Nakaz pracy w jednym miejscu i rekompensata finansowa - przemyślane rozwiązanie?

Autor: Daniel/Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 07 maja 2020 06:00

To rozwiązanie MZ wprowadziło w związku z epidemią koronawirusa. Środowisko ma podzielone zdanie. Nakaz pracy w jednym miejscu to uzasadniona regulacja, ale nie spełnia wszystkich oczekiwań i może powiększyć braki kadrowe oraz utrudnić dostęp do świadczeń. Pytania budzi też kwestia rekompensaty finansowej za wprowadzane ograniczenia.

"Placówki ochrony zdrowia stają się teraz w Polsce jednym z głównych miejsc przekazywania zakażenia. Ograniczenie wędrowania pracowników ochrony zdrowia po różnych placówkach jest zasadne." Fot. Shutterstock

Personel medyczny udzielający świadczeń pacjentom z podejrzeniem lub zakażeniem COVID-19 zostanie zobowiązany do pracy w jednym miejscu. Tak wynika z projektu rozporządzenia ministra zdrowia ws. standardów w zakresie ograniczeń przy udzielaniu świadczeń opieki zdrowotnej pacjentom innym niż z podejrzeniem lub zakażeniem wirusem SARS-CoV-2, który został opublikowany 29 kwietnia br. i skierowany do ogłoszenia.

- Listę pracowników pracujących przy osobach zakażonych każdorazowo tworzy dyrekcja placówki informując o tym pracownika i przekazuje taką listę co miesiąc do NFZ i wojewody - wyjaśniał rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz.

Osoby umieszczone takich wykazach nie będą mogły udzielać świadczeń pacjentom innym niż z podejrzeniem lub zakażeniem wirusem SARS-CoV-2, chyba że udzielając tych świadczeń nie mają z nimi bezpośredniego kontaktu (np. teleporady). Jak czytamy w ocenie skutków regulacji, dotknie ona pracowników 23 szpitali jednoimiennych, przemianowanych tylko do leczenia pacjentów z koronawirusem oraz 67 innych placówek medycznych w kraju, które mają w swoich strukturach oddziały zakaźne.

Dotyczy tylko świadczeń szpitalnych
- Co do zasady, przyjmując że mamy sytuację nadzwyczajną, to państwo ma prawo wprowadzić takie ograniczenia, tym bardziej że placówki ochrony zdrowia stają się teraz w Polsce jednym z głównych miejsc przekazywania zakażenia. Ograniczenie wędrowania pracowników ochrony zdrowia po różnych placówkach jest więc zasadne - ocenia Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL.

Z kolei Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych negatywnie zaopiniował rozporządzenie, ponieważ w jego ocenie spowoduje mnóstwo nierówności i ograniczeń, gdyż zgodnie z konstytucją i kodeksem pracy każdy ma zapewnioną wolność wykonywania zawodu, jak również wyboru miejsca pracy.

- Kolejny drażliwa kwestia pojawiła się, gdy przeczytaliśmy w rozporządzeniu, że wykaz pracowników w szpitalach jednoimiennych i komórkach organizacyjnych podmiotów dotyczy wyłącznie pracowników świadczących pracę w rodzaju świadczenia szpitalne - mówi Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP.

Z przepisów rozporządzenia wynika więc, że pracownicy zakładów opiekuńczo-leczniczych, pracownicy hospicjów, pracownicy oddziałów rehabilitacji, psychiatrii - nie są objęci tym ograniczeniem. Mogą np. pracować w kilku tego typu zakładach opiekujących się najczęściej starszymi ludźmi i znacząco zwiększać możliwość zakażenia koronawirusem.

- Ponadto wyłączeni z tego są pracownicy DPS-ów, o których tak bardzo dużo teraz słyszymy, ponieważ nie są finansowane z NFZ. Mogłabym więc pracować w jednoimiennym szpitalu i jednocześnie świadczyć pracę w DPS-ie, bo już nie jest objęty zakresem rozporządzenia. Kto mógłby mnie wyłapać w takim przypadku - dopytuje przewodnicząca OZZPiP.

Jeszcze dwa tygodnie temu ministerstwo zapewniało, że chce, aby osoby, które np. pracują w DPS-ach, ograniczyły swoją działalność do jednego miejsca pracy, chciało im to również zrekompensować finansowo.

Kogo obejmuje zakaz?
Krystyna Ptok wskazuje też na problem związany z personelem placówek medycznych, które mają w swoich strukturach oddziały zakaźne, co nie znaczy że pozostali pracownicy nie mają kontaktu z chorymi na Covid-19.

- Oddziały zakaźne korzystają z pomocy specjalistów z całego szpitala, np. ruchu operacyjnego, i teraz ten blok operacyjny też ma być objęty czy ma być wyłączony wykazem ograniczającym? - dopytuje.

Przewodnicząca OZZPiP przypomniała też, że dyrektorzy niektórych podmiotów leczniczych zaczęli wprowadzać ograniczenia już wcześniej i zmuszać pracowników do podpisywania różnego rodzaju oświadczeń, że nie będą świadczyć pracy w innym podmiocie leczniczym nawet pod karą wypowiedzenia umowy o pracę.

- Dlatego mówimy, że jeżeli miałyby być rekompensaty, to dlaczego od dnia wskazanego przez kierownika podmiotu, jeśli np. dyrektor szpitala wcześniej wprowadził to ograniczenie z powodu odgórnych zaleceń - podkreśla Krystyna Ptok.

Mniej pracuje, a dostaje więcej
Taka rekompensata dla medyków za zakaz łączenia pracy ustalona została na 80 procent wynagrodzenia pobieranego w miejscach pracy poza tym podstawowym. Druga możliwość to połowa wynagrodzenia pobieranego właśnie w tej podstawowej placówce, ale nie więcej niż 10 tysięcy w obu wariantach. Wszystko zależy od formy zatrudnienia i tego, co jest bardziej opłacalne.

Np. lekarz pracujący w szpitalu zakaźnym zarabia 7 tys., ale poza nim zarabia 10 tys. - otrzyma wtedy 8 tys. dodatku. Ale jeśli pielęgniarka zarabia 4 tys. i dorabia gdzie indziej 1,5 tys. - to wybierze połowę podstawowej pensji.

Czy taki mechanizm finansowy jest dobrze skonstruowany i w odpowiedniej wysokości? Zdaniem przewodniczącego OZZL dobrze, że w ogóle jest.

- Trudno powiedzieć, czy zaproponowane 10 tys. zł maksymalnie jest wystarczające. Sam uważam to za sporą kwotę, nie jakąś taką symboliczną w postaci tysiąca czy dwóch. Poza tym to jest nie za dodatkową pracę tylko za rezygnację z pracy. Czyli w pewnym sensie mniej pracuję, a dostaje więcej - podkreśla Krzysztof Bukiel.

Nie uważa jednak swojej opinii za reprezentatywnej. - Wiem, że niektórzy moi koledzy uważają, że to bardzo mało, inni uważają, że to wystarczająco, generalnie uważam za usprawiedliwione zakazy łączenia pracy i za właściwą zasadę, że się daje rekompensatę - podano taką kwotę, na pewno nie jest ona moim zdaniem rażąco mała.

Poszerzyć grono odbiorców?
- Wysokość tego wynagrodzenia budzi nasze wątpliwości, nie wiemy w jaki sposób mamy to policzyć. Zastanawialiśmy się, czy mówimy o kwocie brutto, czy z kwoty zaproponowanej pracownikowi jeszcze pracodawca będzie musiał zapłacić swój ZUS - wskazuje z kolei Krystyna Ptok.

Zgodnie z komunikatem NFZ wygląda to tak: kwota rekompensaty uwzględniać będzie pozostające po stronie pracodawcy koszty na składki na ubezpieczenie społeczne, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Fundusz Emerytur Pomostowych.

Wszystko to jednak dotyczy tylko personelu pracującego w 23 jednoimiennych szpitalach zakaźnych i na 67 oddziałach zakaźnych w pozostałych jednostkach. Czy dodatek nie powinien objąć także innych medyków z pozostałych szpitali, którzy mogą mieć kontakt z potencjalnie zakażonymi? Ryzyko szczególnie dotyczy personelu oddziału intensywnej terapii czy szpitalnego oddziału ratunkowego.

- Dlatego postulowaliśmy, by świadczenie przysługiwało wszystkim pracującym w tzw. strefie brudnej, czyli mającej kontakt z koronawirusem – apelował w „Rzeczpospolitej” Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.

Zabezpieczyć dyżury
Jakie z kolei skutki kadrowe dla placówek medycznych i dla dostępności do świadczeń miałby ten zakaz łączenia miejsc pracy?

- Jeśli dotyczyłoby to rzeczywiście tylko szpitali jednoimiennych i zakaźnych, to ten skutek nie będzie aż tak dramatyczny jak się wcześniej spodziewaliśmy - ocenia Krzysztof Zaczek, prezes zarządu Szpitala Murckiego Sp. z o.o. w Katowicach.

- W przypadku naszego szpitala mamy stosunkowo niewielką grupę personelu, która akurat w takich szpitalach pracuje, przy czym jeżeli chodzi o pielęgniarki i ratowników to w zasadzie już wcześniej podjęliśmy decyzję, żeby wstrzymali się z dyżurowaniem u nas. W przypadku lekarzy dotyczy to ograniczonej grupy - dodaje.

Tym niemniej ma to taki wpływ na szpital, że trzeba trochę inaczej pomyśleć o zabezpieczeniu dyżurów.

- Obecnie nie jest najgorzej, natomiast jeśli np. ktoś z personelu zostanie objęty np. kwarantanną czy zachoruje, albo będą wydawane przez wojewodę decyzje nakazu pracy w określonych placówkach, to ten problem będzie się na pewno pogłębiał - wskazuje prezes Zaczek. [Rozmowa została przeprowadzona przed informacją z 5 maja br. o wstrzymaniu przyjęć w Szpitalu Murckim po wykryciu zakażenia u 14 pacjentów i 16 pracowników - red.]

Jak podkreśla Krzysztof Zaczek, szpitale powiatowe mają personel ograniczony do niezbędnego, bezpiecznego minimum, wynikającego z przepisów prawa czy wymagań NFZ,  więc utrata jednego lekarza czy dwóch pielęgniarek z zespołu to już jest problem, bo ktoś musi tę pracę wykonać.

- Obawiamy się również tego, żeby to nie poszło dalej, tzn. kiedy placówki niejednoimienne, ale w których np. zostanie zdiagnozowane ognisko wirusa, podejmą decyzję o ograniczeniu zatrudnienia w innych placówkach. Tu może być gorsza sytuacja, bo np. możemy być takim zdarzeniem zaskoczeni z dnia na dzień i stracić pracowników - dodaje prezes Zaczek.

Dezorganizacja pracy
Z kolei przewodnicząca OZZPiP Krystyna Ptok wskazuje, że wejście w życie rozporządzenia może doprowadzić do sytuacji, że pacjenci innych podmiotów, niekoniecznie szpitali, bo zakładów opiekuńczo-leczniczych czy DPS-ów, gdzie pielęgniarki ze szpitali pracowały dodatkowo, również zostaną z dnia na dzień pozbawieni opieki medycznej.

Jak to ostatecznie podsumowała i oceniła Naczelna Rada Lekarska w swoim stanowisku z 30 kwietnia br., zakazując lekarzom i innemu personelowi medycznemu walczącemu z epidemią pracy w różnych miejscach Ministerstwo Zdrowia pogarsza dostępność świadczeń opieki zdrowotnej wszystkim pacjentom.

- Rozporządzenie nie mówi nic o rekompensacie utraconych wskutek wprowadzonego zakazu zarobków, pozostawiając to ważne zagadnienie w sferze regulacji niemającej postaci przepisu prawa. Narusza to poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego lekarzy i ich rodzin – wskazał prezes NRL Andrzej Matyja.

Prezes NRL zwrócił również uwagę na zawarte w uzasadnieniu rozporządzenia stwierdzenie, że nie będzie ono miało wpływu na działalność mikro oraz małych i średnich przedsiębiorców. Lekarze objęci zakazem z powodu pracy w szpitalu lub oddziale zakaźnym, wykonujący praktykę zawodową są przedsiębiorcami i na skutek tego zakazu utracą możliwości prowadzenia działalności gospodarczej w dotychczasowym zakresie. Podmioty zatrudniające lekarzy objętych zakazem pracy, z dnia na dzień utracą kadry niezbędne do udzielania świadczeń opieki zdrowotnej swoim pacjentom.

- Wprowadzona regulacja będzie więc miała istotny wpływ zarówno na mikroprzedsiębiorców, jak i małych i średnich przedsiębiorców. Ten wpływ to przede wszystkim dezorganizacja pracy wielu podmiotów wykonujących działalność leczniczą, co pogorszy w sposób fundamentalny dostępność świadczeń opieki zdrowotnej - ocenił prof. Andrzej Matyja.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum