Niespotykana skala nagłych porodów. Czy to już starcie rynków?

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 08 listopada 2016 05:50

Informacje o sporze między łódzkim szpitalem Pro Familia a tamtejszym oddziałem NFZ brzmiały jak meldunki z frontu. Ostatni jest taki, że szpital zawiesił bezpłatne przyjmowanie rodzących, bo Fundusz kwestionuje skalę nagłych porodów, za które musiałby zapłacić, a ponadto nie daje szans na kontrakt.

Niespotykana skala nagłych porodów. Czy to już starcie rynków?
Konkurencja w ginekologii i położnictwie w Łodzi jest olbrzymia. Kobiety mają do wyboru 41 oddziałów ginekologiczno-położniczych z 1 383 łóżkami. Fot. Shutterstock

Walka trwa w mediach, internecie, sądach i na ulicach. Na Facebooku powstał profil obrońców prywatnego szpitala i internetowa petycja, którą podpisało ponad 3 tys. osób. Obrońcy skrzyknęli się za pośrednictwem internetu i zorganizowali w październiku protest pod Łódzkim OW NFZ. Szybko przerodził się w strajk okupacyjny siedziby Funduszu.

Niedawno protestujące pacjentki dotarły nawet do Centrali NFZ i MZ. Nakłoniły wiceministra zdrowia Marka Tombarkiewicza, żeby zainicjował kontrolę w oddziałach ginekologiczno-położniczych i dla noworodków w Łódzkiem. Kontrola będzie trwała ok. 2 tygodnie. Konsultantom krajowym z dziedziny ginekologii, położnictwa i neonatologii zlecono natomiast wydanie opinii na temat warunków i dostępu do świadczeń w tych zakresach.

Przesłanie protestujących było takie, że kobiety powinny  mieć możliwość wyboru placówki, a NFZ nie ma prawa odmawiać finansowania porodów. 

Jak na froncie
Napiętą atmosferę dobrze oddaje osobisty w tonie apel dr. hab. Dariusza Borowskiego, dyrektora medycznego Szpitala Pro Familia, do pacjentek. Prosi je, żeby wysyłały listy protestacyjne do NFZ i MZ, gdyż "Łódzki NFZ od miesięcy ignoruje nasze prośby nie tylko o rozpisanie konkursu, ale teraz także - od marca - udaje, że nie ma tematu zapłacenia nam za wykonaną pracę, czyli ponad 1450 porodów".

Na koniec Dariusz Borowski wyznaje, że byli już wszędzie. "Ale oni traktują nas jak kogoś, kto przychodzi jako przedsiębiorca, któremu nie do końca wyszedł biznes. A my chodzimy tam jako ktoś, kto ma jakiś cel. Cel medyczny, społeczny. Pozdrawiam Was i pomimo tego, że w kilku miejscach już trwa świętowanie z powodu naszego "upadku", to zapewniam Was, że działamy i walczymy dalej".

Zostawmy jednak na boku zagrzewające do boju wezwania i słowne utarczki. Sprawa ma szerszy aspekt. Wydaje się, że umowna linia frontu przebiega także między wyznawcami wolnego rynku w ochronie zdrowia, na którym równoprawnie funkcjonują podmioty prywatne i publiczne, a zwolennikami planowania jego rozwoju w oparciu o finansowanie z budżetu państwa. Pro Familia symbolizuje ten pierwszy, liberalny kierunek.

Poród na wolnym rynku
Prywatni inwestorzy wyłożyli pieniądze i wybudowali dwa szpitale: rok temu w Łodzi, a wcześniej w Rzeszowie. Gdyby przyjąć modelowe rozwiązania "wolnorynkowców", to powinny one, jak wszystkie inne placówki, zabiegać o pacjenta, którego pieniądze pozwalają utrzymać się na rynku.

Ale jesteśmy społeczeństwem na dorobku, niewielu stać na opłacenie usług medycznych z własnej kieszeni (np. w Pro Familia w Rzeszowie za poród fizjologiczny lub zakończony cesarskim cięciem trzeba zapłacić 6500 zł). Dlatego konieczny jest publiczny płatnik, który finansuje świadczenia w oparciu o jasne zasady.

- Prywatny rynek szpitalny jest bardzo mały. Stanowi mniej niż 10 procent sytemu w Polsce i nie jest w stanie w jakikolwiek sposób zagrozić pozycji szpitalnego sektora publicznego. Jednakże, gdy brakuje pieniędzy w całym systemie, urzędnicy i właściciele szpitali publicznych chcą wyrwać nawet te kontraktowe resztki z sektora prywatnego - mówił w marcu 2015 r. Rynkowi Zdrowia Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych.

- Jeśli ten sposób traktowania sektora prywatnego będzie kontynuowany, wiele z podmiotów rynku prywatnego może mieć kłopoty z uzyskaniem kontraktu - przewidywał.

Pod okiem Narodowej Służby Zdrowia
Po przeciwnej stronie barykady są zwolennicy zwiększenia roli państwa w sektorze zdrowia. Typowe dla tego modelu atrybuty to centralne zarządzanie i planowanie. Zgodnie z założeniami reformy firmowanej przez ministra Radziwiłła, opiekę zdrowotną w Polsce ma zapewniać Narodowa Służba Zdrowia.

Część zadań Funduszu przejmie minister zdrowia, a kontraktowanie przejdzie do Wojewódzkich Urzędów Zdrowia. Będą działały przy wojewodach na zasadzie administracji niezespolonej i podlegały ministrowi zdrowia. 

Piotr Latawiec, dyrektor Szpitala Specjalistycznego Pro Familia, z uwagą śledzi zapowiedzi resortu zdrowia. - Dzisiaj nikt rozsądny nie zdecydowałby się na budowę prywatnego szpitala. Wśród fachowców - zarówno z sektora publicznego, jak i prywatnego - plany ministerstwa budzą wielki niepokój - ocenia i dodaje, że jako prywatny podmiot chcą być traktowani równoprawnie, dokładnie tak jak publiczne placówki.

Jednocześnie zapewnia, że podjęcie decyzji o budowie szpitala położniczo-ginekologicznego w Łodzi nie było pochopne, poprzedziły ją analizy danych epidemiologicznych. Wynikało z nich m.in., że Łódź jest na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o śmiertelność noworodków - sięga 14 promili w przypadku szpitali III poziomu referencyjnego.

- Chodzi o to, że jest za mało miejsc. Oddziały położnicze, w których NFZ wykupił świadczenia, są obłożone ponad miarę, kobiety leżą na korytarzach - ocenia sytuację.

Pełne zaspokojenie
Inaczej widzi to Łódzki NFZ, który zakontraktował w Łodzi świadczenia położniczo-ginekologiczne i neonatologiczne w 5 szpitalach, w tym z dwoma na najwyższym III poziomie referencyjnym. Kontrakty z tymi placówkami zawarte są do 30 czerwca 2017 r.

Fundusz powołuje się na opinie konsultantów wojewódzkich, z których ma wynikać, że dostęp do tego typu świadczeń jest w woj. łódzkim zaspokojony. "Wskazują na to także mapy potrzeb zdrowotnych opublikowane przez ministra zdrowia" - zwraca uwagę NFZ w stanowisku z 19 września 2016 r.

Konkurencja w ginekologii i położnictwie w Łodzi jest olbrzymia. Kobiety mają do wyboru 41 oddziałów ginekologiczno-położniczych z 1 383 łóżkami. Najwięcej ciężarnych (nie tylko łodzianek) decyduje się na poród w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi (3 332 w 2015 r.), w Szpitalu im. Madurowicza rodziło 1 797 kobiet, a w Centrum Medycznym im. L. Rydygiera - 1 408. W tej sytuacji powstanie kolejnego szpitala ginekologiczno-położniczego musiało być jak włożenie kija w mrowisko.

- Myśmy to wszystko przemyśleli przed przystąpieniem do inwestycji - kontynuuje Piotr Latawiec i zwraca uwagę, że szpital powstał w dzielnicy Widzew. Jest jedynym oddziałem położniczo-noworodkowym dla tej dzielnicy i okolicznych powiatów, w sumie dla 300 tys. ludzi.

- Gdyby nie był potrzebny, to skąd wzięło się 1600 porodów w naszym szpitalu, za które NFZ nie chce nam zapłacić? Przecież nie łapiemy ciężarnych na ulicy, same do nas przychodzą - przekonuje dyrektor.

Niespotykana skala nagłych porodów
"Skala przyjęć przez Szpital Pro Familia - 1 450 porodów matek w stanie nagłym (dane z marca - red.) jest niespotykana i budzi wątpliwości" - odpowiada na to Fundusz. Wyjaśnia, że "wnioski szpitala są aktualnie oceniane pod względem merytorycznym i finansowym. (…) Łódzki OW NFZ, który wydaje publiczne pieniądze, jest zobowiązany do rzetelnej oceny każdego wniosku i rozstrzygnięcia, czy każde wykazane świadczenie miało charakter nagły".

Pytany o przyszłość szpitala w przypadku braku kontraktu, Latawiec odpowiada, że skoro przetrwali rok, to przetrwają kolejne lata. Zwraca też uwagę na notowany w ostatnich miesiącach, także w Łodzi, wzrost liczby porodów. - Ludzie zachowują racjonalnie. Pod wpływem "500 plus" podejmują decyzję o prokreacji. Jego zdaniem może to się przełożyć na wzrost zainteresowania łodzianek Pro Familią.

- Pro Familia nie boi się konkurencji, bo ma standardy odpowiadające najwyższemu III poziomowi referencyjnemu i wyposażenie z najwyższej półki - twierdzi dyrektor. - Nie waham się powiedzieć, że najlepsze w Łodzi, nawet w porównaniu z Instytutem Matki Polki - ocenia.

Zwraca uwagę, że kiedy w Rzeszowie pojawił się niepubliczny szpital Pro Familia i pokazał lepszy standard usług, to publiczne lecznice musiały zdecydować się na remonty i podniesienie jakości usług. - To samo dzieje się teraz w Łodzi - przekonuje.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum