Ministerstwo chce (gotówką) popularyzować niepopularne specjalizacje

Autor: BE/Rynek Zdrowia • • 02 września 2008 08:05

Obecnie rezydent, którego wynagrodzenie opłacane jest z budżetu Ministerstwa Zdrowia, otrzymuje pensję w wysokości 2473 zł brutto (1771 zł na rękę). Będzie dostawał więcej, o ile zdecyduje się wybrać deficytową specjalizację; np. pediatrię lub też patomorfologię.

Ile więcej, to jeszcze w Ministerstwie nie wiedzą. Wiedzą jednak, że bez materialnych zachęt do specjalizowania się w mało popularnych specjalnościach, trudno będzie przekonać młodych lekarzy do takiego wyboru.

Niestety, mimo obietnic, biuro prasowe Ministerstwa Zdrowia nie przekazało nam wczoraj (1 września) odpowiedzi na parę istotnych pytań. Nie wiemy więc, o ile - i od kiedy - miałby wzrosnąć motywacyjne wynagrodzenia? Nie wiadomo, jakie specjalizacje znalazłyby się na promocyjnej liście... Wiadomo, nie od dziś, iż w tym roku MZ zaplanowało wydać na rezydenckie wynagrodzenia 170 mln zł.

Pediatra statystycznie podstarzały
Analitycy rynku medycznego ostrzegają i alarmują: za kilka lat w Polsce może zabraknąć specjalistów w niektórych dziedzinach medycyny. Młodzi najchętniej chcieliby zostać ginekologami, czy też alergologami. Znacznie mnie pociąga ich anestezjologia, czy pediatria, czy medycyna rodzina. Dość powiedzieć, że dziś na stu lekarzy zajmujących się dziećmi tylko 30 to specjaliści pediatrzy, mają średnio statystycznie po 59 lat!

- Gdy byłem na III roku to mówiono nam, że w Polsce mamy za dużo pediatrów. Teraz jest to specjalizacja deficytowa. O zróżnicowaniu wynagrodzeń rezydenckich mówi się od wielu lat. Jesteśmy jak najbardziej „za” - mówi dla portalu rynekzdrowia.pl Grzegorz Napiórkowski, prezes Stowarzyszenia Młody Lekarz.

Kiedy zabieg będzie miał sens
W Niemczech młody lekarz bez specjalizacji może zarobić ok. 9 tys. zł, w Danii -13 tys. zł brutto, a w Czechach - 4,5 tys. zł. O takich zarobkach nasi rezydenci mogą pomarzyć. Nic więc dziwnego, że uważają, iż ich wynagrodzenia są zbyt niskie, by pieniędzy starczyło na utrzymanie rodzin i sfinansowanie uczestnictwa w rozmaitych kursach i szkoleniach. Co prawda są one dla rezydentów bezpłatne, jako że jednak organizowane są poza miejscem zamieszkania, to samo przez się generują zwiększone koszty utrzymania.

- Pojawiają się głosy, by decydujący się na mało popularne specjalizacje mogli odpisywać od podatku wydatki na kształcenie, pobyty na szkoleniach itp. Nie sądzę, by minister finansów zgodził się na takie różnicowanie. Zresztą, zróżnicowanie wynagrodzeń rezydenckich moim zdaniem powinno być zagwarantowane nie rozporządzeniem ministra zdrowia, ale ustawą - podkreśla dr Napiórkowski. - Uważam, że zainteresowanie niepopularnymi dziś specjalizacjami mogłoby wzrosnąć, tak, jakby życzyło sobie tego Ministerstwo Zdrowia, wówczas, gdyby wynagrodzenie dla rezydenta robiącego deficytową specjalizację było - na dziś - wyższe o przynajmniej 50 procent. Wówczas cały zabieg miałby ręce i nogi.

Powinno być krócej i intensywniej
A jak komentują pomysł Ministerstwa Zdrowia Sami zainteresowani?

„Zły pomysł. Nikt się nie skusi na speckę, której nie zamierza robić, tylko z tego powodu, że ministerstwo lepiej za nią zapłaci”. „Myślę, że jeśli ktoś przemyśli sprawę, dodatkowo, jeśli weźmie pod uwagę ze dana specjalizacja jest poszukiwana za granicą, to może się zdecydować” - piszą użytkownicy portalu www.mlodylekarz.pl.

Braków kadrowych nie da się uzupełnić tylko poprzez wprowadzenie finansowych zachęt.  Ministerstwo Zdrowia chce skrócić czas trwania specjalizacji. Teraz czas jej uzyskania, w niektórych przypadkach, wynosi i dziewięć lat! By zostać alergologiem, wpierw trzeba zdobyć specjalizację z zakresu chorób wewnętrznych, co trwa lat sześć. Dopiero po tym można ubiegać się o specjalizację szczegółową, do jakich zaliczana jest alergologia, co oznacza kolejne dwa lata nauki.

- Na Zachodzie ten proces jest krótszy nawet i o trzy lata. Jesteśmy za tym, by proces zdobywania specjalizacji był krótszy, ale za to intensywniejszy - uważa Grzegorz Napiórkowski.

Takie zmiany pociągną za sobą konieczność zwiększenia puli miejsc specjalizacyjnych; czytaj: pozycji w budżecie Ministerstwa Zdrowia. To już jest jednak temat do innych rozważań...

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum