Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia | 11-08-2015 06:15

Medyczne cuda w szpitalach powiatowych wymusza rynkowa presja

Kiedyś było tak: małe szpitale powiatowe i miejskie wykonywały na podstawowych oddziałach rutynowe zabiegi, a szpitale wojewódzkie, specjalistyczne i uniwersyteckie kliniki zajmowały się skomplikowanymi przypadkami, wdrażały nowe technologie medyczne, a niektóre prowadziły także dydaktykę. To przeszłość.

Szpitale powiatowe muszą szukać dodatkowych źródeł finansowania i szukają rynkowej niszy. Fot. Fotolia

Twarde prawa rynku wykoślawiły modelowe rozwiązanie. Kliniki wykonają również proste zabiegi, a placówki powiatowe robią to, co twórcom systemu się nie śniło. Daleko odeszliśmy od modelu opartego na stopniach referencyjnych szpitali.

- Wszyscy zazdrościli nam zintegrowanego i przejrzystego systemu, mimo że miał swoje wady. Został rozwalony. Teraz w klinikach przeprowadza się banalne zabiegi, które mogą wykonywać szpitale powiatowe - opowiada Zdzisław Ziółkowski, obecnie doradca zarządu Powiatowego Centrum Zdrowia w Brzezinach, wcześniej - przez osiem lat (2007-2015) - dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Brzezinach.

To on znalazł prywatnego inwestora, który kupił 51 proc. udziałów w szpitalnej spółce (powiat zachował w PCZ 49 proc.) i tym samym przyczynił się do ”rozwalenia sytemu”.

W poszukiwaniu medycznej niszy
Nie było innego wyjścia. Brzeziny są koło Łodzi, a tam - Uniwersytet Medyczny, kliniki, instytuty, wielkie szpitale specjalistyczne i równie duże miejskie. Powiatowa lecznica musiała znaleźć sobie miejsce w konkurencyjnym otoczeniu.

Trzeba było wejść w rynkową niszę. - Szukaliśmy obszarów niszowych, czegoś czym się nikt nie zajmuje - wspomina. Tłumaczy, że kontrakty rozdzielane na powiaty są niskie. Trudno się zbilansować lecznicom powiatowym.

W efekcie w Brzezinach powstało pierwsze w Polsce Centrum Leczenia Chorób Jelita Grubego, kierowane przez prof. Adama Dzikiego, jednego z najlepszych na świecie specjalistów w tej dziedzinie. Szpital jest dziś jedną z najnowocześniejszych placówek medycznych w woj. łódzkim.

- To profesor - kiedy zastanawialiśmy się nad profilem szpitala - zwrócił uwagę, że na świecie tworzone są centra. Chodzi o to, żeby nie robić po kilka spektakularnych operacji, bo w ten sposób lekarze nie nabędą doświadczenia. Teraz u nas przeprowadza się po trzy zabiegi dziennie w zakresie chirurgii onkologicznej, w roku jest to 600-700 zabiegów. To u nas uczą się lekarze. Zwiększamy sprzedaż i podnosimy markę szpitala - mówi Ziółkowski.

Na tym nie koniec. Do Brzezin ściągnięto też ortopedę Grzegorza Sobieraja, który specjalizuje się w leczeniu kontuzji kolana u sportowców. Wraz z ortopedami ze Szpitala im. Sonnenberga w Łodzi, w którym zapowiadano likwidację oddziału ortopedycznego, stworzył zespół lekarzy.

Stosują metodę hybrydową, która polega na zastosowaniu połączenia własnej tkanki pacjenta ze sztucznym komponentem. Siatka poliestrowa wzmacnia więzadło w kolanie i czyni je odpornym na uszkodzenia. Dzięki temu można szybciej rozpocząć rehabilitację i pacjent trzy razy szybciej wraca do normalnego życia; zamiast dziewięciu miesięcy w trzy miesiące.

Ziółkowski zwraca jednak uwagę, że mały szpital niekoniecznie musi silić się na skomplikowane zabiegi i angażować wybitnych specjalistów. - Bardzo potrzebna jest np. opieka długoterminowa, opieka paliatywna w szpitalu i w domu. A nie są to duże nakłady - podpowiada.

Cuda czynią w powiatowych
Przykładów nowatorstwa w niewielkich lecznicach jest wiele.

Chirurdzy ze Szpitala Powiatowego w Myślenicach w zeszłym roku pozszywali bijące serce i uratowali życie 36-latka (ewenement w tego typu szpitalach). W Szpitalu im. świętej Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy przeprowadzają operacje przeszczepu ręki od zmarłego dawcy. W Szpitalu Miejskim w Olsztynie wykonano w tym roku pierwsze w woj. warmińsko-mazurskim operacje lobektomii VATS u chorych na raka płuca (metoda ta zmniejsza ból pooperacyjny i ułatwia szybszy powrót do zdrowia). Na Oddziale Urazowo-Ortopedycznego w Szpitalu Powiatowym w Łęcznej stosują szybką rehabilitację, która umożliwia pacjentom z wymienionym stawem kolanowym lub biodrowym powrót do domu w ciągu pięciu dni.

Listę można ciągnąć. Doszło nawet do tego, że w czerwcu tego roku został podpisany list intencyjny pomiędzy Uniwersytetem Medycznym we Wrocławiu, podmiotem tworzącym Uniwersytecki Szpital Kliniczny, a Starostwem Powiatowym w Trzebnicy, któremu podlega Szpital im. św. Jadwigi Śląskiej. Intencją listu jest docelowo połączenie trzebnickiego szpitala z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu.

Dodajmy, że trzebnicka placówka jest światowym liderem i jedynym ośrodkiem w Polsce, w którym wykonuje się zabiegi transplantacji ręki. Pierwszy zabieg został przeprowadzony w 2006 r. przez zespół działający pod kierownictwem prof. Jerzego Jabłeckiego.

Tymczasem doniesień o medycznych sukcesach w szpitalach specjalistycznych jakby mniej było. Co się dzieje? Nie mają kadry, sprzętu i zaplecza?

Pod presją
Nic z tych rzeczy. Wydaje się, że osiadły na laurach, czyli na kontraktach. Nie odczuwają tak silnej presji, jak małe szpitale. Nikt przecież nie zdecyduje się odmówić pieniędzy wojewódzkiej lecznicy, w której jest tysiąc i więcej łóżek, bo zagrażałoby to bezpieczeństwu mieszkańców całego regionu. Co innego ze szpitalem powiatowym - w razie utraty kontraktu, ludzie mogą się leczyć w sąsiednich powiatach.

- Szpitale powiatowe muszą szukać dodatkowych źródeł finansowania. Ściągają więc jednego, dwóch specjalistów i zgłaszają ofertę Funduszowi, bo wiedzą, że wybrane wysokospecjalistyczne procedury są bardzo dobrze wyceniane - zauważa Sławomir Ogórek, który był dyrektorem kilku powiatowych szpitali.

Próbował szukać dla nich rynkowej niszy. - W Ostródzie planowaliśmy utworzenie ośrodka oparzeń. Nic z tego nie wyszło, m.in. dlatego że nie byliśmy w stanie zapewnić pacjentom pełnej opieki - wspomina. Zaznacza, że ze stworzeniem samego oddziału nie byłoby problemu.

Specjalista to nie wszystko
- Specjalistów można ściągnąć w każde miejsce. Przeprowadzą skomplikowane zabiegi. Trzeba tylko odpowiednio zapłacić - wyjaśnia. - Jednak zasadnicze pytanie brzmi: czy taki szpital jest w stanie zapewnić pacjentowi kompleksową opiekę przed zabiegiem, w czasie zabiegu i po zabiegu?

- Potrzebna jest baza techniczna, diagnostyczna i doświadczony personel - dodaje nasz rozmówca.

Opowiada, że do szpitali powiatowych przyjeżdżają np. wysokiej klasy chirurdzy dziecięcy. Sam zabieg operacyjny zostanie przeprowadzony perfekcyjnie, ale szpital powiatowy nie zagwarantuje odpowiedniej opieki nad dzieckiem.

- Operowanie kilkuletnich pacjentów jest dużym ryzykiem. Wystarczy powikłanie i trzeba umieścić dziecko na dziecięcym OIOM-ie, którego tego typu szpital nie ma. Wzywa się więc karetkę reanimacyjną, żeby zawieźć pacjenta na OIOM dziecięcy - twierdzi pediatra Sławomir Ogórek.

Przekonuje, że szpital powiatowy, nawet dobrze wyposażony, nie jest w stanie zapewnić tak kompleksowej opieki, jak wysokospecjalistyczny ośrodek. Jego zdaniem (a jest wizytatorem Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia i uczestniczył w ponad 100 przeglądach akredytacyjnych) zasadą powinno być, że wysokospecjalistyczne procedury powinno się przeprowadzać w szpitalach wysokospecjalistycznych. Natomiast powiatowe powinny zapewniać podstawową opiekę, co nie znaczy, że nie muszą szukać luk na rynku i świadczyć usług w wąskich, specjalistycznych zakresach.