Nowe normy zatrudnienia pielęgniarek. Na pewno wejdą w życie?

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 08 maja 2018 05:50

Projekt "Rozporządzenia Ministra Zdrowia zmieniającego rozporządzenie ws. świadczeń gwarantowanych z zakresu lecznictwa szpitalnego" wprowadza wskaźnik określający liczbę etatów pielęgniarskich, jaka musi przypadać na jedno łóżko - 0,6 na oddziałach niezabiegowych i 0,7 na zabiegowych.

Dotąd obowiązujące rozporządzenie, z grudnia 2012 roku, podaje bardzo skomplikowany wzór w oparciu, o który możliwe jest ustalenie norm na konkretnym oddziale.

- Normy były wyliczane prawidłowo, ale pracodawca mógł nie zgodzić się z wyliczeniem. Już pierwszy artykuł rozporządzenia stanowił, że o tym jak liczny personel ma być zatrudniony na oddziale decyduje pracodawca. Stąd różne normy minimalne w różnych szpitalach. A minimum determinowały finanse - zaznacza Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Szacuje, że w około 30 proc. szpitali można znaleźć oddziały, gdzie faktyczne normy zatrudnienia odbiegają od tych wynikających z wyliczeń według wzoru.

NRPiP: te wskaźniki to minimum
Obecnie proponowane rozwiązanie, czyli określenie liczby pielęgniarek przypadających na łóżko, to jedna z najprostszych metod ustalenia minimalnych wymagań. - Oznacza to, że przy wskaźniku 0,6 na oddziale niezabiegowym liczącym 40 łóżek powinny być 24 etaty pielęgniarskie. Podane w rozporządzeniu wskaźniki są generalnie takie, jak proponowaliśmy - przyznaje prezes NRPiP.

Jak tłumaczy, przedstawione w projektowanym rozporządzeniu wskaźniki to minimum, na które samorząd może się zgodzić ze względu na warunki bhp oraz bezpieczeństwo pacjentów. Oznaczają, że na jedną pielęgniarkę ma przypadać od 6 do 9 pacjentów, maksymalnie 10.

W projekcie rozporządzenia wpisano też wymagania dotyczące kwalifikacji obsady pielęgniarskiej na oddziałach.

- Tu wynika m.in. stąd, że pielęgniarka na dyżurze może odmówić wykonania czynności, gdy nie ma do tego kwalifikacji. Wtedy musi wskazać drugą pielęgniarkę, która posiada te właściwe kwalifikacje i wykona wymaganą procedurę. Chcielibyśmy, by na każdym dyżurze była pielęgniarka o tych wyższych kwalifikacjach bądź położna będąca kierownikiem zmiany. To ważne także, gdy na oddziale trzeba wprowadzać w zawód młodą osobę - wyjaśnia prezes NRPiP.

Według proponowanych współczynników pielęgniarka na oddziale zabiegowym zaopiekuje się około 7 pacjentami w czasie zmiany.

Poczekamy, zobaczymy
- Taki zapis by nas zadowalał, choć nie są to absolutnie wygórowane oczekiwania. Liczymy na to, że wraz ze wzrostem nakładów na ochronę zdrowia wskaźnik liczby pielęgniarek przypadających na łóżko pacjenta będzie wzrastał do poziomu europejskiego - stwierdza Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Dodaje: - Dla przykładu powiem, że moja koleżanka pracująca w Rzymie, w szpitalu publicznym, na zabiegowym oddziale opiekuje się maksymalnie 5 pacjentami.

Przewodnicząca OZZPiP podkreśla, że chodzi o projekt, a nie o gotowy akt prawny. - Życzę ministrowi Łukaszowi Szumowskiemu determinacji we wprowadzeniu tego rozporządzenia w życie - mówi z pewną rezerwą.

Zaznacza, że środowisko pielęgniarskie nie dmie jeszcze w fanfary, bo pamięta, jakie były losy wcześniej prezentowanego projektu rozporządzenia dot. minimalnych norm, z 2012 r. - Był zadowalający i został zmieniony pod wpływem pracodawców. Odbywały się liczne spotkania, sprawa toczyła się 4 lata. Byłam w zespole opracowującym to rozporządzenie. Po dwóch latach związek zrezygnował z udziału, prace trwały kolejne dwa lata. Zobaczyłam, że nasza dyskusja z ministerstwem na ten temat, to niekończąca się historia - opowiada Krystyna Ptok.

Będą uwagi
Tym razem, jak się wydaje, satysfakcjonujący konsensus udało się osiągnąć. Nie oznacza to jednak, że środowisko pielęgniarskie przyjmie projekt bez istotnych uwag. Zarówno NRPiP jak i OZZPiP podczas trwającej konsultacji zdecydowanie stawiają kwestię wprowadzenia odrębnych minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek w szpitalach i oddziałach dziecięcych.

To stanowisko podziela dr Krystyna Piskorz-Ogórek, konsultant krajowy w dz. pielęgniarstwa pediatrycznego, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie. Konsultant proponuje m.in. w oddziałach pediatrycznych I poziomu podstawowego - 0,5 etatu przeliczeniowego na łóżko; w oddziałach pediatrycznych specjalistycznych lub zachowawczych - 0,65; w oddziałach zabiegowych dla dzieci - 0,8.

Czytaj też: Rozporządzenie dotyczące norm zatrudnienia pielęgniarek jest bardzo potrzebne

Dyrektorzy szpitali oceniając wspomniany projekt dają do zrozumienia, że wprowadzając rozporządzenie trzeba mieć na uwadze, iż oznacza ono dla szpitali kolejny wzrost kosztów pracy. Powtarzane są też obawy dotyczące braków kadr pielęgniarskich.

Czy szpitale zdążą?
- Z naszego punktu widzenia, szpitala w mieście średniej wielkości, wszelkie majstrowanie przy obowiązujących obecnie przepisach przy tak skromnym rynku pracy pielęgniarek jest obarczone dużym ryzykiem - uważa Dariusz Kaczmarek, dyrektor naczelny Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie.

Jak podaje, ze wstępnych wyliczeń wynika, że wywiązując się z projektowanych minimalnych norm zatrudnienia szpital powinien jeszcze zatrudnić ponad 20 pielęgniarek. - To dużo i boimy się, że możemy ich nie znaleźć na lokalnym rynku pracy - zaznacza dyrektor.

Prognozuje: - Potrzeba jest matką wynalazku i wejdą być może optouty dla pielęgniarek i umowy zlecenia. Ale za tym dalej idą koszty, i to w sytuacji, gdy kondycja finansowa wielu szpitali jest dramatyczna. Zacznie się to samo co z lekarzami. Ruszy karuzela podwyżkowa, bo każdy szpital będzie chciał spełniać normy pod groźbą utraty kontraktu, jeśli zostaną wpisane do wymagań płatnika.

Projekt rozporządzenia zakłada vacatio legis do czerwca 2019 roku. Czy szpitale zdążą dostosować się do tego czasu do nowych wymagań?

Prof. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, uważa, że wprowadzenie rozporządzenia w życie za rok dla wielu szpitali może okazać się niezwykle trudne, nie mówiąc już o aspiracjach równania do liczebności obsad pielęgniarskich w rozwiniętych krajach zachodnich.

- Na przykład w Niemczech w zasadzie nie ma takich sztywnych norm, placówki określają je elastycznie. Ale tam wszystkie szpitale dysponują budżetem ok. 90 mld euro, podczas gdy wszystkie polskie szpitale - ok. 10 mld euro. To pokazuje jakie środki można przeznaczyć na płace tam, a jakie u nas - mówi prezes PFSz. Przywołuje też przykład szpitala duńskiego: - Zwykle przy pacjencie pracuje w nim 4 razy więcej personelu niż w odpowiadającym mu referencyjnością szpitalu polskim.

Podziela zdanie, że obecna sytuacja kadrowa utrudni wprowadzenie rozporządzenia. Może natomiast przyspieszyć wprowadzenie szerszego kształcenia w nowych zawodach medycznych, jak np. asystent pielęgniarki. - Tam gdzie pojawią się tacy asystenci, czy personel delegowany do transportu pacjentów, można dyskutować o tym jakie normy rzeczywiście są niezbędne - uważa.

Nie róbmy fikcji
Natomiast Zofia Małas nie sądzi, by istniały rzeczywiste przesłanki, które mogą stanąć na przeszkodzie wprowadzeniu rozporządzenia. - Być może dla niektórych pracodawców będzie się to wiązało z kosztami dodatkowej obsady. Taka sytuacja powstanie tam, gdzie dyrekcje przed laty, mając problemy z zadłużaniem się szpitala, w pierwszej kolejności cięły etaty pielęgniarskie. Niech odbudują ten stan. Kiedyś trzeba powiedzieć: stop, nie robimy fikcji, bo pacjent w szpitalu ma mieć należytą opiekę - twierdzi.

Jej zdaniem pracodawcy, którzy chcieli zapewnić dobrą jakość świadczeń w szpitalach, już dawno spełnili minimalne normy: - Są szpitale, które zawsze utrzymywały standard i dobrą obsadę, i wcale nie jest ich mało. My, jako samorząd, mówimy tak: jeżeli gdzieś jest drastycznie niska obsada, to taki oddział powinien być zamknięty.

Z opinią prezes pielęgniarskiego samorządu współbrzmi zdanie przewodniczącej OZZPiP. - Pieniądze w systemie się znajdą, jeśli zrezygnujemy z utrzymywania  oddziałów z 50-60 procentowym obłożeniem łóżek i udowadnianiem na siłę, że tam gdzie są, są bardzo potrzebne - mówi Krystyna Ptok.

I dodaje: - Nie twierdzę, że należy likwidować szpitale, ale z map potrzeb zdrowotnych wynika, że łóżek jest generalnie nadmiar, więc racjonalizujmy ich wykorzystanie, tam gdzie ich jest za dużo, a dokładajmy w tych specjalizacjach i miejscach, gdzie mamy ich za mało.

Zdaniem prof. Jarosława Fedorowskiego realizacja rozporządzenia może przynieść nieoczekiwane, pozytywne zmiany systemowe, gdy szpitale - by respektować normy - zdecydują się na łączenie oddziałów. - Podane w projekcie rozporządzenia normy są interdyscyplinarne, mówi się w nich ogólnie o oddziałach zabiegowych i zachowawczych. Zatem możliwe jest tworzenie oddziałów wieloprofilowych poprzez łącznie oddziałów i podspecjalności lekarskich, a tą drogą także lepsze zarządzanie personelem - podsumowuje.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum