Lekarze "jedynkowicze". Czy ich doświadczenie zostanie wykorzystane w pakiecie kolejkowym?

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 30 lipca 2014 06:15

W Ministerstwie Zdrowia rozważane jest zrównanie uprawnień lekarzy z I stopniem specjalizacji, posiadających odpowiednie doświadczenie, z uprawnieniami lekarzy specjalistów. Zdaniem OZZL i samorządu lekarskiego "jedynkowicze" powinni odzyskać pełną możliwość pracy w ramach kontraktu z NFZ, o ile ministerstwo poważnie myśli o poprawie dostępności do specjalistów w ramach tzw. pakietu kolejkowego.

Jednak resort przekonuje jednocześnie, że zwiększanie wielkości kontraktów, a tym samym zwiększanie zatrudnienia lekarzy z pierwszym stopniem specjalizacji nie jest gwarancją ograniczenia kolejek do specjalistów. NFZ z kolei nie zgadza się z opinią, że mniejsze uprawnienia lekarzy "jedynkowiczów" doprowadzają do ograniczania dostępności do świadczeń AOS.

Walka na punkty
Pod koniec czerwca Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, w liście do Tadeusza Jędrzęjczyka, prezesa NFZ, zwrócił się z wnioskiem o zmianę zarządzenia w sprawie określania kryterium oceny ofert w postępowaniu o zwarcie umów na AOS. Zmiana ta miałaby polegać na rezygnacji przez Fundusz z różnicowania ilości punktów przyznawanych świadczeniodawcom AOS w zależności od tego czy zatrudniają lekarzy "jedynkowiczów" czy "specjalistów".

OZZL zarzuca ministrowi zdrowia i rządowi, że z jednej strony ogłasza wojnę z kolejkami, a z drugiej akceptuje działania NFZ, które te kolejki istotnie zwiększają. Bo wydłużanie się kolejek ma wynikać właśnie m.in. z "pozbawiania pracy" lekarzy z I stopniem specjalizacji.

Sprawa nie jest nowa. Kiedy w 2011 roku pojawił się projekt rozporządzenia eliminujący "jedynkowiczów", Maciej Hamankiewicz prezes Naczelnej Izby Lekarskiej korespondował z ówczesnym ministrem zdrowia Ewą Kopacz, prosząc, by umożliwić lekarzom z pierwszym stopniem specjalizacji kontynuowanie pracy w ramach umowy z NFZ.

- Ten problem został rozwiązany szybko i zgodnie z wolą samorządu lekarskiego. Minister Kopacz wycofała się z tego pomysłu. Niestety wrócił, już nie w ustawie "koszykowej" a w rozporządzeniu prezesa NFZ - stwierdza dr Maciej Hamankiewicz.

Sprawa dotyczy sporej grupy lekarzy. Zdeterminowani, aby bronić swoich interesów i skonsolidować środowisko lekarzy posiadających I stopień specjalizacji, utworzyli Stowarzyszenie Lekarzy Polskich, które z założenia ma wspierać "jedynkowiczów" przy kontraktowaniu umów z NFZ.

Zdaniem Elżbiety Augustyniak-Brudz, przewodniczącej Stowarzyszenia, w sytuacj kiedy brakuje lekarzy, dyskryminowanie tych z I stopniem specjalizacji i bogatym doświadczeniem prowadzi wręcz do patologii. - Zdarza się, że w poradniach specjalistycznych lekarze przyjmują i po 40 pacjentów dziennie, bo nikt ich nie zastąpi - mówi Augustyniak-Brudz. Tymczasem "jedynkowicze" nawet tracili pracę.

Było ciężko
Kilka miesięcy bez pracy był lekarz laryngolog Zbigniew Czapla. Został zwolniony w Skierniewicach z przychodni Medyk, z przychodni Eskulap, stracił pracę w zamkniętej przychodni na osiedlu Widok, na 3 miesiące zamknięto też przychodnię przyszpitalną, w której pracował ponad 30 lat.

- Początkowo było bardzo ciężko. Sytuacja zmusiła mnie do otwarcia prywatnego gabinetu, a ponieważ pacjenci zawsze do mnie lgnęli, jakoś mnie utrzymali - mówi doktor Czapla. Dzisiaj pracuje zarówno w przychodniach, które mają umowę z NFZ, jak i prywatnie. Mówi refleksyjnie: - Miałem to szczęście, że obok laryngologii, w której mam "jedynkę", mam także "dwójkę" z audiologii.

Jak przypomina, wielu jest jednak lekarzy, którzy mają tylko "jedynki", nie z zaniedbania, ale z powodu różnych wydarzeń losowych. - Lekarz to oczywiście taki zawód, w którym całe życie trzeba się dokształcać. Ale lekarz pracując 20-30 lat dodatkowo zdobywa trudne do przecenienia doświadczenie, ma też wynikającą z niego intuicję. Okazało się jednak, że to jest nieistotne. Po 30 latach pracy wyrzucenie na bruk, nie było miłe - wspomina doktor Czapla z goryczą w głosie.

Jak zaznacza, kiedy niemal z dnia na dzień z powodu - jak mówi - bzdurnych przepisów, został bez pracy, szukał pomocy. Napisał do Rzecznika Praw Obywatelskich, do Ministerstwa Zdrowia. Pytał dlaczego system lekką ręką pozbywa się "jedynkowiczów". Do dzisiaj nie otrzymał odpowiedzi.

Blisko 17 proc lekarzy ma tylko I stopień specjalizacji
Ilu jest w Polsce "jedynkowiczów"? Według danych otrzymanych z NIL, 30 czerwca br. lekarzy i lekarzy dentystów różnych specjalności wykonujących zawód było 157 390. W tej liczbie lekarzy specjalistów było 111 026, a specjalistów z I stopniem - 46 364. Jak podaje resort zdrowia, w lutym br. lekarzy posiadających wyłącznie I stopień specjalizacji było 32390 - w tym 26 402 wykonujących zawód.

Danymi, ilu lekarzy pracujących do 2011 roku w poradniach AOS zostało zmuszonych do odejścia z tych poradni w latach 2012-2014 ministerstwo nie dysponuje.

W Łodzi, w czasie kontraktowania AOS na lata 2012- 2014 placówki, które wykazały w ofertach lekarzy z "jedynką" miały niewielkie szanse na uzyskanie kontraktu, mimo że spełniały wszelkie inne wymagania Funduszu, łącznie z certyfikatami ISO. Straciły szczególnie duże przychodnie miejskie, które od lat przyjmowały wielu pacjentów i zatrudniały na umowę o pracę lekarzy z I stopniem specjalizacji. Nie dostały w ogóle kontraktów.

- Aby ratować sytuację musieliśmy zatrudnić w poradni neurologicznej i dermatologicznej lekarzy z II stopniem specjalizacji. W poradni ginekologicznej, gdzie pracuje dwoje lekarzy z jedynką, dostaliśmy kontrakt tylko chyba z tego względu, że wykazaliśmy w ofercie bardzo dużo godzin oraz nowoczesny sprzęt, którego żaden inny gabinet poradni ginekologiczno położniczej na naszym terenie nie posiadał - mówi Ewa Matusiak, kierownik przychodni Centrum Medyczne Remedium w Łodzi.

Jak przekonuje, z jej obserwacji w poradni - a ma duże doświadczenie w kierowaniu przychodnią - nie ma różnicy w wykonywaniu zawodu pomiędzy "jedynkowiczem" a specjalistą.

- Być może są takie obszary, gdzie dzisiejszy specjalista - dawniej lekarz z "dwójką" ma jakąś przewagę. W poradni AOS - nie ma to znaczenia. Być może ta "dwójka" jest nieodzowna dla tych, którzy pracują w szpitalach, w jakichś klinikach, prowadzą zajęcia ze studentami, prowadzą badania naukowe. Nie widzę jednak podstaw do tego by w pracy w przychodni, lekarz z "jedynką" posiadający 10-, 15-, 20-letnie doświadczenie był gorzej traktowany przez NFZ - stwierdza Ewa Matusiak.

Sam się zwolnił z pracy
Sytuacja doktora Zbigniewa Figata, ginekologa z ponad 20 letnim doświadczeniem, jest dobitnym przykładem jak w praktyce działa rozporządzenie dyskryminujące lekarzy z I stopniem specjalizacji. Będąc jednocześnie lekarzem i pracodawcą, sam siebie i kolegę musiał zwolnić z pracy w przychodni specjalistycznej NZOZ Judyta w Skierniewicach.

- Specjalizację z ginekologii uzyskałem w 1988 roku. Byłem cały czas czynnym lekarzem i jednocześnie zajmowałem się zarządzaniem w ochronie zdrowia. Tworzyłem obecny system ubezpieczeń zdrowotnych. Otrzymałem nawet dyplom od pełnomocnika rządu za szczególny wkład tworzenia systemu ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce. Byłem jedną z 52 osób, które w 1998 tworzyła jego zręby - mówi Zbigniew Figat, który w swojej karierze zawodowej był też dyrektorem łódzkiej Kasy Chorych, dyrektorem szpitala.

- W momencie kiedy już cały swój czas chciałem poświęcić medycynie, okazało się, że nie mogę pracować w swojej przychodni w ramach kontraktu z NFZ, bo przychodnia przegrałaby konkurs. To dotyczyło także mojego kolegi Piotra Surmackiego, który ma doktorat, jest wykładowcą AM w Łodzi, ale z ginekologii ma tylko "jedynkę". Musiałem podjąć decyzję. Nie zostaliśmy zgłoszeni, a w nasze miejsce przyjęliśmy lekarzy z II stopniem specjalizacji - dodaje.

- Sam sobie, mając NZOZ, jakoś poradziłem, ale znam lekarzy, którzy nagle zgłosili się do urzędu pracy, nie mając środków do życia - zaznacza doktor Figat.

MZ rozważa, zdaniem NFZ nie jest źle...
Co Ministerstwo Zdrowia odpowiada na postulaty dotyczące zatrudniania "jedynkowiczów" podnoszone przez samorząd lekarski i zawiązki zawodowe lekarzy?

Jak informuje Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy ministerstwa, w resorcie rozważane jest zrównanie uprawnień lekarzy z I stopniem specjalizacji, posiadających odpowiednie doświadczenie, z uprawnieniami lekarzy specjalistów - w odniesieniu do możliwości realizacji świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

Jednak rzecznik przekonuje jednocześnie, że zwiększanie wielkości kontraktów, a tym samym zwiększanie zatrudnienia lekarzy z pierwszym stopniem specjalizacji nie jest gwarancją ograniczenia kolejek.

Rzecznik dodaje, że z informacji przekazanych przez NFZ do ministerstwa wynika, że Fundusz nie wyklucza możliwości weryfikacji wyceny punktowej dotyczącej personelu - w  ramach zarządzenia określającego kryteria oceny ofert w postępowaniu w sprawie zawarcia umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej.

- NFZ nie zgadza się z opinią, że z powodu przepisów zawartych w zarządzeniu w sprawie określenia kryteriów oceny ofert w postępowaniu w sprawie zawarcia umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej zmniejszyła się dostępność do świadczeń AOS - informuje Krzysztof Bąk.

Zdaniem rzecznika Ministerstwa Zdrowia, dostępność, mierzona liczbą punktów na realizację świadczeń, wzrasta stopniowo w kolejnych latach, a świadczenia są wykonywane przez personel medyczny zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 6 listopada 2013r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

- Dynamika liczby punktów świadczy, że Fundusz osiąga cel, którym jest zwiększanie - lub co najmniej utrzymywanie - poziomu wykonywania świadczeń AOS - przekonuje rzecznik.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum