Normy zatrudnienia pielęgniarek: czy styczniowy termin wdrożenia jest realny?

Autor: IB/Rynek Zdrowia • • 24 września 2018 05:51

Wdrożenie od stycznia 2019 r. norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych jest nierealne, bo tylu pielęgniarek nie ma na rynku pracy. A nawet gdyby były, pozostają jeszcze kwestie finansowe - przekonują szpitale powiatowe. Pielęgniarki odpowiadają, że porozumienie z MZ dotyczące m.in. norm zobowiązuje, a sprawę trzeba przecież kiedyś załatwić.

Normy zatrudnienia pielęgniarek: czy styczniowy termin wdrożenia jest realny?
Normy zatrudnienia pielęgniarek: czy styczniowy termin wdrożenia jest realny? Fot. Archiwum

Chodzi o porozumienie podpisane 9 lipca br. pomiędzy Naczelną Radą Pielęgniarek i Położnych i Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych, a ministrem zdrowia i prezesem NFZ. Jego najważniejszymi punktami były: włączenie dotychczasowych dodatków do wynagrodzenia zasadniczego, wprowadzenie porady pielęgniarskiej jako świadczenia gwarantowanego, finansowanego przez NFZ oraz wprowadzenie od stycznia 2019 r. norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych.

Zgodnie z ustaleniami minimalny wskaźnik zatrudnienia będzie wynosił 0,6 na łóżko (dla oddziałów o profilu zachowawczym) i 0,7 (dla oddziałów o profilu zabiegowym). Jeśli chodzi o oddziały pediatryczne, równoważniki zatrudnienia na łóżko mają zostać podwyższone od 1 lipca 2019 r. do poziomu 0,8 w oddziałach zachowawczych oraz 0,9 w oddziałach zabiegowych.

30 sierpnia Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych oraz Związek Powiatów Polskich zaapelowały do ministra zdrowia o odroczenie wdrożenia norm do czasu wykształcenia nowych pielęgniarek argumentując, że tylu pielęgniarek, ile wymaga spełnienie norm zatrudnienia, w ogóle nie ma w systemie.

Szpitale pod ścianą
- Regulacje ze stycznia powodowałyby w przypadku naszego szpitala wzrost zatrudnienia pielęgniarek o 7-8 proc. Lipcowy projekt - o 20 proc., to jest dodatkowe 70 osób. To nie do zrealizowania, biorąc pod uwagę liczbę pielęgniarek na rynku pracy. Alternatywnie, by spełnić nowe wymagania, mógłbym zmniejszyć o kilkanaście procent liczbę łóżek - mówi Marcin Kuta, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. E. Szczeklika w Tarnowie.

- Lipcowy projekt jest nierealny także ze względów finansowych: wynagrodzenia pielęgniarek są niedoszacowane o 20 proc. Tzw. zembalowe daje pielęgniarkom 1,6 tys. zł podwyżki (po 400 zł od 2015 r.) Dodatkowy warunek nie mniej niż 1,1 tys. zł do podstawy zawarty w lipcowym porozumieniu pielęgniarek z ministrem zdrowia daje w efekcie ze wszystkimi dodatkami wzrost nie na poziomie 1,6 tys. zł, a 1,9 tys. zł. Oznacza to, że niedoszacowanie na jedną osobę wynosi każdego miesiąca 300 zł brutto - wyjaśnia dyrektor Kuta.

- To powoduje, że niezależnie od norm zatrudnienia mamy 20-procentowy deficyt środków finansowych spowodowany podwyżkami i już sama ta sytuacja rozkłada szpitale na łopatki - dodaje Marcin Kuta.

Z raportu Związku Powiatów Polskich z przeprowadzonych badań ankietowych wynika, że spośród 92 podmiotów, które udzieliły odpowiedzi na pytanie o konieczność zwiększenia liczby zatrudnionych pielęgniarek (bez redukcji liczby łóżek w szpitalu) aż 83 odpowiedziały, że będzie to niezbędne. Na pytanie o konieczność zwiększenia zatrudnienia pielęgniarek przy założeniu, że liczba łóżek w szpitalu ulegnie redukcji (w stopniu umożliwiającym prowadzenie działalności leczniczej na dotychczasowym poziomie) odpowiedzi udzieliło 85 podmiotów. 50 spośród nich odpowiedziało - tak, 35 - nie.

Na pytanie dotyczące ogólnej liczby pielęgniarek jaką podmiot musiałby zatrudnić w związku z wejściem w życie rozporządzenia wprowadzającego standardy, odpowiedzi udzieliło 56 podmiotów leczniczych. W sumie wskazano na potrzebę stworzenia dodatkowych 5173,52 etatów. Średnia wśród respondentów, którzy odpowiedzieli na pytanie wyniosła 92,38 etatu pielęgniarskiego na
jeden podmiot leczniczy. Jednocześnie zadeklarowano możliwość redukcji liczby łóżek średnio z 255,06 do 232,83 na jeden podmiot leczniczy.

Co na to pielęgniarki?
- Pracodawcy przekonują, że normy zatrudnienia nie są możliwe do wdrożenia, ponieważ na rynku pracy nie ma tylu pielęgniarek. Tymczasem departament analiz MZ oszacował, że zasoby kadrowe są, choć ich rozmieszczenie jest nierównomierne i mogą pojawiać się tzw. białe plamy - wskazuje Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

- Warto też zauważyć, że na taką sytuację pracodawcy zapracowali przez lata. Obecnie obowiązujące rozporządzenie ws. sposobu ustalania minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych nie koliduje ze sposobem obliczania, który chcemy wprowadzić na mocy lipcowego porozumienia. Wskaźniki 0,6 na oddziały niezabiegowe, 0,7 na zabiegowe i postulowany 0,8 na oddziały pediatryczne nie wzięły się przecież znikąd, tylko z obowiązującego obecnie sposobu obliczania zapotrzebowania na minimalne normy, czyli z tzw. kategoryzacji (pierwsza kategoria - pacjent najlżej chory, samodzielny, trzecia kategoria - pacjent leżący) - przypomina prezes NRPiP.

- Gdyby pracodawcy realizowali rozporządzenie obowiązujące obecnie, nie mieliby żadnego problemu z nową metodą wskaźnikową. Ale sprawa została zaniedbana, a na etatach pielęgniarskich oszczędzano - dodaje.

- Problem będą miały obecnie szpitale, w których tak się właśnie działo. Ale nie wszędzie tak było, są bowiem także placówki, w których widać dbałość o jakość opieki pielęgniarskiej nad pacjentem. Szpitalem, który można pokazać jako przykład odpowiedniego do potrzeb zatrudnienia pielęgniarek jest choćby placówka w Piekarach Śląskich, czy Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku, które zatrudnia o wiele więcej pielęgniarek, niż wynikałoby z proponowanych przez nas norm - zaznacza Zofia Małas.

W jej ocenie pracodawcy nigdy nie będą w stanie ocenić, czy i w jakim stopniu brakuje im pielęgniarek, jeśli nie zastosują prostej metody wyliczenia: 40-łóżkowa interna ze wskaźnikiem 0,6 daje 24 etaty do opieki całodobowej. W tej sytuacji jedna pielęgniarka będzie opiekowała się 8-9 pacjentami, a nie kilkunastu lub kilkudziesięcioma chorymi, co jest przecież patologią. Możliwość takiego oszacowania powinien mieć także pacjent, który idąc do szpitala ma prawo wiedzieć, na jaką opiekę pielęgniarską może liczyć.

Tak działa rynek pracy
Jak zauważa prezes NRPiP, problem polegał także na płacach oferowanych pielęgniarkom. Przy tak niskim poziomie zarobków trudno, aby pielęgniarki nie uciekały do innych zawodów. Jeśli mają wrócić do szpitali, pracodawcy muszą zapłacić im więcej.

- Już sam dodatek włączony do podstawy spowodował, że mamy coraz więcej sygnałów o rosnącym zainteresowaniu powrotem do zawodu. Ok. 3 tys. pielęgniarek, które w ciągu sześciu ostatnich lat przez pięć lat go nie wykonywało, przeszło przeszkolenie i ponownie podjęło pracę - mówi Zofia Małas.

- Rezerwy należy też upatrywać w fakcie, że rocznie ok. 5 tys. pielęgniarek kończy studia i odbiera dyplom, a pracę w zawodzie podejmuje ok. 3 tys. Należy zachęcić do tego godnym wynagrodzeniem i bezpiecznymi warunkami pracy (w tym odpowiednią liczbą pacjentów przypadających na jedną pielęgniarkę) pozostałe 2 tys. osób. Tak działa rynek pracy - jeśli brakuje pracowników, należy im coś zaoferować - dodaje.

Iwona Borchulska, rzecznik prasowy Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych przypomina, że OZZPiP walczy o normy zatrudnienia od lat.

- Dotychczasowe rozporządzenie było ułomne: dane podawane przez pracodawców były niewiarygodne, a ostateczny wynik - niemożliwy do weryfikacji. Obecnie środowisko pielęgniarskie umówiło się z ministrem zdrowia, że czas postawić na jakość wykonywania świadczeń. W tym kontekście jedna dyżurująca pielęgniarka na 40-łóżkowy oddział to zdecydowanie za mało - zaznacza.

- Owszem, pracodawcy wskazują, że nie będą mieli kogo zatrudniać, bo tak dużej liczby pielęgniarek nie ma na rynku pracy. Ale skoro najważniejszy jest pacjent, może warto doprowadzić przynajmniej do sytuacji, że w zakresie zatrudnienia pielęgniarek będzie obowiązywało jakieś minimum. Ponadto pomiędzy szpitalami istnieje duże zróżnicowanie: w jednych pracuje dużo pielęgniarek, w innych - wręcz przeciwnie. Dlaczego jednego pracodawcę stać na liczniejszą kadrę, a innego nie? - pyta Iwona Borchulska.

- Warto zauważyć, że upominamy się o minima. Łatwo pokazać to na przykładzie. Jeśli oddział chirurgii liczy 30 łóżek, to przy współczynniku 0,7 powinien zatrudniać 21 pielęgniarek, bez oddziałowej - 20. Dzieląc tę liczbę na cztery zmiany uzyskujemy 5 osób na jednej. Każda z nich ma prawo do ok. 1 miesiąca urlopu rocznie, zostają zatem 3. Jeśli któraś z nich zachoruje - 2. Czy można zatrudnić jeszcze mniej? - mówi rzeczniczka OZZPiP.

- Jeśli wdrożenie norm zatrudnienia zostanie przesunięte w czasie, tak, jak chcą tego pracodawcy, będzie to stanowiło naruszenie porozumienia, w którym do 2021 r. nasz związek gwarantuje spokój społeczny, naturalnie pod warunkiem przestrzegania ustaleń - wskazuje Iwona Borchulska.

W Polsce pracuje obecnie ok. 260 tys. pielęgniarek, a ok. 10 proc. tej grupy stanowią położne. Połowa z nich pracuje na więcej niż jednym etacie.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum