Lekarze z Ukrainy? Przyjadą do nas tylko nieliczni...

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 09 maja 2017 06:00

Nie sprawdziły się oczekiwania, że lekarze napływający z Ukrainy zmniejszą niedostatki kadrowe w Polsce. W naszym kraju pracuje ich niespełna trzystu. Zniechęcają nie tyle egzaminy, co dość kosztowne formalności i np. konieczność odbywania stażu podyplomowego w ramach wolontariatu. - Z czego wtedy żyć? - pytają.

Lekarze z Ukrainy? Przyjadą do nas tylko nieliczni...
Czesi aktywnie pozyskują lekarzy z Ukrainy. Przekonują, że "nostryfikacja dyplomu łatwiejsza niż w Polsce". Fot. Archiwum

Lekarze z Ukrainy, by pracować w Polsce, podobnie jak inni obcokrajowcy, muszą nostryfikować dyplom, zdać egzamin z języka polskiego oraz Lekarski Egzamin Końcowy i odbyć 13-miesięczny staż w ramach wolontariatu. Jest wyjątek od tych reguł - absolwenci medycyny posiadający Kartę Polaka lub małżonkowie obywatela Polski mogą uzyskać płatny staż podyplomowy.

- Dzięki polskiemu pochodzeniu miałem pensję stażysty, to dużo ułatwiało - mówi nam Nazarij Koziar, lekarz kierujący SOR w Zagłębiowskim Centrum Onkologii - Szpitalu Specjalistycznym im. Sz. Starkiewicza w Dąbrowie Górniczej.

Jak wspomina, 12 lat temu, gdy zaczynał nowe życie w Polsce, na Ukrainie zostawił pracę, w której na półtora etatu jako lekarz zarabiał równowartość... 450 zł. To daje wyobrażenie o tym, jak trudne do udźwignięcia są dla młodego lekarza z Ukrainy koszty utrzymania w Polsce zanim uzyska on prawo wykonywania zawodu.

Najpierw nostryfikacja
Dr Wojciech Domka, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Rzeszowie, zaznacza, że wymogi wobec lekarzy ukraińskich dotyczące LEK i tzw. uznania dyplomu są takie same jak te, które musi spełnić obywatel polski wracający do kraju po ukończeniu studiów lekarskich na Ukrainie.

Nie jest zatem istotne obywatelami jakiego kraju są lekarze, ale jaki poziom wiedzy i umiejętności posiadają, i to jest sprawdzane, zanim otrzymają zgodę Izby na wykonywanie zawodu.

Regulamin nostryfikacji przeprowadzanej np. w Śląskim Uniwersytecie Medycznym (SUM) w Katowicach precyzuje, że Rada Wydziału dokonuje analizy m.in. programu studiów odbytych w macierzystej uczelni kandydata i w przypadku stwierdzenia różnic, wymaga zdania brakujących egzaminów w formie testowej. Opłata nostryfikacyjna w 2016 r. wynosiła w SUM 2 696 zł.

Jak mówi nam doktor Stepan Lysak (właśnie zdał PES), pracujący w Leżajsku absolwent Tarnopolskiego Państwowego Medycznego Uniwersytetu - nostryfikował dyplom w 2009/2010 r. w SUM w Katowicach - uczelnia rygorystycznie sprawdzała wiedzę, choć sam nie dopatrzył się niedoborów programowych.

- Zdawałem egzamin z chorób wewnętrznych, chirurgii, medycyny opartej na dowodach naukowych, a moja żona - z psychiatrii, chorób wewnętrznych, medycyny opartej na dowodach naukowych - opowiada.

Inny lekarz pracujący na Podkarpaciu (zastrzegł nazwisko - red.) dodaje, że według jego wiedzy, generalnie zdawalność wspomnianych egzaminów w Polsce wśród ukraińskich lekarzy wynosi poniżej 30 proc.

Cała procedura nostryfikacji - jak ocenia Stepan Lysak - zajmuje od 6 miesięcy do 12-24 miesięcy i więcej. Wiąże się dodatkowo z kosztami tłumaczeń dokumentów, podróży, zamieszkania, kosztami wizowymi, koniecznością wnioskowania o wizy, stania w kolejkach po wizy itd., co może wymagać wydatków sięgających 10 tys. zł.

Potem egzaminy - z polskiego i LEK
W międzyczasie trzeba, co oczywiste, udowodnić znajomość języka. W 2016 r. do egzaminu z języka polskiego przed Naczelną Izbą Lekarską przystąpiło 163 cudzoziemców, w tym 83 z Ukrainy. Egzamin składa się z dwóch części zawierających treści o charakterze medycznym: pisemnej i ustnej.

- Część pisemna to dyktando oraz pytania testowe potwierdzające zrozumienie tekstu. Druga część to sprawdzenie umiejętności w gabinecie lekarskim, gdy w rolę pacjentów z określonym przypadkiem chorobowym wciela się komisja egzaminacyjna - informuje rzecznik prasowy NIL Katarzyna Strzałkowska. Lekarski egzamin językowy w 2016 r. zdało 129 osób, w tym 65 z Ukrainy.

Z danych przekazanych nam przez Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi wynika, że wśród osób, które przystępowały do LEP/LEK w latach 2008-2017 było 197 lekarzy z obywatelstwem ukraińskim.

- To zaledwie 6,2 promila zdających w tym czasie - mówi prof. Mariusz Klencki, dyrektor CEM, nawiązując do zadawanego przez nas pytania o przypuszczalną skalę obecności lekarzy z Ukrainy na polskim rynku pracy. 142 zdających Ukraińców (72 proc.) uzyskało pozytywny wynik na egzaminie (niekoniecznie za pierwszym razem).

Staż i rezydentura - radź sobie
Po LEK pora na staż podyplomowy. Dla lekarza z Ukrainy, bez związków z Polską, szansą na jego odbycie jest wolontariat. - Cały rok nie otrzymujesz żadnego wynagrodzenia, a wykonujesz te same czynności, co każdy stażysta obywatel polski - tak jeden z lekarzy opisuje położenie, w jakim się znajdował.

Stepan Lysak dopowiada, że aby legalnie przebywać na terytorium Polski, przez okres 13 miesięcy stażu lekarz ukraiński musi posiadać "jakieś zezwolenie". Wizy w takich celach i na taki termin nie są wydawane. - Pozostaje karta czasowego pobytu, ale trzeba posiadać pieniądze na życie. Jest sposób - rachunek w polskim banku z odpowiednią kwotą; musi cię wesprzeć rodzina - podsumowuje.

Po stażu ukraińskiemu doktorowi - który miałby wypełnić wakat po emigrującym polskim - jest już nieco łatwiej. Otrzymuje w NIL prawo wykonywania zawodu i może już leczyć, po uzyskaniu od wojewody zezwolenia na pracę, z tym, że dotyczy ono konkretnej placówki. - W tej sytuacji obcokrajowcom jest na rękę to, że brakuje lekarzy w całej Polsce i pracę można znaleźć - dzieli się uwagami inny lekarz mieszkający i pracujący na Podkarpaciu.

Ale co, jeśli chciałby - jak polscy koledzy - być specjalistą? - W praktyce szukasz małego szpitala powiatowego, gdzie będziesz zatrudniony na etacie. Otrzymujesz wynagrodzenie, a kursy specjalizacyjne odbywasz w większym ośrodku. Dyrektorowi, żeby cię zatrudnił na etat, obiecujesz, że wrócisz jako specjalista i będziesz pracować w tym szpitalu - mówi w oparciu o doświadczenia własne nasz rozmówca.

W Czechach mają łatwiej?
Doktor pracujący w Leżajsku dodaje od siebie, że po 5 latach pracy w Polsce ukraińscy lekarze mogą starać się o stały pobyt: - Po otrzymaniu stałego pobytu już można pracować w oparciu o różne formy zatrudnienia, nie potrzeba więcej zezwoleń na pracę. Po 5 latach również można wnioskować o nadanie obywatelstwa polskiego.

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce prawo wykonywania zawodu uzyskało dotąd dokładnie 291 lekarzy z Ukrainy. Można ich spotkać m.in. w Wojewódzkim Szpitalu im. Św. Ojca Pio w Przemyślu. Tam spośród ok. 300 lekarzy dziesięciu jest obywatelami Ukrainy, trzech ma Kartę Polaka.

Dyrektor naczelny placówki Piotr Ciompa, przypuszcza, że na większe niż dotąd zainteresowanie pracą w Polsce lekarzy z Ukrainy nie ma co liczyć.

- Są kraje pod tym względem dla nich bardziej atrakcyjne niż nasz, np. Republika Czeska, która aktywnie pozyskuje lekarzy z Ukrainy. Jedna z agencji pracy działająca wśród lekarzy we Lwowie zachęca do podjęcia pracy w Czechach rozdając ulotki z hasłem "nostryfikacja dyplomu łatwiejsza niż w Polsce". Nie sądzę, by pisali tak bezpodstawnie - mówi dyrektor.

Jak dodaje dr Wojciech Domka, lekarze z Ukrainy deklarują w rozmowach, że Polska jest krajem dobrym do życia. Rozważaliby możliwość przeprowadzki i podjęcia pracy. Jednak kiedy uzyskują dokładne informacje o zarobkach, systemie pracy, dyżurach, wymaganiach pracodawców - zmieniają zdanie.

Czytaj też: Lekarze z zagranicy nie wypełnią luki pokoleniowej wśród polskich lekarzy

- Przy obecnych wynagrodzeniach wątpię, by do Polski przybyło wyraźnie więcej lekarzy z Ukrainy. Są kraje w Unii Europejskiej, gdzie procedura nostryfikacji jest dużo lżejsza, szybsza i tańsza, a i wynagrodzenie przeliczając w euro jest wyższe niż w Polsce. Mam dużo znajomych, którzy właśnie dlatego emigrując z Ukrainy wybrali inne kraje - rozważa Stepan Lysak.

Przypomina, że w Polsce główną barierą dla młodych lekarzy z Ukrainy wcale nie są egzaminy, ale wydatki na procedury urzędowe i utrzymanie. - Sam staż podyplomowy, to wydatek rzędu 20 tys. zł koniecznych by utrzymać się przez rok - oblicza.

Mówią, że i tak było warto
Kto zatem z lekarzy zdecyduje się na przyjazd z Ukrainy? Głównie ci, którzy stawiają na rozwój zawodowy lub nie mają co liczyć w swoim kraju na dobrą pracę. - Proszę sobie wyobrazić warunki pracy i wyposażenie szpitali podobne do tych, jakie były w Polsce wiele lat temu, to jest inny świat, świat poza Unią - podaje doktor Koziar.

-Wszystko jest do pokonania. Patrząc z perspektywy na moją trudną drogę mogę powiedzieć, że było ciężko, ale i warto, w 100 procentach - podsumowuje w rozmowie z nami swój kilkuletni pobyt w Polsce lekarz z Podkarpacia.

I on jednak nie uważa, by Polska była szczególnie atrakcyjnym krajem dla lekarzy ukraińskich. Dodaje: - Od lipca 2017 roku mają skasować wizy dla Ukraińców. Może wtedy będzie nieco łatwiej. Zobaczymy.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum