Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia | 03-09-2013 06:15

Nadwykonania w onkologii: co ratuje życie, a co przedłuża agonię?

To dramat bydgoskiej onkologii i mieszkańców województwa - mówi Zbigniew Pawłowicz, dyrektor Centrum Onkologii im. prof. F. Łukaszczyka w Bydgoszczy. Sprawcą dramatu ma być wojewódzki oddział NFZ, który nie płaci za nadwykonania i źle zarządza pieniędzmi.

Fundusz ocenia natomiast, że wydatki na onkologię w CO są systematycznie zwiększane, a obarczanie NFZ odpowiedzialnością za sytuację placówki jest niesprawiedliwe, bo jest ona efektem decyzji podejmowanych przez dyrekcję Centrum.

Fotografia zamieszczona we wczorajszym (2 września) wydaniu "Faktu" jest wymowna: oklejone folią łóżka, które czekają na pacjentów. Z treści informacji wynika, że co trzecie łóżko stoi wolne. Dyrektor Pawłowicz przyznaje, że łóżka stoją puste i nie są wykorzystywane, bo od stycznia szpital przyjmuje pacjentów tylko do poziomu kontraktu. To powoduje, że chorzy czekają w kolejce 4-5 miesięcy.

Zresztą problem nie jest nowy. Zaczął się w 2011 roku. Wtedy nastąpiła zmiana w zasadach rozliczania tzw. migrujących pacjentów - dotychczas szpital dostawał za chorych z innych województw osobne pieniądze, od tej pory kwota została wpisana w kontrakt.

Problem: pacjent migrujący
W opinii dyrektora Pawłowicza ta "drobna" zmiana ma zasadnicze znaczenie dla placówki.

- Nasz ośrodek onkologiczny jest jednym z najlepszych w kraju. Dzięki dobrze funkcjonującemu Narodowemu Programowi Zwalczania Chorób Nowotworowych dostaliśmy z resortu pieniądze na nowoczesną aparaturę. Zgodnie z proponowanymi przez NFZ zaleceniami, zwiększamy udział lecznictwa ambulatoryjnego i oferujemy skojarzoną opiekę onkologiczną - chory dzięki "krótkiej ścieżce" szybko rozpoczyna leczenie - opisuje dyrektor.

- Wszystko po to, by pacjent z rozpoznaną chorobą nowotworową potwierdzoną histopatologicznie miał zagwarantowane kompleksowe leczenie w ośrodku wysokiej klasy, a nie musiał wędrować po szpitalach, które jedynie próbują go leczyć. Ale to nie znajduje zrozumienia w Funduszu - nie kryje rozgoryczenia dyrektor Pawłowicz.

Pacjent powinien mieć zagwarantowane leczenie w Centrum Onkologii w Bydgoszczy jako referencyjnej jednostce. Zaś NFZ powinien za niego zapłacić, bo taki model wpływa na optymalizację kosztów i podnosi efekty leczenia - dodaje.

Proponowany model leczenia docenili pacjenci, którzy wybierają Centrum. Także ci spoza województwa - stanowią nawet 1/3 chorych leczonych w CO.

- Fundusz rozlicza się z innymi oddziałami i dostaje pieniądze za tych pacjentów, ale rozlicza leczenie chorych spoza województwa w ramach kontraktu. W efekcie w ramach tego kontraktu pozostaje niewiele pieniędzy na leczenie pacjentów z woj. kujawsko-pomorskiego. O ile w latach poprzednich kontrakty były aneksowane i do szpitala trafiały pieniądze za pacjentów z innych województw, polityka Funduszu prowadzona od 2011 roku nie przewiduje takiego rozwiązania - stwierdza dyrektor Pawłowicz.

- Poprzez to szpital wygenerował duże kwoty nadwykonań, których Fundusz nie chce pokryć. Inne centra onkologii w Polsce nie mają takich problemów w rozliczeniach ze swoimi regionalnymi oddziałami NFZ - podkreśla.

Powstaje paradoks, że tzw. nadwykonania dotyczą pacjentów z województwa kujawsko-pomorskiego. - Nikt nie chce tego rozwiązać. To nie jest kwestia braku pieniędzy, ale złego zarządzania. NFZ z rozmysłem wygospodarowuje sobie rezerwę finansową kosztem dobrej jednostki - uważa dyrektor.

Dane liczbowe
Oddział NFZ w Bydgoszczy prezentuje swoje stanowisko w tej sprawie, opierając się na przepływach finansowych.

- Każdy oddział NFZ, w ramach globalnego budżetu na świadczenia zdrowotne na dany rok, zobligowany jest do zarezerwowania środków na pokrycie kosztów leczenia swoich pacjentów w innych rejonach kraju, jednocześnie zwiększając środki do kontraktowania usług medycznych o kwoty, jakie powinien otrzymać z innych oddziałów za leczenie ich pacjentów. Szacunki wielkości uwzględnianych w planach dokonywane są na podstawie wykonania w poprzednich latach - wyjaśnia Jan Raszeja, rzecznik kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ.

Kujawsko-Pomorski OW w 2012 roku pokrył koszty za swoich pacjentów leczonych w innych województwach w wysokości 163 mln zł (bez lecznictwa uzdrowiskowego), natomiast pozyskał 170 mln zł tytułem zwrotu kosztów leczenia obcych pacjentów na terenie woj. kujawsko-pomorskiego, uzyskując tym samym dodatni bilans w rozliczeniach migracji w wysokości 7 mln zł.

Z danych NFZ wynika, że Centrum Onkologii w Bydgoszczy, w ramach zawartych kontraktów, zrealizowało świadczenia na rzecz ubezpieczonych przypisanych do innych oddziałów NFZ w łącznej wysokości 41 mln zł. W ciągu 2013 roku kontrakt CO został zwiększony o 8,254 mln zł, jeśli chodzi o pacjentów spoza województwa.

Kontrakt z Centrum na 2013 rok jest natomiast łącznie większy o kwotę 15,4 mln zł, co daje wzrost o 7,1 proc. w stosunku do kontraktu pierwotnego w 2012 roku i wynosi ponad 216 mln zł.

Dodać trzeba, że jednocześnie wartość środków przeznaczonych dla Kujawsko-Pomorskiego OW NFZ na 2013 rok nie była znacząco większa od tych, jakie były w dyspozycji w 2012 roku (poziom wzrostu środków na 2013 rok to 2,3 proc.).

- Podobnie znaczące wzrosty nakładów na CO miały miejsce także i poprzednich latach. Tak więc w ramach naszych ograniczonych możliwości możemy przeznaczać i systematycznie przeznaczamy coraz większe środki na potrzeby Centrum. W tej sytuacji obarczanie nas odpowiedzialnością za skutki decyzji podejmowanych przez dyrekcje Centrum jest wysoce niesprawiedliwe - broni stanowiska oddziału NFZ jego rzecznik.

Nadwykonania w sądzie
Sprawa nadwykonań Centrum Onkologii w Bydgoszczy ciągnie się, również na łamach mediów, od co najmniej dwóch lat. O tym, że Centrum Onkologii chce osobnych pieniędzy za pacjentów spoza regionu, informowaliśmy na początku 2011 roku. Na początku tego roku dyrektor informował, że od trzech lat szpital nie otrzymał od Funduszu wypłaty środków za owe nadwykonania, w efekcie kwota zadłużenia płatnika wobec Centrum Onkologii narosła do wysokości 90 mln zł.

Proces w I instancji o zwrot nadwykonań CO wygrało. Kujawsko-Pomorski OW NFZ odwołał się od tego wyroku kwestionując zawarte w nim stwierdzenie, iż wszystkie niezapłacone świadczenia należały do zakresu ratujących życie. Obie strony inaczej interpretują apelację.

- Wykazaliśmy, że tak w istocie rzeczy nie było. Sąd Apelacyjny w Gdańsku podzielił nasz punkt widzenia kierując sprawę do ponownego rozpatrzenia - informuje Jan Raszeja.

- W apelacji sędzina stwierdziła, że choroba nowotworowa nie wymaga natychmiastowego leczenia i pacjentów należy ich zapisywać w kolejkę. W procesie o nadwykonania za 2011 rok mam z kolei udowodnić, że każdy z 15 tys. pacjentów z woj. kujawsko-pomorskiego, z rozpoznaną histopatologicznie chorobą nowotworowo, potrzebował leczenia. Ostatnio napisałem do sądu o zawarcie ugody z NFZ, z żądaniem dwóch trzecich kwoty z nadwykonań. Na razie nie ma odpowiedzi NFZ - mówi dyrektor Pawłowicz.

Póki co w Centrum Onkologii trwa kontrola NFZ, zaś w pierwszej połowie września odbędzie się we Wrocławiu spotkanie szefów 16 regionalnych ośrodków onkologicznych.

Innym też nie płacą
- Mamy taki sam problem jak w Bydgoszczy. Nam NFZ zalega prawie 60 mln zł z tzw. nadwykonań. Z tym, że nie ograniczamy na razie przyjęć pacjentów. Można powiedzieć, że zjadamy swój własny ogon i kiedyś to się skończy. W ten sposób można wpędzić w długi wszystkie szpitale. Generalnie w Wielkopolsce Fundusz płaci tylko za niektóre nadwykonania - ocenia Józef Mazurek, zastępca dyrektora ds. lecznictwa i Ordynator Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Wielkopolskiego Centrum Onkologii w Poznaniu.

Mniejsze kwoty za nadwykonania padają w Dolnośląskim Centrum Onkologii we Wrocławiu. - Nadwykonania w 2011 roku wyniosły 4,366 mln, w 2012 roku (według stanu na 2 września 2013) - 10,149 mln. Do końca lipca 2013 roku nazbierało się 5,318 mln zł. Zdarza się, że szpital występuje na drogę sądową. Problem pacjentów spoza województwa nas nie dotyczy, ponieważ za tych chorych oddziały NFZ rozliczają się między sobą - opisuje Maciej Kozioł, rzecznik dolnośląskiej placówki.

Również dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii przyznaje, że stołeczne Centrum Onkologii generuje nadwykonania. Problem zatem jest ogólnopolski. - To nie powinno mieć miejsca w onkologii. Uważam, że każda procedura wysokospecjalistyczna w onkologii powinna być traktowana jak "na ratunek". Opóźnienie w podjęciu odpowiedniego leczenia zmniejsza szanse chorego w walce z chorobą.

A migrujący pacjenci? - Wydaje mi się, że jest to problem wszystkich większych ośrodków onkologicznych, które mają swoją renomę i które świadczą bardzo wyszukane metody leczenia skojarzonego. Pacjenci mają do tego leczenia prawo, dlatego szukają jak najlepszego miejsca na podjęcie terapii - uważa dr Meder.