Mielec: związkowcy apelują do minister zdrowia, parlamentarzystów i... pacjentów

Autor: Aneta Dyka-Urbańska/Rynek Zdrowia • • 18 czerwca 2009 14:19

Pięć związków zawodowych działających w Szpitalu Powiatowym w Mielcu zjednoczyło się w walce o wypłatę przez NFZ nadwykonań. Chodzi o ponad 7 mln zł.

– Na wypracowane, w pełni nam należne pieniądze, czekamy od grudnia. Potem była mowa o marcu, w końcu o przełomie maja i czerwca, ale wciąż nic, a scenariusz utraty płynności finansowej jest coraz bardziej realny. To wprost nie do uwierzenia – irytuje się Dorota Ciuba, przewodnicząca „Solidarności”.
Związki wysłały już odpowiednie pismo do minister zdrowia Ewy Kopacz, bo „minister głośno mówiła o przełomie maja i czerwca, obiecała to rozliczenie z NFZ”.

Dyrekcja szpitala nie kryje, że w pełni rozumie rozgoryczenie pracowników, bo sama przeżywa ogromne rozczarowanie.

– Rzeczywiście wizyta minister Kopacz, potem Grzegorza Napieralskiego (SLD), posłanek Skowrońskiej i Łukacijewskiej (PO), słowa o tym, jaki to wspaniały, prężny szpital, który zasługuje na szansę rozwoju, a przede wszystkim rozsądne i godne traktowanie przez NFZ, dały nam wszystkim jakąś nadzieję. Okazuje się, że chyba płonną – uważa Leszek Kołacz, naczelny dyrektor szpitala. – Denerwują się pacjenci, których praktycznie nie możemy już rejestrować w poradniach, o przyszłość szpitala drży załoga, coraz poważniejsze obawy mam ja, także dyrektor finansowy i medyczny. Robimy co w ludzkiej mocy, żeby skłonić NFZ do wypłaty należnych nam pieniędzy, ale ich wciąż nie ma.

Dorota Ciuba tłumaczy, że w piśmie do minister zdrowia związki nie kryły, że atmosfera panująca wśród załogi jest fatalna, ale niepokojów nie sposób uniknąć.

– Ludzie pracują ciężko, wykonują swoje obowiązki, szpital jest chwalony, dyrekcja i personel nagradzani, a pieniędzy za tę pracę na wysokim poziomie, nie ma. Mało tego, zirytowanym pacjentom, którzy słusznie domagają się swoich praw nie sposób wytłumaczy szybko i precyzyjnie w czym kłopot , dlaczego np. rejestrowanie ich byłoby swoistym „samobójstwem” szpitala. Zresztą nie chcą słuchać, że ich problem jest naszym problemem. Nie brakuje więc nerwów, napięć, nieporozumień, pracuje się fatalnie. Nie chodzi nawet o to, żebyśmy kogoś atakowali, wojowali z kimś konkretnym. My po prostu prosimy minister o interwencję w NFZ dopóki jeszcze jest czas. Tłumaczymy naszą sytuację parlamentarzystom, którzy chętnie nas odwiedzają, obiecują, chwalą, ale zupełnie nic z tego nie wynika. Nawet z obietnic samej minister...

Jak dotąd związki nie otrzymały odpowiedzi na swoje alarmujące pismo.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum