PW, KL/Rynek Zdrowia | 25-06-2020 06:00

Nie wszystko musi robić lekarz i pielęgniarka. Jak korzystamy z kompetencji nowych zawodów medycznych?

Wobec braków kadrowych konieczne jest przekazywanie w dół kompetencji lekarzy i pielęgniarek, którzy dzięki temu posunięciu zyskają więcej czasu dla pacjenta. Jednak tu inicjatywa leży po stronie Ministerstwa Zdrowia, które musi stworzyć warunki prawne dla takich zmian - zgodzili się eksperci podczas V Kongresu Wyzwań Zdrowotnych Online.

Konieczne jest przekazywanie w dół kompetencji lekarzy i pielęgniarek, którzy dzięki temu posunięciu zyskają więcej czasu dla pacjenta. Fot. Fotolia

Prace nad projektem ustawy o niektórych zawodach medycznych są zaawansowane i wkrótce chcielibyśmy, by stał się on tematem debaty publicznej - przekazała wiceminister zdrowia Józefa Szczurek- Żelazko w czasie sesji ''Nowe zawody medyczne w systemie ochrony zdrowia'' (18 czerwca), odbywającej się w ramach V Kongresu Wyzwań Zdrowotnych Online.

Bez prawnego usankcjonowania nowych zawodów nie uda się poprawić działalności całego systemu ochrony zdrowia. - Bez nowych grup zawodowych nie przybędzie nam rąk do pracy, a wiemy, jakie mamy niedobory kadrowe. Ale także wraz z rozwojem medycyny potrzeba wprowadzenia nowych profesjonalistów, bo dotychczasowy personel nie jest w stanie sprostać wszystkim nowym możliwościom pomocy pacjentom - podkreślała minister.

Minister przypomniała, że nowe uprawnienia w ostatnim czasie przekazano m.in. pielęgniarkom i fizjoterapeutom.

Są kompetencje i co dalej...
- Myślimy też o szerszym wykorzystaniu kolejnych specjalistów. W tym zakresie analizujemy kompetencje poszczególnych zawodów medycznych i tak np. chcielibyśmy część świadczeń, jakie dziś wykonują pielęgniarki, przekazać opiekunom medycznym. Chodzi o pomiar poziomu cukru z palca czy karmienie pacjenta przez sondę  - wyjaśniła i dodała, że dzięki nowym kompetencjom część opiekunów można by sprofilować na udzielanie świadczeń osobom starszym, gdzie zapotrzebowanie na świadczenia wciąż rośnie.

Zobacz zarejestrowaną sesję.

Józefa Szczurek-Żelazko zaznaczyła, że regulacja nowych zawodów medycznych musi znaleźć odbicie w koszyku świadczeń. - Mamy świadomość, że dziś poziom kontraktowania świadczeń nie pozwala na swobodne zatrudnianie nowych zawodów medycznych. Wpisanie usług nowych zawodów medycznych do koszyka wpłynie na realną pozycję tego personelu w systemie - dodała. 

Na aspekt wykorzystania kompetencji posiadanych przez nowe zawody medyczne zwrócił uwagę prof. Maciej Krawczyk, prezes Krajowej Izby Fizjoterapeutów (KIF). Zdaniem profesora, pozycja fizjoterapeuty w polskim systemie ochrony zdrowia nadal nie odpowiada tej jaką ta grupa zawodowa zajmuje w innych krajach.

Jako przykład podał fakt, że zabiegi z zakresu fizjoterapii w dalszym ciągu w dużej mierze nie są planowane przez fizjoterapeutę, ale przez lekarzy.

- Według danych NFZ 80 proc. zabiegów realizowanych ambulatoryjnie dotyczy fizykoterapii, czyli są to zabiegi bierne, które w większości krajów są zabiegami uzupełniającymi. A przecież fizjoterapeuta to specjalista, który głównie zajmuje leczeniem ruchem, na przykład ucząc pacjenta chodzenia po schodach, dbając o to, żeby miał lepszą wydolność układu krążeniowo-oddechowego - mówił prof. Krawczyk, wskazując na zapisy w rozporządzeniach koszykowych, które nie ułatwiają wprowadzania takich rozwiązań.

Przypomniał, że fizjoterapeuci mogą ambulatoryjnie realizować wizytę, ale została ona wyceniona na 12 zł i dlatego jedynie 30 proc. ośrodków ją realizuje.

Zwrócił też uwagę, że w przypadku nowych zawodów medycznych potrzebna jest większa elastyczność systemu, tak, by w sytuacjach kryzysowych, np. jak ta wywołana przez COVID-19, dostrzegał te umiejętności, które absolwenci wynoszą z uczelni. - Fizjoterapeuci potrafią ustawić respirator, wykonać badania diagnostyczne związane z oddychaniem, testy pośrednie wysiłku fizycznego. Tego tego też uczą się studenci, podobnie jak wielu innych umiejętności, których potem nie wykorzystują - mówił.

Utworzenie nowych zawodów medycznych - co zgodnie podkreślali uczestnicy dyskusji - miało pozwolić na przekazywanie kompetencji "w dół, tak, żeby odciążyć już istniejące zawody. To założenie jest jednak w praktyce realizowane zbyt wolno.

Krzysztof Tłoczek, wiceprezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Opiekunów Medycznych przypomniał, że opiekunowie medyczni już 12 lat temu trafili do systemu opieki zdrowotnej, który ich co prawda bardzo potrzebował, ale formalnie nie przewidywał na żadnym szczeblu uregulowań w tej kwestii. 

Nowym trudno w systemie
Jak wynika z polskich badań, opiekun medyczny może przejąć od pielęgniarki czynności wykonywane przy pacjencie, które wypełniały 30 proc. jej czasu pracy. - Ten czas może zostać poświęcony przez pielęgniarkę na inne zadania. Niestety, ze względów finansowych wiele szpitali, głównie powiatowych, nie decyduje się na zatrudnianie opiekunów medycznych w takim stopniu, który realizowałby ten cel - tłumaczył Krzysztof Tłoczek.

Według informacji Stowarzyszenia, w systemie ochrony zdrowia pracuje około 1/5 wykształconych opiekunów medycznych, pozostali wykonują zawody pokrewne np. opiekuna w domu pomocy społecznej, albo pracują prywatnie lub wyjechali za granicę, albo zmienili zawód. Zatem ich kompetencje już choćby z tego powodu nie są wykorzystywane należycie w systemie ochrony zdrowia.

Pewne dyskusje wzbudza też, podobnie jak na styku innych zawodów, nadawanie opiekunom medycznym kolejnych kompetencji. Także dlatego, że nieuregulowana pozostaje kwestia odpowiedzialności.

Dr Grzegorz Juszczyk, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny podkreślał, że absolwenci zdrowia publicznego mają bodaj najtrudniejszą sytuację na rynku pracy wśród nowych zawodów medycznych, gdyż ich kompetencje są mocno niedookreślone, co utrudnia znalezienie pracy.

Większość zawodów medycznych jest kojarzonych z procesem diagnostycznym bądź terapeutycznym i łatwo określić charakteryzujące je zadania, kompetencje. - Natomiast absolwenci kierunku zdrowie publiczne mogą wykonywać zadania zarówno związane z pracą z pacjentem, takie jak edukacja zdrowotna, jak i zadania organizacyjne, np. wsparcie jednostek samorządu terytorialnego prowadzących programy polityki zdrowotnej - mówił dyrektor Juszczyk.

Nieco podobna sytuacja na rynku pracy dotyczy dietetyków, ze względu na bardzo zróżnicowane albo nieuregulowane do końca kształcenie. Powstał rynek wsparcia dietetycznego, który obsługują osoby bez formalnego wykształcenia.

- W związku z tym dla absolwentów zdrowia publicznego i dietetyków chcemy wprowadzić dobrowolne egzaminy zakończone certyfikacją. Przystąpienie do takiego egzaminu da nam pewność, że w sposób wystandaryzowany oceniliśmy te kompetencje. Oczywiście dla każdego z absolwentów podstawowym dokumentem, który definiuje jego wykształcenie jest dyplom, ale uznaliśmy na podstawie rozmów z pracodawcami, różnymi instytucjami, że takie dodatkowe rozwiązanie może pomóc w promocji tych zawodów i ułatwić podejmowanie decyzji pracodawcom, którzy tą drogą otrzymają formalne potwierdzenie kompetencji zatrudnianych osób.

Pomocnik lekarza - już potrzebny
Jeden z wątków dyskusji podczas sesji dotyczył potrzeby powstania nowych zawodów pomocniczych wspierających lekarza lub przekazania pewnych kompetencji lekarskich już istniejącym zawodom.

- Chodzi tu o zdjęcie z lekarzy tych czynności diagnostycznych czy zabiegowych, które są szczególnie czasochłonne - mówił prof. Paweł Buszman z Katedry i Zakładu Epidemiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, przedstawiając pomysły środowiska kardiochirurgów i kardiologów, które od lat nie mogą się przebić w Ministerstwie Zdrowia.

Tłumaczył, że w kardiologii cenne byłoby włączenie techników do wykonywania badań holterowskich, testów wysiłkowych, ale przede wszystkim do wykonywania badań echokardiograficznych.

- Dobre wykonanie echa zajmuje około pół godziny, do godziny nawet w bardziej skomplikowanym przypadku. I właśnie ten czas lekarza może być zastąpiony czasem dobrze przeszkolonego technika echografisty - wyjaśniał prof. Buszman.

Dodał: - Podobnie także w zabiegach angioplastyki wieńcowej, zabiegach inwazyjnych, w elektrofizjologii. Lekarz mógłby wejść do sali zabiegowej, wtedy kiedy jest potrzebny do wykonania najbardziej trudnego elementu zabiegu.

Uzasadniał, że mamy coraz mniej kardiochirurgów, są bardzo przepracowani i narzekają na brak rąk do pracy przy stole operacyjnym do wykonywania czasami prostych czynności, takich, jak np. pobieranie żyły do wszczepienia bajpasów.

- To stosunkowo proste zabiegi, w których przeszkolenie pomocnika lekarza/asystenta lekarza chirurga może w istotny sposób uzupełnić braki kadrowe lekarskie. Z drugiej strony możliwe jest zmniejszenie kosztów dla szpitala, który zamiast zatrudniać większą liczbę lekarzy mógłby zatrudnić pomocników lekarzy - mówił prof. Buszman.

Jak zauważył dr Tadeusz Urban, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach, z przenoszeniem kompetencji w dół powinniśmy się spieszyć ze względu na coraz większe braki kadrowe wśród lekarzy i pielęgniarek. Jak przypomniał, inicjatorami stworzenia takiego zawodu jak asystent lekarza chirurga byli kardiochirurdzy i kardiolodzy. W Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu wykorzystywane są umiejętności personelu, któremu powierzono pewien szerszy zakres kompetencji wykonywanych pod nadzorem lekarza.

Uwaga! Tu powstrzymuje nas prawo
- Chodzi natomiast o to, żeby takie działanie w Polsce usankcjonować. Bez niezbędnej ustawy, trudno jest zrobić cokolwiek więcej. Trzeba odpowiedzieć między innymi na pytanie przedstawiciele jakich zawodów mogliby uzyskać takie kwalifikacje i jaki będzie program takiego kształcenia, jeśli np. zdecydujemy się na kształcenie po liceum, jakie kompetencje. To zatem kwestia ruchu Ministerstwa Zdrowia, a bez ustawy i rozporządzeń wykonawczych do niej trudno myśleć, że coś się zmieni - mówił dr Tadeusz Urban, odnosząc się pomysłu utworzenia zawodu asystenta lekarza.

Piotr Pobrotyn, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu też podkreślił, że wspomniane rozwiązania, dotyczące przekazywania kompetencji w dół, to jedyny słuszny kierunek przy narastających brakach kadrowych. Od razu jednak zaznaczył, spoglądając na problem oczami praktyka, menedżera dużego szpitala klinicznego, że tych zmian nie można wprowadzić bez uregulowania kwestii odpowiedzialności karnej, cywilnej i kompetencyjnej.

- Nie ma aktu prawnego, nikt się nie odważy, żeby na stanowisko przeznaczone dla lekarza wprowadzić osobę, która nie ma kompetencji i dyplomu lekarza. Musi istnieć przepis prawny, który nam umożliwi logiczne, merytoryczne działania w tym zakresie. Jesteśmy do tego w wielu obszarach przygotowani. Natomiast przestrzegam przed odpowiedzialnością. Potrzebujemy fundamentu dla zmian, a nim zawsze będzie przepis prawa czyli ustawa rozszerzona o nowe kompetencje wpisane w rozporządzenie - podkreślał.