Miliard poza limitem, czyli różne punkty widzenia świadczeniodawców i płatnika

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 10 marca 2011 06:15

Jak już informowaliśmy, Centrala NFZ sporządziła wstępne zestawienie dotyczące tzw. nadwykonań w 2010 roku. Ogólna wartość świadczeń udzielonych pacjentom ponad limit ustalony w kontrakcie z płatnikiem wyniosła 1 065 642 000 zł. Oznacza to spadek w stosunku do 2009 roku o 550 mln zł. Łączny budżet NFZ na świadczenia szpitalne wyniósł w 2010 roku 23,4 mld zł, czyli nadwykonania stanowiły 4,55 proc. tej kwoty.

Miliard poza limitem, czyli różne punkty widzenia świadczeniodawców i płatnika

W 2007 i 2008 roku nadwykonania osiągnęły odpowiednio ponad 96 mln zł i prawie 419 mln zł. W analogicznych okresach na szpitalnictwo przeznaczono nakłady w wysokości 19 mld zł i 25 mld zł.

- W 2008 r., mimo wzrostu nakładów na lecznictwo szpitalne o 6 mld zł w stosunku do 2007 roku, wielkość zgłoszonych przez szpitale nadwykonań wcale nie zmalała, wprost przeciwnie - zauważa Andrzej Troszyński, rzecznik NFZ.

Sądzi, że nawet gdyby Fundusz wydał na szpitale dwa, trzy razy więcej, to ponadlimitowe świadczenia też by się pojawiły. Jego zdaniem nie mają one bezpośredniego związku z nakładami finansowymi na ochronę zdrowia - raczej z tym, że niektórzy dyrektorzy nie trzymają w ryzach wydatków. - A przecież obie strony - płatnika i świadczeniodawcę - obowiązują podpisane kontrakty - dodaje.

Niska dyscyplina to wysokie nadwykonania
Troszyński mówi, że błędem jest traktowanie zadłużenia jako zjawiska wymuszonego przez niskie finansowanie i źle wycenione procedury. Polemizuje z poglądem, że gdyby było wystarczająco dużo pieniędzy w systemie, zniknąłby problem nadwykonań. Uważa bowiem, że w znacznym stopniu jest on efektem złego zarządzania i braku kontroli nad menadżerami.

- Dyrektor oddziału NFZ nie może przekroczyć planu finansowego, bo stanie przed komisją dyscypliny finansów publicznych. Dyrektorzy szpitali tak ostro nie są traktowani - zauważa.

Rzecznik NFZ twierdzi, że w arkuszach sprawozdawczych, które spływają do departamentu ekonomiczno-finansowego NFZ znaleźć można wiele pozycji, których nie sposób uznać za świadczenia ratujące życie.

- Z naszych analiz wynika, że około 50 proc. świadczeń zgłaszanych przez szpitale jako ratujące życie tak naprawdę nie wymagało natychmiastowej interwencji lekarza - zaznacza.

W marcu ubiegłego roku na łamach Służby Zdrowia, Jacek Paszkiewicz, prezes NFZ wskazuje m.in., że najwięcej nadwykonań „jest w takich specjalnościach medycznych, w których teoretycznie nie powinno ich być w ogóle, czyli np. w okulistyce, gdzie udział świadczeń planowych w nadwykonaniach sięga 90 proc., czy laryngologii, gdzie wynosi on około 80 proc., czy urologii - około 70 proc. (…) Wygląda to tak jakby oddziały szpitalne w Polsce kompletnie nie przejmowały się ograniczeniami finansowymi, umowami z płatnikiem, jakby w ogóle nie istniały dyrekcje szpitali.”

Nocna ulga dla szpitali
Ministerstwo Zdrowia liczy, że po wprowadzeniu w marcu nowych zasad nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej skala nadwykonań powinna się zmniejszyć. Część pacjentów nie będzie trafiała do szpitalnych izb przyjęć (choćby dlatego, że sporo szpitali straciło kontrakty na jej świadczenie), lecz do placówek POZ. Mniej zatem będzie budzących wątpliwości płatnika przypadków kwalifikowania chorych do leczenia szpitalnego.

Jednakże warto pamiętać, że na początku roku podniesiono stawkę VAT, więc wyższe koszty świadczeń mogą zniwelować skutek mniejszego szturmu na szpitale.

Nadwykonania można traktować jako uzasadnione działania na rzecz zaspokojenia autentycznych, ale nie uwzględnionych przez płatnika potrzeb zdrowotnych. Z takiego założenia wychodzą dyrektorzy szpitali. Na przykład Szpital Wojewódzki im. kard. Stefana Wyszyńskiego w Łomży od lat ma nadwykonania na poziomie 4 mln zł rocznie. Jest jedyną lecznicą na terenie byłego województwa łomżyńskiego, więc nie może odsyłać pacjentów do innych szpitali. Ponadlimitowi pacjenci są zawsze.

Dlaczego płatnik po prostu nie podwyższy kontraktu o ich liczbę?

- NFZ musiałby wtedy uznać, że nadwykonania to obiektywna prawidłowość wynikająca z potrzeb, a nie zabieg marketingowy, polegający np. na tym, że w roku wyborczym samorządowa placówka przyjmie więcej pacjentów - tłumaczy nam Marian Jaszewski, dyrektor szpitala w Łomży.

Limity pod sąd
Spory na temat tego co jest, a co nie jest koniecznym działaniem ratującym życie muszą częstokroć rozstrzygać sądy.

Ogółem w Polsce do sądów skierowano 269 pozwów związanych ze świadczeniami zdrowotnymi udzielonymi ponad limit, zaś zasądzona na rzecz szpitali kwota wyniosła łącznie 183 591 587 zł (dane na koniec 2010 roku). Najwięcej spraw wytoczyły placówki z województwa śląskiego (80), przy czym zasądzona kwota w tym regionie to w sumie 59 113 628 zł.

Na drugim miejscu pod względem liczby spraw sądowych było województwo warmińsko-mazurskie (56 spraw, zasądzona kwota to 23 834 757 zł). Trzecie miejsce należy do województwa dolnośląskiego (33 sprawy - 8 266 868 zł).

Z kolei na przeciwnym biegunie tej listy (pomijając regiony, w których w ogóle nie było pozwów o nadwykonania, tzn. woj. kujawsko-pomorskie, opolskie, pomorskie) znalazły się województwa: lubelskie (cztery sprawy, zasądzono 793 168 zł), małopolskie (trzy sprawy – 9 775 978 zł), zachodniopomorskie (dwie sprawy, nie zasądzono zwrotu należności).

Trzeba też wspomnieć o sprawach, które nie znalazły sądowego finału w 2010 roku. Było ich w sumie 166, a roszczenia szpitali opiewały na 334 158 841 zł. Najwięcej procesów toczyło się w województwie mazowieckim (39 spraw o 63 703 040 zł), w województwie lubelskim (32 sprawy na 100 287 418 zł) i dolnośląskim (20 spraw o 9 285 434 zł). Jedynie przed sądami w województwach lubuskim i pomorskim nie odnotowano rozpraw o nadlimity.

Po dwóch stronach barykady
Zapytaliśmy Krzysztofa Tuczapskiego, który w marcu został dyrektorem oddziału NFZ w Lublinie, jakich argumentów by użył (choćby w sądzie) w sporze z dyrektorem szpitala, który będzie mówił np. o niedoszacowanych procedurach.

Krzysztof Tuczapski był wcześniej prezesem Zamojskiego Szpitala Niepublicznego, przewodniczącym Konwentu Szpitali Zamojszczyzny oraz wiceprezesem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niepublicznych Szpitali Samorządowych. Od podszewki zna problemy świadczeniodawców. Teraz znalazł się po drugiej strony barykady - reprezentuje płatnika.

- Lubelski Oddział Wojewódzki NFZ nie może obecnie zapłacić za nadwykonania. Powodem są zarówno wymogi formalne - są to świadczenia wykonane ponad kontrakt - jak i brak środków finansowych - oświadczyła w imieniu dyrektora Małgorzata Bartoszek, rzecznik prasowy Lubelskiego NFZ. Wyraziła nadzieję, że w kolejnych latach zwiększą się środki na finansowanie świadczeń zdrowotnych, dzięki czemu będzie można podjąć rozmowy ze świadczeniodawcami na temat sposobu ich wykorzystania.

Dodajmy, że na Lubelszczyźnie nadwykonania za 2010 rok wynoszą 152 mln zł, w tym najwięcej w lecznictwie szpitalnym - 119 mln zł.

Jeśli chodzi o nadwykonania w całej Polsce, to w statystyce Centrali NFZ prym wiedzie województwo wielkopolskie - 204 793 000 zł, następnie województwo dolnośląskie - 193 993 000 zł, lubelskie jest na trzecim miejscu.

Dalej na tej liście znajduje się województwo podkarpackie (117 496 000 zł), kujawsko-pomorskie (105 986 000 zł) i łódzkie (82 156 000 zł). Z kolei najniższe przekroczenia limitów świadczeń zgłosiły placówki z województwa mazowieckiego (3 953 000 zł), małopolskiego (1 372 000 zł) i pomorskiego (870 000 zł).

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum