Nadwykonania w onkologii: co ratuje życie, a co przedłuża agonię?

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 03 września 2013 06:15


- W apelacji sędzina stwierdziła, że choroba nowotworowa nie wymaga natychmiastowego leczenia i pacjentów należy ich zapisywać w kolejkę. W procesie o nadwykonania za 2011 rok mam z kolei udowodnić, że każdy z 15 tys. pacjentów z woj. kujawsko-pomorskiego, z rozpoznaną histopatologicznie chorobą nowotworowo, potrzebował leczenia. Ostatnio napisałem do sądu o zawarcie ugody z NFZ, z żądaniem dwóch trzecich kwoty z nadwykonań. Na razie nie ma odpowiedzi NFZ - mówi dyrektor Pawłowicz.

Póki co w Centrum Onkologii trwa kontrola NFZ, zaś w pierwszej połowie września odbędzie się we Wrocławiu spotkanie szefów 16 regionalnych ośrodków onkologicznych.

Innym też nie płacą
- Mamy taki sam problem jak w Bydgoszczy. Nam NFZ zalega prawie 60 mln zł z tzw. nadwykonań. Z tym, że nie ograniczamy na razie przyjęć pacjentów. Można powiedzieć, że zjadamy swój własny ogon i kiedyś to się skończy. W ten sposób można wpędzić w długi wszystkie szpitale. Generalnie w Wielkopolsce Fundusz płaci tylko za niektóre nadwykonania - ocenia Józef Mazurek, zastępca dyrektora ds. lecznictwa i Ordynator Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Wielkopolskiego Centrum Onkologii w Poznaniu.

Mniejsze kwoty za nadwykonania padają w Dolnośląskim Centrum Onkologii we Wrocławiu. - Nadwykonania w 2011 roku wyniosły 4,366 mln, w 2012 roku (według stanu na 2 września 2013) - 10,149 mln. Do końca lipca 2013 roku nazbierało się 5,318 mln zł. Zdarza się, że szpital występuje na drogę sądową. Problem pacjentów spoza województwa nas nie dotyczy, ponieważ za tych chorych oddziały NFZ rozliczają się między sobą - opisuje Maciej Kozioł, rzecznik dolnośląskiej placówki.

Również dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii przyznaje, że stołeczne Centrum Onkologii generuje nadwykonania. Problem zatem jest ogólnopolski. - To nie powinno mieć miejsca w onkologii. Uważam, że każda procedura wysokospecjalistyczna w onkologii powinna być traktowana jak "na ratunek". Opóźnienie w podjęciu odpowiedniego leczenia zmniejsza szanse chorego w walce z chorobą.

A migrujący pacjenci? - Wydaje mi się, że jest to problem wszystkich większych ośrodków onkologicznych, które mają swoją renomę i które świadczą bardzo wyszukane metody leczenia skojarzonego. Pacjenci mają do tego leczenia prawo, dlatego szukają jak najlepszego miejsca na podjęcie terapii - uważa dr Meder.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum