Niedostrzegane inne zawody medyczne nie odpuszczą w sprawie płac

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 05 października 2015 05:50

Podwyżek nie wywalczyli, ale i tak odnieśli sukces. Organizatorzy manifestacji sami byli zaskoczeni, że na ich wezwanie w Warszawie stawiło się kilka tysięcy przedstawicieli innych zawodów medycznych niż lekarze, pielęgniarki i położne. Mówi się o trzech do pięciu tysiącach protestujących.

Inne zawody medyczne. Kto to taki? Fot. PTWP (Michał Oleksy)

- Pierwszy raz od niepamiętnych czasów środowiska dotąd niedostrzegane stanęły ramię w ramię. Pracownicy zamanifestowali niezadowolenie, bo nie są traktowani fair - mówił Patryk Kosela, rzecznik prasowy Komisji Krajowej WZZ "Sierpień 80” po poniedziałkowej (28 września) manifestacji przedstawicieli innych zawodów medycznych.

To ważny sygnał dla decydentów.

- Nie jesteśmy tak medialni, jak lekarze czy pielęgniarki i myślę, że zaskoczyliśmy nawet rządzących. Nie spodziewano się takiej grupy - oceniła w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Grażyna Musiałkiewicz, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowy Pracowników Diagnostyki Medycznej i Fizjoterapii.

- W szpitalach też nie jest nas dużo - dodała. Wyjaśniła, że na 1000 pracowników, przedstawiciele innych zawodów medycznych to czasem 20 czy 50 osób. 

Byli wśród manifestantów ratownicy medyczni, technicy elektroradiologii, pracownicy diagnostyki, opiekunowie medyczni, salowe i sanitariusze, rejestratorki medyczne, pracownicy pionu administracyjnego i technicznego - grupy pomijane dotąd przez decydentów.

Czytaj: Pracownicy medyczni wyszli na miasto po swoje. Ministerstwo rozkłada ręce

- Nie spodziewaliśmy, że będzie aż tyle osób. Zakładaliśmy, że przyjedzie około 2 tys., a było znacznie więcej; myślę, że ok.4 tysięcy. Świadczy to o wielkim niezadowoleniu i determinacji. Byli nie tylko członkowie związków zawodowych i organizacji. Przyjechało wielu niezrzeszonych pracowników ochrony zdrowia. Nawet młodzi diagności, którzy w przyszłości będą wykonywali ten zawód - powiedziała nam Iwona Kozłowska, przewodnicząca Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych.

Inne zawody medyczne. Kto to taki?
Niewiele o nich wiadomo jako o społeczno-zawodowej grupie. O ile informacje o najważniejszych problemach i żądaniach lekarzy czy pielęgniarek są znane rządzącym i opinii publicznej, o tyle inne zawody medyczne - pomijając już nieprecyzyjne z konieczności określenie tej grupy - to tabula rasa.

Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego, wspomina, że kiedy 5 sierpnia doszło do spotkania wiceministra zdrowia Cezarego Cieślukowskiego z przedstawicielami innych zawodów medycznych, ten wypytywał zaproszonych o liczebność ich związków i organizacji, a potem skrzętnie to notował.

- Uprawiających zawody medyczne inne niż pielęgniarka, położna i lekarz jest w Polsce łącznie ok. 70 tysięcy. Czy minister chciał w ten sposób zważyć ich argumenty stawiając na drugiej szali ponad 100-tysięczną armię lekarzy i ok. 270 tys. pielęgniarek i położnych? - zastanawia się Roman Badach-Rogowski i zauważa, że rządzący niewiele wiedzą o innych zawodach medycznych.

Dyskusja z wiceministrem i dyrektorami departamentów trwała 3 godziny - wspominała w liście do Rynku Zdrowia Grażyna Musiałkiewicz z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Diagnostyki Medycznej i Fizjoterapii.

Dobre słowo już nie wystarczyło
Ze strony gospodarzy padały kurtuazyjne zapewnienia, że wszyscy jesteśmy ''wyróżnieni'' i wręcz ''traktowani specjalnie'' przez nasz resort - ironizowała. Tymczasem ”Ministerstwo Zdrowia nie ma nam nic do zaoferowania, poza specjalnym traktowaniem''.

Żaliła się: ”Naszej pracy nie ma, nie widać jej. I wszystkim z tym dobrze, bo przecież nawet najwyższej klasy specjalista poradzi sobie bez diagnostyki i fizjoterapii, radioterapii, elektroradiologii, medycyny nuklearnej… Gorzej z pacjentem, bo on nie da rady”.

Przypomniała też o przełomowym dla tych środowisk wydarzeniu, jakim było podpisanie 27 maja we Wrocławiu porozumienia o wspólnym działaniu organizacji związkowych reprezentujących pracowników diagnostyki laboratoryjnej, elektroradiologii, medycyny nuklearnej, ratownictwa medycznego, fizjoterapii, masażystów, radioterapii.

Czytaj: Wykonujący inne zawody medyczne: niech MZ traktuje nas poważnie

- Po spotkaniu we Wrocławiu, na którym byli przedstawiciele kilkunastu zawodów, do tego grona dołączyły się inne organizacje i związki. Rozdrobnione środowisko udało się skonsolidować. My np. od wielu lat współpracujemy z ratownikami medycznymi. Teraz mamy kontakty także z innymi grupami zawodowymi - wspomina Patryk Kosela z WZZ "Sierpień 80”.

Zapowiada, że w przyszłości te kontakty zaowocują. Jeśli nie ten rząd, to następny będzie musiał uwzględnić żądania innych zawodów medycznych, bo związkowcy poczuli własną siłę.

Tymczasem, jak wyjaśniło MZ, przeprowadzono szczegółowe analizy, które wykazały, że równoczesne podniesienie płac pielęgniarek i położnych oraz pracowników innych zawodów medycznych nie jest możliwe, "ponieważ niesie za sobą olbrzymie ryzyko dla stanu finansów systemu ochrony zdrowia" i byłoby to trudne "pod względem organizacyjnym".

Po pielęgniarkach ruszyła spirala żądań
Podwyżki dla pielęgniarek i położnych były punktem zwrotnym. Inne zawody medyczne uświadomiły sobie, że dysproporcje w zarobkach będą jeszcze większe i że bez przeprowadzenia wspólnej akcji protestacyjnej żadnemu zawodowi z osobna nie uda się zrealizować postulatów. Znalezienie wspólnej płaszczyzny porozumienia w tak zróżnicowanym środowisku pracowników łatwe nie było.

- Nasze interesy są różne, ale nie są rozbieżne. Każdy zawód jest inny, ale wspólnie oczekujemy szacunku, normalnego traktowania, podwyżek. Ja na przykład jestem ratownikiem medycznym. Trudno, żebym wchodził w kompetencje radiologa, fizjoterapeuty czy innych zawodów. Oni też nie znają naszej specyfiki, bo nie jeżdżą karetką. A jednak wspieramy się wzajemnie, ufamy sobie i popieramy - tłumaczy Roman Badach-Rogowski.

Przy okazji wyjaśnia, dlaczego organizacje związkowe zrzeszające inne zawody medyczne zgłaszają zastrzeżenia wobec rozporządzenie ws. podwyżek dla pielęgniarek i położnych.

Jednym z powodów (jest ich więcej) jest to, że w podziale pieniędzy ma uczestniczyć jeden związek - Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych. Tymczasem pielęgniarki i położne mogą należeć do różnych związków. Te spoza OZZPiP nie będą jednak miały wpływu na wynagrodzenia, których podwyżka słusznie należała się pielęgniarkom i położnym.

- Sytuacja jest bardzo poważna, bo proponowane przez Ministerstwo Zdrowia rozwiązanie stanowi również pole konfliktu personelu zarówno pielęgniarskiego, jak i pozostałych zawodów medycznych - zwraca uwagę prof. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali i zapowiada zaskarżenie do Trybunału rozporządzenie ws. podwyżek.

Z kolei Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, oświadczyła wprost (16 lipca), że nie będzie zgody związków na faworyzowanie wyłącznie jednej grupy zawodowej kosztem innych.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum