NFZ zapowiada tworzenie nowych etatów za 6,5 mln zł. Czy to drogo?

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 28 sierpnia 2013 06:31

Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, Agnieszka Pachciarz przyznała w rozmowie udzielonej na antenie radiowej trójki, że w budżecie Funduszu zarezerwowano 6,5 mln zł na nowe etaty w administracji płatnika. Temat podchwycił Fakt, podając, że może chodzić o około 50 osób. Mają zajmować się obsługą informatyczną eWUŚ i windykacji.

NFZ zapowiada tworzenie nowych etatów za 6,5 mln zł. Czy to drogo?
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Sam zainteresowany (Fundusz) nie potrafi jeszcze podać dokładnej liczby nowych urzędników, tłumacząc, że zatrudni tylko konieczne minimum. Jak zwykle jednak informacje o większych wydatkach na płace w NFZ wzbudzają emocje.

Najtańszy płatnik w Europie?
Jak podaje Fundusz jego koszty administracyjne w 2012 roku, według planu, wyniosły 660 mln 836 tys. zł, w tym wynagrodzenia to 305 mln 368 tys. zł. W 2013 roku koszty administracyjne zaplanowano na 682 mln 594 tys. zł, w tym na płace - 305 mln 966 tys. zł. Jeśli dodamy do tego zarezerwowane 6,5 mln zł., na wynagrodzenia kadr urzędniczych w NFZ pójdzie 312,5 miliona złotych. Dużo to, czy mało?

W ocenie dr. Adama Kozierkiewicza, eksperta rynku medycznego to bardzo mało. - NFZ jest bardzo oszczędną instytucją. Na administrację wydaje jedynie ok. 1,2 proc. własnego budżetu. U większości ubezpieczycieli te kwoty przekraczają 7-12 proc. a w niektórych przypadkach dochodzą do 20 proc. W komercyjnych ubezpieczeniach te wydatki są zupełnie kosmiczne - podkreśla Kozierkiewicz.

Podobnego zdania są inni eksperci. Rozrzutności płatnikowi przy wydatkach na cele administracyjne nie zarzucają nawet dyrektorzy publicznych szpitali.

Prof. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali przyznaje nawet, że ilość pieniędzy jakie publiczny płatnik w Polsce przeznacza na administrację - w zestawieniu z budżetem tej instytucji - to ewenement na tle innych krajów. Dlatego w jego ocenie, w tej sytuacji 6,5 mln zł, które NFZ zamierza wydać na zatrudnienie dodatkowych pracowników we wskazanych sektorach, nie jest kwotą wartą zawziętych dyskusji.

Mało nie znaczy dobrze
Dr Kozierkiewicz zwraca uwagę na to, że wprawdzie oszczędności po stronie administracji są bardzo ważne w czasach spowolnienia gospodarczego, jednak trzeba się zastanowić, gdzie są ich granice. Jeżeli idą za daleko, to rodzą pewne problemy. W jego ocenie NFZ m.in. właśnie dlatego niedomaga w wielu dziedzinach.

- W szczególności NFZ nie zapewnia takich funkcji ubezpieczyciela, jakie zapewniają inni, czyli np. funkcji assistance. W NFZ tej obsługi klienta właściwie nie ma albo jest ona nieznaczna, m.in. z tego względu, że wydatki na administrację są bardzo niskie. 6,5 mln zł to jest jedna dziesięciotysięczna budżetu NFZ. Oczywiście każde wydatki na administrację są źle widziane, ale ja bym nie sięgał do krytyki za decyzje zwiększające wydatki o tak znikomy ułamek procenta - przyznaje Kozierkiewicz.

Fedorowicz z kolei dodaje, że skoro wydatki przyniosą wzmacnianie aparatu odzyskiwania finansów (windykacje), uszczelnienie samego systemu finansowania (a temu m.in. ma służyć eWUŚ), wzrost profesjonalizmu świadczonych usług przez NFZ, to trudno je potępiać. 

Tadeusz Jędrzejczyk, z-ca dyrektora w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku zauważa natomiast, że zatrudnienia w obu sektorach, na które wskazują media, są przewidziane do zupełnie nowych zadań Funduszu.

- Jeśli się weźmie pod uwagę, że koszty działania NFZ w skali kraju są tak nieduże, a zatrudnienie dodatkowych osób do obsługi eWUŚ miałoby pomóc pacjentom, to uważam, że jest to jak najbardziej uzasadnione. Ten system jest dość młody i na pewno wymaga jeszcze dopracowania - stwierdza dyrektor Jędrzejczyk.

Druga strona medalu
Prof. Piotr Kuna dyr. Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Barlickiego w Łodzi, który także zgadza się z tym, że NFZ przeznacza relatywnie mało środków na administrację i zarządzanie, zwraca jednak uwagę na inny problem, a mianowicie przerzucanie przez NFZ wielu obowiązków administracyjnych na lekarzy i jednostki ochrony zdrowia, szpitale poradnie.

Dlatego w jego ocenie, jeżeli te nowe etaty mają służyć zmniejszeniu zadań administracyjnych, które wykonują lekarze, pielęgniarki, czy po prostu administracja szpitala, to zgoda. Ale, jak mówi, będzie stanowczo protestował przeciwko takim wydatkom, jeśli okaże się, że więcej urzędników zażąda od szpitali jeszcze więcej dokumentów. - Personel służby zdrowia ma coraz mniej czasu żeby zajmować się chorymi, bo musi go poświęcać na wypełnianie papierów. Chciałbym, żeby tym zajął się wreszcie NFZ - wyjaśnia prof. Kuna.

Czytaj też. Jeszcze zatęsknimy za tanim płatnikiem? O premiach i wydatkach na administrację NFZ

Dyr. Krystyna Piskorz-Ogórek z Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego im. prof. Stanisława Popowskiego w Olsztynie, z kolei przestrzega przed rozbudową administracji w dobie kryzysu gospodarczego. W jej ocenie, to nie najlepszy czas na tworzenie nowych etatów.

Przekonuje: - Wszyscy zaciskamy pasy, ograniczamy zatrudnienie, bo stale słyszymy od płatnika, że nie będzie pieniędzy na świadczenia ponad limit. Ja w tym roku otrzymałam już dwa takie pisma od dyrektora naszego OW NFZ, w których mówi się, żeby zmniejszać nadwykonania, czyli w moim wypadku ograniczać przyjęcia dzieci do szpitala.

Dodaje: - Kiedy słyszę, że płatnik z tych samych pieniędzy, które ma na opłacenie świadczeń zwiększa zatrudnienie, jeszcze do celów windykacji to muszę powiedzieć, ze rodzi się we mnie pewien bunt - mówi dyr. Piskorz-Ogórek. - 6,5 mln zł to dla mnie, dyrektora szpitala, bardzo dużo pieniędzy. W naszym województwie brakuje nawet na zapłatę za świadczenia ratujące życia. Są pewne priorytety. To nie jest dobry moment na wydatki administracyjne.

Jest informatyzacja, są etaty
Prezes NFZ Agnieszka Pachciarz, komentując dla Rynku Zdrowia kwestię zatrudnienia dodatkowych osób, m.in. mających wzmocnić obsługę elektronicznego systemu eWUŚ oraz inne przedsięwzięcia informatyczne NFZ, uważa, że Funduszowi nie można czynić z tego powodu zarzutu.

- Pod względem kosztów administracyjnych jesteśmy bodaj najtańszym płatnikiem w Europie. eWUŚ generalnie sprawdza się bardzo dobrze, jednak do jego sprawnej obsługi informatycznej potrzebujemy fachowców. Chcemy mieć dobrych specjalistów, ale żeby ich zatrudnić trzeba zagwarantować adekwatne wynagrodzenie - stwierdza Agnieszka Pachciarz.

W przekonaniu prezes Pachciarz Fundusz - jako podmiot administracji publicznej gromadzący obok ZUS-u chyba najobszerniejsze, wrażliwe bazy danych, zawierające m.in. informacje o stanie zdrowia - musi zatrudnić dobrych informatyków. - Tym bardziej, że skutecznie realizujemy kolejne po eWUŚ projekty: ZIP, a obecnie pracujemy nad elektroniczną kartą pacjenta - zaznacza.

- Wątpię, aby tak ogromny projekt, jak karta, był w stanie wykonać jakikolwiek bank przy pomocy logistyki, którą obecnie dysponuje NFZ - mówi prezes NFZ.

Przypomina, że nowelizacja ustawy o świadczeniach zdrowotnych z 27 lipca ub.r., dotycząca systemu eWUŚ, w swoim uzasadnieniu i samej treści określa liczbę etatów, o które Fundusz może zwiększyć swoje zasoby kadrowe.

- NFZ planuje zatrudnić mniej osób niż pozwala na to zapis tejże ustawy. Podchodzimy do tej kwestii gospodarnie - zapewnia prezes Pachciarz, przekonując, że uwagi na temat zbyt dużych wydatków nie są uzasadnione.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum