MZ: nie ma wielkiego kryzysu dotyczącego długów szpitali, ale są inne problemy

Autor: Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 29 listopada 2019 05:57

Zobowiązania ogółem i wymagalne SP ZOZ-ów na koniec III kwartału 2019 wzrosły o kilkanaście proc. w stosunku do tego samego okresu w ubiegłym roku. - Nie powinniśmy się tym ekscytować. Za wzrostem bazy, czyli przychodów, zawsze idzie wzrost zobowiązań - mówi wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski. Stan budżetów szpitalnych pogarszać jednak może wzrost kosztów usług i podwyżka płacy minimalnej.

MZ: nie ma wielkiego kryzysu dotyczącego długów szpitali, ale są inne problemy
Resort zdrowia zaznacza, że finansowy obraz publicznych szpitali nie jest jednoznaczny; FOT. PTWP

Przyjrzyjmy się temu dokładniej: zobowiązania ogółem SP ZOZ-ów pod koniec września ub.r. wyniosły ok. 12,67 mld zł i po roku wzrosły o prawie 13 proc. do ponad 14,3 mld zł.  Z kolei zobowiązania wymagalne rok temu sięgały blisko 1,8 mld zł i wzrosły do prawie 2,07 mld zł (o 15,3 proc.)

Kiedyś długi były (relatywnie) większe
Wiceminister zdrowia przekonywał 28 listopada na spotkaniu z dziennikarzami, że to zjawisko dość normalne, bo rosnące przychody powodują rosnące koszty, chociażby z powodu większych wydatków na materiały, transport i przede wszystkim wynagrodzenia.

Inaczej kwestia zobowiązań wygląda, jeśli ją się przeanalizuje w relacji do stale rosnących nakładów ogółem na ochronę zdrowia.

- Wtedy kwota 14 mld zł zobowiązań ogółem nie wygląda aż tak strasznie. Obecnie stanowi 14 proc. nakładów ogółem na ochronę zdrowie (wynoszą nieco ponad 100 mld zł), a to jest tak mniej więcej od 2013 r. podobna liczba. Patrząc na zobowiązania przed 2013 r. to sytuacja nawet jest lepsza - wskazywał Sławomir Gadomski.

Zwraca uwagę, że jeśli przeanalizujemy z kolei relację zobowiązań wymagalnych do nakładów ogółem na ochronę zdrowia, to tak naprawdę od 2012 do roku 2018 mieliśmy do czynienia z trendem spadkowym.

- Ale teraz mamy dane z III kw. 2019 r. i jestem przekonany, że koniec roku będzie lepszy może nawet o kilkaset mln zł - to jest tendencja, która występuje co roku. Więc tak na dobrą sprawę również ciężko powiedzieć, że jesteśmy w szczycie kryzysu finansowania ochrony zdrowia, kryzysu zobowiązań wymagalnych. De facto ten poziom w relacji do dochodów jest znacznie niższy niż powiedzmy 5-10 lat temu - podkreślał Gadomski.

Obecnie, po III kwartale 2019 r. zobowiązania wymagalne szpitali wynoszą niespełna 2,1 mld zł. - Szacujemy dzisiaj ostrożnie, że po czwartym kwartale br. tak naprawdę będziemy mieli pewnie więcej zobowiązań wymagalnych niż w 2018, ale myślę że będzie to poziom ok 1,7-1,8 mld zł - wyliczał wiceszef resortu zdrowia.

Większość szpitali na plusie
Według Gadomskiego analizowanie i wyciąganie wniosków z nominalnego wzrostu zobowiązań nie jest kierunkiem, którym powinniśmy podążać. Musimy to przecież odnosić do łącznych wyników i sytuacji finansowej mierzonej skalą przychodów SP ZOZ-ów.

Co więcej, wiceminister zdrowia przekonuje, że obraz szpitali wygląda nieco inaczej od ich medialnego wizerunku. - Nie jest dzisiaj tak, że wszystkie SP ZOZ-y w kraju, albo ich przytłaczająca większość, mają powszechny problem z tym, co jest wyznacznikiem złej sytuacji, czyli zobowiązaniami wymagalnymi.

Podkreślił, że 73 proc. szpitali w ogóle nie ma zobowiązań wymagalnych. 80 proc. tych zobowiązań generuje zaledwie 6 proc. SP ZOZ-ów. W dużej części są to podmioty największe, najbardziej specjalistyczne, często szpitale kliniczne, np. placówki w Warszawie, Krakowie, Lublinie, Bydgoszczy itd.

- Pytanie jest takie, czy wysoki poziom zobowiązań w tych placówkach to efekt tego, że to po prostu szpitale kliniczne, czy to efekt zarządzania tymi jednostkami. Bo jeżeli mówimy, że w Polsce nie da się zarobić na ochronie zdrowia, warto spojrzeć na Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu - w poprzednim roku wypracował 21 mln zł zysku. Kolejne przykłady: szpital kliniczny w Otwocku - prawie 6 mln zysku, w Poznaniu - prawie 4 mln zł - wymieniał wiceminister.

Jak wskazywał, tych placówek wielodyscyplinarnych, ponadregionalnych, które są w stanie przejść restrukturyzację i wypracować finansową nadwyżkę, jest więcej. Przypominał casus Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, które w 2010 r. miało 100 mln zł zobowiązań wymagalnych. Dzisiaj ich nie ma. Placówka wzięła pożyczkę w Agencji Rozwoju Przemysłu i przez 9 lat wypracowywała nadwyżki, które umożliwiły jej spłatę. UCK jest obecnie podmiotem rentownym.

W tej kategorii większość zobowiązań również kumuluje się w nielicznych jednostkach. Aż 70 proc. zobowiązań wymagalnych szpitali klinicznych wygenerowały zaledwie trzy szpitale. Tak naprawdę 17 jednostek klinicznych (z 37) w ogóle nie ma żadnych zobowiązań wymagalnych.

- Nie da się uzdrowić systemu, jeśli te środki nie są efektywnie zarządzane. Widząc różnice między placówkami, takie że jedne potrafią wypracować 21 mln zysku, a inne - przy podobnym kontrakcie - mają 40 mln zł straty - trudno zgodzić się z tezą, że jest to efekt polityki ministerstwa - uzasadniał Sławomir Gadomski.

Widzialna ręka ministerstwa
Jak przekonywał, resortowi zależy na dobrym zarządzaniu szpitalami, a ponadto w sposób znaczący interweniuje w kwestii zobowiązań. - Zgodnie z pierwotnym planem NFZ na 2019 r. mieliśmy wydać na leczenie szpitalne 38,8 mld zł, ale po wszystkich tegorocznych zmianach do szpitali trafiło 4,5 mld zł - czyli łącznie 43,3 mld zł (11,6 proc. więcej) - podawał.

Dodatkowe pieniądze bardzo pomogły m.in. Samodzielnemu Publicznemu Zakładowi Opieki Zdrowotnej w Bielsku Podlaskim. - Po trzech kwartałach tego roku mieliśmy dużą stratę, jak na nasz szpital. Teraz, po 10 miesiącach już mamy zysk. Dzięki zwiększeniu wskaźnika o 4 proc. dla szpitali powiatowych, w październiku dostaliśmy dodatkowe pieniądze i zwiększyliśmy przychód o 2 mln zł - poinformowała Bożena Grotowicz, dyrektor szpitala w Bielsku Podlaskim.

Co spowodowało wcześniejsze problemy ze zbilansowaniem placówki? Wyższe koszty od stycznia br. placówka musiała ponosić, natomiast zwiększonego ryczałtu o 4 proc. od początku roku jeszcze nie było.

- Głównym obciążeniem są oczywiście wynagrodzenia, bo one stanowią największy procent budżetu. W moim szpitalu udaje się to jeszcze utrzymać na przyzwoitym poziomie, bo wynagrodzenia łącznie z kontraktami lekarskimi stanowią 66-67 proc. Ale są szpitale, gdzie ten wskaźnik jest powyżej 80 proc. - tłumaczyła dyrektor.

Obciążenia szpitali wzrosną
Dochodzi do tego kwestia wzrostu kosztu usług niemedycznych. - Zapowiedź wzrostu najniższego wynagrodzenia spowodowało to, że w ostatnich przetargach stawki za na pranie czy śmieci rosną przeraźliwie. Dwu- i  ponad dwukrotnie. Jednak większość usług pozamedycznych, dość nietypowo, jest w szpitalu wewnętrzna: kuchnia, sprzątanie, laboratorium. I nie chcę tego oddawać (zewnętrznym podmiotom - red.) - zaznaczyła Bożena Grotowicz.

Jak ocenił Sławomir Gadomski, koszty usług rosną jednak ponad miarę. - Rozumiem np. firmy sprzątające, które mówią, że szpitale muszą im podwyższyć kontrakty z powodu rosnących kosztów. Tylko jeśli wzrost płacy minimalnej to około 10 proc., a propozycje nowych umów rosną o 100 proc. - jest to ewidentne wykorzystywanie sytuacji - oburzał się wiceminister.

Jak podkreślała dyrektor Grotowicz, od nowego roku szpital znowu będzie miał wielki problem właśnie w związku z podwyższeniem stawki płacy minimalnej.

- Będę musiała 109 pracownikom wyrównać wynagrodzenie do najniższego, na co potrzeba ponad 2 mln zł. Natomiast innym grupom personelu też będzie trzeba zapewne podwyższyć pensje, bo jeżeli pół administracji w szpitalu nie osiąga dzisiaj tych 2600 zł zasadniczego wynagrodzenia, to jak sprzątaczka od stycznia dostanie 2600 zł, to księgowa czy statystyk medyczny nie będą chcieli za tyle samo pracować. Będą chcieli przynajmniej trochę więcej niż ma sprzątaczka. Więc szacujemy, że będzie nam brakowało około 8 mln zł - wyliczyła dyrektor szpitala w Bielsku Podlaskim.

Taki obraz SP ZOZ-ów nie jest na pewno jednoznaczny ani optymistyczny. - Chcieliśmy go pokazać w pewnym odniesieniu i skali, wskazać, że powinniśmy patrzeć przede wszystkim na rosnące koszty finansowania świadczeń, rosnące nakłady, kontrakty w lecznictwie szpitalnym. Dajemy więcej niż dawaliśmy, ale jakość zarządzania oraz podejście do restrukturyzacji jest również gigantycznie ważne - podsumował wiceminister Gadomski.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum