo pieniędzy, ale nie wiemy tak naprawdę, jak opisać te urządzenia, czy kupujemy takie jakie powinniśmy, bo trudno mieć w szpitalu super fachowców od każdego rodzaju sprzętu i urządzeń. Kiedyś miałem kupić ramię C. Założyłem, że nie wydam na to więcej niż 250 tys. zł. Miałem na to sporo czasu, bo stare ramię ciągle było sprawne i wykorzystywane. W pierwszym ogłoszonym przetargu zaoferowano 380 tys. w najlepszej ofercie. Ogłosiłem drugi przetarg, w którym kwota ta wynosiła już 295 tys. - mówił ekspert.

Dodał: - W trzecim wspomnianym przetargu cena za ramię C wyniosła 252 tysiące. Okazało się, że 130 tys. zł, czyli prawie połowa kosztów nowego urządzenia, były do wynegocjowania. Cała procedura trwała jednak 9 miesięcy, choć zakupione zostało dokładnie to samo urządzenie, które oferowano początkowo za 380 tys.

- Pozostaje pytanie, czy za każdym razem mamy tyle czasu? Nie mamy go prawie wcale. Gdyby pacjenci stali w kolejce, było zagrożenie życia, zapłaciłbym od razu 380 tys. i w ogóle nie dyskutował – mówił z przekonaniem Piotr Nowicki.

Jak podkreślał, dla niego największym problemem przy zakupach dużych i drogich urządzeń jest brak możliwości negocjowania cen. Istnieje konieczność, ze względu na brak czasu, wyboru najtańszej oferty albo nie skorzystać z niej w ogóle.

- Miałem okazję zarządzać też placówkami niepublicznymi, w których, kiedy zasiadało się do negocjacji z dostawcą, można było ustalić znacznie niższą cenę niż była oferowana na początku. System, który funkcjonuje w placówkach publicznych powoduje, że kupujemy to, co jest najtańsze, co nie oznacza, że za najlepsza możliwą cenę. Jeszcze większym problemem jest to, że czasami tego, co potrzebujemy nie ma od kogo kupić - wskazywał Piotr Nowicki.

Jako przykład podał Samodzielny Publiczny Centralny Szpitala Kliniczny UCK WUM w Warszawie, który miał ministerialne prawie 30 mln zł do wydania na prace budowlane, ale do przetargu nikt z oferentów nie chciał stanąć.

Wypowiedź zanotowana podczas sesji "Zamówienia publiczne w ochronie zdrowia" podczas podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca 2019 r.).

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum