Kraków: pielęgniarki i położne ze Szpitala Uniwersyteckiego domagają się podwyżek

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 23 kwietnia 2020 18:30

Pielęgniarki i położne ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie w publicznym apelu skierowanym do dyrekcji placówki, domagają się podwyżek. Jak tłumaczą, pracują z narażeniem zdrowia, a w instytucji są braki kadrowe i problemy z komunikacją z przełożonymi.

Dyrekcja placówki ma w piątek odnieść się do apelu o podwyżki dla położonych i pielęgniarek, w którym przedstawiły one swoje postulaty. Fot. Szpital Uniwersytecki w Krakowie

Rzecznik krakowskiego szpitala uniwersyteckiego Maria Włodkowska poinformowała PAP, że dyrekcja placówki w piątek odniesienie się do apelu o podwyżki dla położonych i pielęgniarek, w którym przedstawiły one swoje postulaty.

W rozmowie z PAP pełnomocnik Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Ewa Wronikowska tłumaczyła, że głównym problemem w placówce jest brak skutecznej komunikacji z dyrekcją szpitala, mimo kierowanych do niej zapytań, m.in. odnośnie wysokości wynagrodzeń osób pełniących te dwie profesje.

- Jako Związek nie jesteśmy w stanie też dowiedzieć się, ile dodatkowych pieniędzy przekazanych zostało do naszej placówki - jako szpitala jednoimiennego, czy też jaka część tych środków może zostać przeznaczona na okresowy wzrost wynagrodzeń - dodała.

Wronikowska tłumaczyła, że część pielęgniarek pełni dyżury medyczne, część zrezygnowała również z dodatkowego zatrudnienia, oczekując, że ich praca w Szpitalu Uniwersyteckim w trudniejszych niż dotychczas warunkach zostanie wynagrodzona.

- Ale związek nie ma żadnych informacji na temat prowadzonej w placówce polityki kadrowej w czasie epidemii. A zrzesza 500 pielęgniarek i położnych, więc jest to ogromna liczba pracowników - powiedziała.

Zapytana o to, jakiego wzrostu wynagrodzeń oczekują pracownice wyjaśniła, że "trudno jest występować z konkretnymi propozycjami, gdy wciąż nie udostępniono wykazu wynagrodzeń, a rola związku zawodowego jest marginalizowana".

Jak dodała, najbardziej pożądanym stanem rzeczy byłoby podniesienie pensji na stałe, ze względu na braki kadrowe. Wskazała, że problem stanowiły one już przed epidemią koronawirusa. Wyjaśniła, że według szacunków w szpitalu brakowało ok. 200 pielęgniarek. Teraz część z tych pracujących skorzystała z możliwości podjęcia opieki nad dzieckiem w domu, przebywa na kwarantannie lub ma schorzenia, które uniemożliwiają im pracę w takich warunkach.

- Pielęgniarki i położone pracują z koniecznością zachowania maksymalnej ostrożności, bo nie chodzi tylko o nie, ale też o ich rodziny, współpracowników i innych pacjentów. Towarzyszy im duży stres, a dostarczane im środki ochronne są niewystarczające - wyjaśniła Wronikowska.

Dodała, że środkiem, który najlepiej chroni przed zakażeniem jest specjalistyczny kombinezon, jednak pielęgniarki często pracują w fartuchach barierowych i maskach chirurgicznych.

- Jako związek zakupiliśmy ostatnio 200 kombinezonów, ale pielęgniarek w szpitalu jest 1700, a są to środki jednorazowe - tłumaczyła pełnomocnik Związku.

W czwartkowym apelu przesłanym mediom, pracownice zapewniły, że są świadome swoich obowiązków, do których należy ratowanie zdrowia i życia pacjentów. Wskazały jednak, że nie czują się przygotowane do zmierzenia się z tak bezprecedensową sytuacją.

Dodały, że placówki takie, jak jednoimienny Szpital Uniwersytecki "otrzymały dodatkowe środki zarówno z budżetu państwa, jak i z NFZ - doszło do zwiększenia wyceny świadczeń".

- Niestety, w żaden sposób nie przełożyło się to na nasze wynagrodzenia - wskazały i podkreśliły, że dyrekcja miała obiecać im "specjalne świadczenia i podwyższenie stawek godzinowych", czego nie zrealizowała.

- Kiedy w tym Szpitalu - jednym z największych i najnowocześniejszych w kraju - skończy się wyszarpywanie pieniędzy dla pielęgniarek i położnych? - zapytały apelujące.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum