Ministerstwo apeluje do pracodawców: dołóżcie się do podwyżek dla ratowników

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 12 czerwca 2017 05:56

Ratownicy medyczni nie ustępują i twardo domagają się 1 600 zł podwyżki. Ministerstwo Zdrowia potwierdza, że zdobędzie się na 800 zł do lipca 2018 r., ale o dołożenie kolejnych apeluje do pracodawców. Czy rząd może zmusić pracodawców do ich wypłaty?

Ministerstwo apeluje do pracodawców: dołóżcie się do podwyżek dla ratowników
Ministerstwo apeluje do pracodawców: dołóżcie się do podwyżek dla ratowników. Fot. Piotr Waniorek

Kwota jakiej żądają ratownicy oznacza wyrównanie wysokości podwyżek do poziomu, jaki uzyskały pielęgniarki, czyli wzrost 4 razy po 400 zł brutto. Propozycja Ministerstwa Zdrowia, by ich pensje wzrosły o 800 zł brutto, a podwyżka była wypłacana w dwóch transzach po 400 zł od 1 lipca br. i od lipca 2018 r., nie satysfakcjonuje ratowników.

- My chcemy otrzymać 4x400 zł, bo i ratownicy, i pielęgniarki wykonują te same czynności pracując w karetkach, na izbach przyjęć czy SOR. Kodeks pracy przewiduje jednakową zapłatę za tę samą pracę. Dzisiaj ratownicy zarabiają mniej, a to jest jawna dyskryminacja niezgodna z kodeksem pracy - uzasadnia żądania Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego.

Tam pieniędzy na podwyżki nie ma
Związkowcy, po usłyszeniu propozycji podwyżek przedstawionych przez resort, 25 kwietnia opuścili salę przy Miodowej. - Zapytałem, czy to jest ostatnie słowo ministerstwa i otrzymałem odpowiedź, że tak i że innej na pewno nie będzie z powodu braku pieniędzy. O czym zatem mieliśmy rozmawiać? O pogodzie? - uzasadniał nam decyzję zerwania rozmów Badach-Rogowski.

24 maja ruszył protest ratowników. Ministerstwo Zdrowia, próbując ratować negocjacje, w tym samym dniu zamieściło na swojej stronie internetowej komunikat, w którym prezentuje opinię, że kolejne podwyżki wynagrodzeń dla ratowników - ponad te zapowiadane przez resort - są możliwe, o ile dobrą wolą wykażą się pracodawcy.

Jak zakomunikował resort "jeśli pracodawcy podniosą wynagrodzenia ratowników medycznych, to razem z podwyżką, którą wprowadzamy, postulaty środowiska ratowników medycznych zostaną wypełnione".  

Część z pracodawców podwyżki już dała, ale niższe niż oczekiwałoby ministerstwo (jak należy rozumieć miałoby to być w sumie do 2018 r. 800 zł - przyp. red.), bo na takie wydatki stacji pogotowia nie stać.

Dr Małgorzata Popławska, dyrektor naczelny Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego (KPR) i prezes zarządu Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego SPZOZ tłumaczy, że od roku 2014 stawki ryczałtowe na funkcjonowanie zespołów ratownictwa medycznego typu P i S w Krakowie są na podobnym poziomie. Stwierdza krótko: - KPR nie dysponuje środkami finansowymi na podwyżki w wysokości 800 zł i nie ma środków na podwyżki w bieżącym roku.

Dodaje, że nie jest w stanie przewidzieć czy da ratownikom podwyżki w następnym roku, bo w tej chwili nie jest znana wysokość kontraktu na 2018 r. W KPR wynagrodzenie ratownika medycznego brutto na jeden etat wynosi od 3232 zł do 4583 zł w zależności od stażu pracy (bez ZUS pracodawcy).

Tutaj pieniądze są, ale nie aż takie
- Nie, moim zdaniem to nie jest możliwe, by znaleźć 800 zł i nie sądzę, żeby jakakolwiek stacja dysponowała takimi środkami - odpowiada na nasze pytanie o podwyżki Krzysztof Tadrzak, dyrektor naczelny Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy.

W Bydgoszczy zarobki netto ratowników na etacie (160 godzin) wynoszą od 2,5 tys. zł do nawet (sporadycznie) ok. 4 tys zł, co zależy od stażu pracy i wykształcenia (są ratownicy nawet z doktoratami). Na umowach cywilno-prawnych stawki godzinowe (praca po 220-240 godzin) są ujednolicone: 26 zł dla ratownika-kierowcy, 27 zł - dla kierownika zespołu. W soboty i niedziele 3 zł więcej.

Jak mówi dyrektor, już podniósł stawki w tym roku: - Podwyższyłem stawkę o złotówkę za godzinę w umowach cywilno-prawnych, a pracownikom na umowach o pracę podniosłem wynagrodzenia o 300 zł netto. Nas stać na tyle, ale wiem, że wielu dysponentów absolutnie nie.

Wyjaśnia, że możliwości znalezienia pieniędzy na płace ze środków własnych pogotowia to kwestia złożona. - Dysponenci, którzy mogą mieć nadwyżkę środków, to raczej ci, którzy mają powyżej 15 ambulansów i odpowiednią strukturę, czyli nie więcej niż 25 proc. zespołów S. Bo zespoły S generują straty, a zyski są tylko na zespołach P, jeżeli oczywiście jeździ w nich nie więcej jak dwóch ratowników - rozważa.

Dodaje: - My mamy 16 ambulansów, w tym tylko 4 ambulanse S i od lat zawsze generujemy pewną nadwyżkę bilansową, ale nie taką, żeby móc wypłacić teraz 800 zł, choć uważam, że nasza stacja dość dobrze radzi sobie w finansach.

Ministerstwo: te środki już są w systemie
Jak MZ uzasadnia pomysł zwrócenia się do pracodawców o podwyżki?

Milena Kruszewska, rzecznik prasowy ministra zdrowia, przypomina, że od czasu przejęcia przez budżet państwa od Narodowego Funduszu Zdrowia finansowania zadań zespołów ratownictwa medycznego w 2007 r., nakłady na ten cel wzrosły w bieżącym roku z 1 mld 145 mln zł do 1 mld 890 mln zł.

- Przy zakontraktowanych obecnie około 1,5 tys. zespołach ratownictwa medycznego daje to kwotę średnio 105 tys. zł miesięcznie na jeden zespół. Tymczasem z danych, jakie przekazali w roku bieżącym wojewodowie, wynika, że średnia wartość wynagrodzenia ratownika medycznego niezależnie od formy zatrudnienia oraz od typu ZRM, którego jest on członkiem, wynosi 2718,14 zł - informuje rzeczniczka.

Dużo to czy mało w zestawieniu z pieniędzmi przeznaczanymi już na zespoły ratownictwa medycznego? Resort daje do zrozumienia, że mało.

- W opinii resortu zdrowia, pomimo że koszty osobowe nie są jedynymi, które ponoszą dysponenci (w grę wchodzą też koszty eksploatacyjne, administracyjno-gospodarcze, funkcjonowania stanowisk dyspozytorów medycznych), środki, jakie już w tej chwili są przeznaczane na zadania ZRM pozwalają na podniesienie wynagrodzeń tym członkom ZRM, których płace pozostają na relatywnie niskim poziomie - stwierdza Milena Kruszewska.

Aby tak się stało MZ sugeruje, iż potrzebna jest "dobra wola wszystkich uczestników tego procesu". Rzecznik ministra stwierdza również: - Istotną rolę mają tu też do odegrania wojewodowie, jako dysponenci środków budżetowych na zadania zespołów ratownictwa medycznego. Z pierwszych sygnałów docierających do resortu zdrowia wynika, że rozmowy w województwach już zostały podjęte.

Prośbą lub... specustawą
Elżbieta Gelert, posłanka, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu (szpital w rejonie jest dysponentem pogotowia ratunkowego), mówi, że oczekiwałaby dokładnych wyliczeń ze strony resortu, że pracodawcy znajdą pieniądze na podwyżki, skoro stawka za tzw. dobokaretkę nie była podwyższana już przez parę lat.

Zwraca uwagę na jeszcze jeden bardzo istotny fakt: - Przede wszystkim pracodawcy mają u siebie związki zawodowe i one nie pozwolą na to, aby z puli środków na wynagrodzenia przeznaczyć ekstra podwyżki pomijając innych pracowników. Nie ma takiej możliwości, abyśmy podnieśli wynagrodzenia ratownikom tylko dlatego, że sugeruje nam to minister czy wojewoda.

Dodaje znacząco: - Oczywiście można wszystko, czyli nakazać drogą ustawy wypłacenie pracodawcom ekstra pieniędzy. Wtedy związki zostaną pominięte, ale taki wariant, to raczej teoretyczne rozważanie...

Także Bogusław Tyka, dyrektor naczelny Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi, przypomina, że pogotowie to nie tylko ratownicy medyczni, ale również pracownicy ambulatoriów, apteki, warsztatów samochodowych, stacji benzynowych, zaopatrzenia, administracji.

W 2016 roku nie mógł porozumieć się ze związkami zawodowymi w sprawie wzrostu wynagrodzeń, więc arbitralnie zdecydował o 100 zł podwyżki dla wszystkich. Średnie wynagrodzenie brutto ratownika medycznego na etacie wynosi  tam 5 220 zł  6278 zł z ZUS-em). - Na rękę jest to ok. 3,5 tys. zł - podlicza szybko dyrektor.

- Nie może być tak, by dyrektor preferował którąś grupę zawodową i inni pracownicy nie mogli uzyskać podwyżek, bo wszystkie środki na ten cel zostaną przekazane ratownikom. Poza tym nie można oczekiwać od pracodawców, by niejako powtórzyli błąd dawnej tzw. ustawy 203 i przekazali podwyżki bez przyznania na nie środków. Podwyżki mogą nastąpić, jeśli wzrośnie stawka za dobokaretkę - mówi z przekonaniem.

Ratownicy: reformujmy pogotowie
Jego zdaniem podwyżki ratownikom oczywiście się należą ze względu na ciężką i odpowiedzialną pracę, ale oczekiwanie, że pracodawcy znajdą na nie teraz proponowane przez resort pieniądze jest nierealne.

Roman Badach-Rogowski też nie wróży powodzenia ministerialnemu apelowi. - Wiemy, że wojewódzkie i miejskie stacje pogotowia wypłacają podwyżki z nadwyżek i tam bilans jest na zero. Inni pracodawcy, tam gdzie pogotowie jest przy szpitalu, też pieniędzy w ratownictwie nie znajdą, bo one im ratują budżet zadłużonych placówek - przewiduje.

Jego zdaniem środki na podwyżki, jakich domagają się ratownicy faktycznie są w systemie, ale pojawiłyby się w ich kieszeniach, gdyby zreformowano strukturę pogotowia i powołano 16 stacji wojewódzkich, bo wtedy m.in. "nie dochodziłoby do przepadku środków na ratownictwo w czeluściach szpitali".

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum