Dziennik Łódzki/Rynek Zdrowia | 11-05-2009 09:43

NFZ ma coraz mniej pieniędzy

Narodowy Fundusz Zdrowia, alarmuje, że nie zapłaci placówkom medycznym za leczenie pacjentów poza wyznaczonym limitem zabiegów. Pacjenci obawiają się, że kolejki do specjalistów będą coraz dłuższe.

Z danych jakie przedstawia Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wynika, że coraz więcej Polaków jest bez pracy. Do końca kwietnia było ich już 1,7 mln. Wzrost liczby osób, które są bezrobotne powoduje wpływ mniejszych środków z tytułu składek zdrowotnych. Kryzys gospodarczy sprawił, że nawet ci którzy pracują zarabiają z reguły mniej i składki zdrowotne odprowadzane przez pracodawców są również mniejsze.

Przez trzy pierwsze miesiące 2009 roku do budżetu NFZ wpłynęło ze składek zdrowotnych w sumie ponad 13,2 mld zł. Jak się okazuje NFZ liczyło na wpływ 30 mld złotych w pierwszych trzech miesiącach roku - podaje Dziennik Łódzki. - To prawda, że mamy mniej pieniędzy niż zakładaliśmy to w planie, ale na razie nie przewidujemy jego zmiany - wypowiada się dla gazety Agnieszka Długokęcka z centrali Narodowego Funduszu Zdrowia.

Jednak uspakajające zapewnienia Funduszu nie przemawiają do wszystkich. Prawdopodobnie, jak informuje dziennik, w lipcu, kiedy NFZ będzie podpisywał nowe kontrakty z placówkami, obniży wycenę świadczeń medycznych. Dyrektorzy oddziałów NFZ już informują dyrekcję szpitali, by ta uważała na ustalone limity, ponieważ centrala nie będzie płacić za zabiegi wykonane poza limitem. - Na razie płacimy regularnie, ale różnie z tym może być. Może się tak zdarzyć, że nie będziemy mieli pieniędzy na zapłacenie nadwykonań - przyznaje Anna Leder z łódzkiego oddziału NFZ.

Dla części szpitali w Łódzkiem pieniądze za nadwykonania, to aż 30 proc. całego kontraktu.

- Wystarczyły cztery miesiące, żebyśmy niemal w każdej poradni przyjęli więcej pacjentów niż mieliśmy to zapisane w kontrakcie. NFZ to nasz jedyny płatnik. Jeśli spełni swoje groźby, to leżymy - mówi gazecie Dariusz Diks, dyrektor ds. medycznych w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Skierniewicach.

Zdaniem dyrektora taka sytuacja znacząco wydłuży kolejki do lekarzy. W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Skierniewicach by dostać się na tomografię komputerową trzeba czekać trzy miesiące, a chorzy na zaćmę muszę czekać aż 329 dni na zabieg. - Naszą misją jest przyjmować wszystkich pacjentów, ale działalność szpitala musi się bilansować. Kolejki mogą jeszcze się wydłużyć - dodaje Diks.

W kolejka trzeba stać również w innych szpitalach. Jak np. w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Marii Skłodowskiej-Curie w Zgierzu, gdzie na rehabilitację czekać trzeba aż 337 dni. Podobnie jest w większych miastach w całym województwie. Wizyta w poradni neurologicznej w Szpitalu Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim możliwa jest dopiero równo pół roku, a w Szpitalu Miejskim im. dr Karola Jonschera w Łodzi dokładnie za 167 dni - przytacza niepokojące dane Dziennik Łódzki.

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 2 im. WAM w Łodzi na wizytę do onkologa dostaniemy się za 56 dni. - Będziemy wykonywać tyle zabiegów, ile będziemy mieli zlecone przez centrale - mówi gazecie Jacek Rysz, dyrektor szpitala.

652 dni trzeba czekać na wizytę u okulisty w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1 im. Norberta Barlickiego w Łodzi. Jak twierdzą jednak władze placówki to nie nadwykonania są problemem, a niska stawka za punkt. - Zgodziliśmy się na podpisanie kontraktów, bo NFZ obiecywał, że w lipcu podniesie wycenę z 51 na 56 zł. Jeśli teraz ją obniży, wpędzi nas w tarapaty finansowe - mówi dyrektor  Anna Murlewska.