Niedzielski o mierzeniu jakości w ochronie zdrowia. "To już nie jest kwestia dobrowolności"

Autor: PW • Źródło: Rynek Zdrowia23 stycznia 2022 07:50

Argumenty, jakie były przedstawiane w tej sprawie są dla mnie niejasne - mówi minister zdrowia Adam Niedzielski, pytany w rozmowie z Rynkiem Zdrowia o negatywny odbiór zapowiedzi likwidacji Centrum Monitorowania Jakości. Tłumaczy, że inkorporowanie CMJ do Ministerstwa Zdrowia to znak, że pomiar jakości przestaje być w szpitalach kwestią dobrowolności.

Niedzielski o mierzeniu jakości w ochronie zdrowia. "To już nie jest kwestia dobrowolności"
Minister zdrowia Adam Niedzielski, fot. PAP/Tomasz Gzell
  • Adam Niedzielski: Jakość nie może być już na obrzeżach systemu opieki zdrowotnej. Robienie fakultatywnej akredytacji, to za mało, jeżeli chodzi o zarządzanie jakością w sektorze medycznym
  • Inkorporowanie CMJ do Ministerstwa Zdrowia ma przede wszystkim być znakiem tego, że jakość opieki zdrowotnej, to już nie jest kwestia jakieś dobrowolności i chęci zajmowania się jakością - mówił nam Niedzielski
  • Usługi świadczone przez szpitale powinny charakteryzować się odpowiednimi parametrami, które są policzalne, które powinny być non-stop mierzone - zaznaczył Niedzielski w rozmowie z Rynkiem Zdrowia

Polecamy cały wywiad z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim:


Piotr Wróbel, Rynek Zdrowia: Jakich argumentów pan użyje, by przekonać menedżerów, że likwidacja Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, która ma nadejść wraz z ustawą o szpitalnictwie jest celowa?

Adam Niedzielski, minister zdrowia: A jakie są argumenty za pozostawieniem CMJ?

P.W.: Menadżerowie podkreślają, że szpitale audytowane, z akredytacją CMJ, pracowały nad jakością a teraz dojdzie do obniżenia rangi certyfikatów jakości, które były potwierdzeniem organizacji pracy wykraczającej poza normalnie przyjęte standardy. Padają też np. argumenty, że szpitale, skoro autoryzował je będzie NFZ i jednocześnie kontraktował świadczenia, mogą niechętnie ujawniać np. dane dotyczące zdarzeń niepożądanych.

A.N.: Argumenty, jakie były przedstawiane w tej sprawie są dla mnie niejasne. Z mojego punktu widzenia są oczywiste co najmniej dwie rzeczy.

Po pierwsze to, że jakość nie może być już na obrzeżach systemu opieki zdrowotnej. Robienie fakultatywnej akredytacji, to za mało, jeżeli chodzi o zarządzanie jakością w sektorze medycznym.

Inkorporowanie CMJ do Ministerstwa Zdrowia ma przede wszystkim być znakiem tego, że jakość opieki zdrowotnej, to już nie jest kwestia jakieś dobrowolności i chęci zajmowania się jakością. Jakością musi się zajmować każdy, bo z jakości będzie rozliczał płatnik.

Po drugie, jakość ma dwa wymiary: jeden to ten - być może bardziej kojarzony z CMJ - czyli dotyczący spełniania pewnych standardów, gdzie mamy sformułowana różne zalecenia, które są weryfikowane w trakcie oceny jakości przez CMJ.

Jest natomiast jeszcze drugie pojęcie jakości, które już nie koncentruje się na zaleceniu, co powinno być robione, tylko jaki jest tego wynik. To znaczy, że usługi, które są świadczone powinny charakteryzować się odpowiednimi parametrami, które są policzalne, które powinny być non-stop mierzone i to nie mierzone na zasadzie dobrowolności i z dużym opóźnieniem, ale mierzone po to, żeby być podstawą płatności za konkretną usługę.


 NFZ jest z punktu widzenia całości systemu jedynym miejscem, które może taką funkcję realizować, ponieważ jest gestorem wszystkich danych, które są zbierane w ramach systemu opieki medycznej.

Mamy jednego płatnika, który gromadzi informacje o wszystkich świadczeniach, który może zweryfikować ile razy dany pacjent był na tak zwanej rehospitalizacji po zabiegu, ile trwały te hospitalizacje po zabiegach i tak dalej. Więc tylko i wyłącznie NFZ może wypowiadać się na temat jakości, tej mierzonej od strony rezultatów.

P.W.: Jeżeli szpitale będą tak dokładnie rozliczne z jakości czy nie ma obawy, że nie będą zgłaszały zdarzeń niepożądanych, by lepiej wypaść w ocenie płatnika?

A.N.: Jeżeli szpitale nie będą zgłaszały takich zdarzeń, to będą stawały się przedmiotem kontroli prowadzonych przez NFZ, bo to Fundusz ma narzędzia dolegliwe, które mogą właśnie o wiele skuteczniej wymuszać dostosowanie się do oczekiwań niż dobrowolny audyt wykonywany przez CMJ.

P.W.: Czy pana zdaniem uda się nam zmienić kulturę pracy, prowadzić szeroki rejestr zdarzeń niepożądanych, wdrażać zasadę no fault zakładaną przez ustawę o jakości, skoro takie zgłoszenia są dzisiaj traktowane niemal jak donosicielstwo?

 A.N.: Ja patrzę na to inaczej. W tym sensie, że jeżeli my nie rozpoczniemy pewnej ścieżki, nie wykonamy pewnego kroku z ustawą o jakości, to cały czas te tematy będą odsuwane w czasie, co będzie powodowało, że ta kultura braku jakości, braku zwracania uwagi na jakość będzie się utrwalała.

Dopóki nie wykonamy kroku, który zmusi wszystkich do zainteresowania się tematem, to będziemy tkwili cały czas w pewnego rodzaju niebycie, gdzie nie mamy dookreślonej informacji, nie mamy zdefiniowanych celów, które są do realizacji.

Pod tym względem absolutnie uważam, że wykonanie kroku w stronę strony jakości jest konieczne. Sądzę, że akurat to jest dosyć dobrze przejmowane przez środowisko - nie mówię tutaj o dyskusji, która dotyczy CMJ, bo ja mam tutaj wyraźne stanowisko - ale ogólnie o kwestii zarządzania jakością. To jest zagadnienie, które od wielu, nawet dziesiątków lat funkcjonuje w innych sektorach, a my w ochronie zdrowia dopiero budujemy sobie pewne zasady.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum