Lekarze POZ będą pracować krócej, czyli dostępność dla pacjenta bez zmian?

Autor: Daniel Mieczkowski/Rynek Zdrowia • • 18 sierpnia 2010 06:30

Zgodnie z projektem rozporządzenia ministra zdrowia, lekarz rodzinny będzie musiał zapewnić pacjentom dostęp do świadczeń zdrowotnych zgodnie z własnym harmonogramem pracy, czyli przez 7 godzin i 35 minut, a nie jak dotąd, przez 10 godzin.

Chodzi o rozporządzenie zmieniające rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej. O planowanych zmianach portal rynekzdrowia.pl pisał 13 sierpnia, w dniu przekazania przez resort zdrowia projektu rozporządzenia do konsultacji zewnętrznych. Jak komentuje nowe regulacje środowisko lekarskie?

Na razie obowiązkiem świadczeniodawcy z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej, który chce podpisać kontrakt z NFZ, jest zapewnienie pacjentom dostępu do usług medycznych przez 10 godzin dziennie: od godz. 8 do 18. Zdaniem Ministerstwa Zdrowia, skrócenie tego czasu nie odbije się negatywnie na dostępności usług lekarzy POZ.

Status quo utrzymane

Włodzimierz Bołtruczuk, prezes Podlaskiego Związku Lekarzy Pracodawców Porozumienie Zielonogórskie wyjaśnia, że rozporządzenie usankcjonuje po prostu istniejący stan.


– Fakt, że lekarz będzie pracował 7 godz. i 35 minut nie oznacza, że przychodnia nie będzie otwarta od godz. 8 do 18 – przekonuje Włodzimierz Bołtruczuk. – Poza czasem poświęcanym bezpośrednio pacjentom, należy jeszcze wykonywać obowiązki administracyjne – dodaje prezes PZLP PZ.

Na brak zmian w zakresie odpowiedzialności przychodni POZ zwraca też uwagę Adam Windak, małopolski konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny rodzinnej. Jednocześnie jednak uważa, że przyjęcie 7 godzin i 35 minut jako czasu pracy lekarza wydaje się kuriozalne.

– Właściwie odpowiada to etatowi, a od tego mieliśmy odejść – przypomina Adam Windak. Jego zdaniem najbardziej racjonalne byłoby dopasowanie godzin pracy lekarza rodzinnego do listy pacjentów, których ma przyjąć.

SOR-y bardziej oblężone?
Mogłoby się wydawać, że okrojenie liczby godzin pracy lekarzy POZ przełoży się na wzrost liczby pacjentów z drobnymi dolegliwościami, zgłaszających się do szpitalnych oddziałów ratunkowych. Czarosław Kijonka, ordynator SOR Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu jest jednak przekonany, że wspomniana zmiana nie będzie znacząco wpływać na sytuację w oddziałach ratunkowych.

– Lekarze POZ i bez tego często odsyłają swoich pacjentów do szpitala – zaznacza ordynator. I dodaje, że przeciążenie i tak skromnego budżetu SOR-ów, spowodowane napływem pacjentów POZ, jest poważnym problemem szpitali.

– Co najmniej 35 proc. osób, które do nas trafiają, to pacjenci podstawowej opieki zdrowotnej – nie ukrywa Czarosław Kijonka.

Tymczasem, zdaniem Włodzimierza Bołtruczuka, przeładowanie szpitalnych oddziałów ratunkowych to wynik złego zarządzania, nieumiejętnej selekcji pacjentów, złej organizacji, a nie problem systemowy.

Adam Windak stawia jednak inną diagnozę. Według niego przeciążenie SOR-ów pacjentami POZ jest głównie wynikiem regulacji działających w systemie.

– Pacjent może korzystać i korzysta z placówek ochrony zdrowia w dowolny sposób – ocenia  Windak. – Z jakiegoś powodu wybiera SOR, a nie lekarza rodzinnego i po prostu realizuje swój wybór – dodaje.

Dariusz Hankiewicz, dyrektor SPZOZ z odziałem ratunkowym im. Feliksa Skubiszewskiego w Radzyniu Podlaskim także uważa, że głównym problemem jest otwartość systemu ratownictwa medycznego dla wszystkich zgłaszających się pacjentów. Jego zdaniem regulacje Ministerstwa Zdrowia w sprawie POZ nie będą miały istotnego wpływu na SOR-y. Co więcej, dyrektor Hankiewicz ocenia, że projektowane zmiany idą w dobrym kierunku: obarczanie lekarza rodzinnego pracą przez 10 godz. dziennie, jak dotychczas, nie jest dobrym rozwiązaniem.

System do poprawy
Zgoda panuje co do jednego: zlikwidowanie napięć pomiędzy medycyną rodzinną a ratownictwem medycznym, w szczególności szpitalnymi oddziałami ratunkowymi, wymaga zmian systemowych,  zarówno po stronie POZ, jak i szpitali.

Adam Windak jest zdania, że pożądane byłyby zachęty dla pacjentów do racjonalnego korzystania z placówek medycznych. Chodzi przy tym o odczuwalne dla chorych korzyści z odpowiedniego poruszania się w systemie.

Według Czarosława Kijonki szpitalom potrzebna jest z kolei możliwość niekwalifikowania osób z drobnymi dolegliwościami jako pacjentów w ramach finansów ratownictwa medycznego. Rozwiązaniem mogłoby być umożliwienie szpitalom ewidencjonowania takich chorych.

 – Szpitale mogą ich przyjmować, jednak powinny mieć z tego tytułu podpisaną dodatkową umowę z NFZ – uważa Kijonka.

Ważnym elementem systemu, który odciążyłby SOR-y, mogłaby być ambulatoryjna opieka nocna i świąteczna przy oddziałach ratunkowych. Dariusz Hankiewicz zauważa, że w przypadku jego placówki część pacjentów, którzy zgłaszali się do pogotowia, przejęła taka właśnie przychodnia.

– Ambulatoria przy pogotowiu zupełnie się nie sprawdzają. Na ogół na chorego czeka tam lekarz, którego jedynym wyposażeniem jest stetoskop. Osoby, które trzeba zdiagnozować i tak trafiają na SOR – podsumowuje ordynator Kijonka.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum