Koszty pracy systematycznie rosną. Jak zbilansować budżety szpitali?

Autor: Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 19 października 2017 05:51

Po wzroście płacy minimalnej od 1 stycznia 2017 r. (skok z 1850 zł do 2000 zł brutto), znów czeka nas znacząca podwyżka kosztów pracy. Rząd zdecydował, że od 1 stycznia minimalne wynagrodzenie w 2018 r. będzie wynosiło 2100 zł, a stawka godzinowa - 13,70 zł. Jak to wpłynie na finanse i funkcjonowanie szpitali?

Koszty pracy systematycznie rosną. Jak zbilansować budżety szpitali?
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Menedżerowie wskazują, że konsekwencje dla finansów szpitali będą oczywiście niebagatelne. Pociągnie to za sobą skutki nie tylko w postaci podniesienia najniższego wynagrodzenia pracownikom zatrudnionym w szpitalu, ale również przełoży się na koszty firm zewnętrznych, świadczących dla szpitali usługi sprzątania, prania, kuchni, ochrony itd.

Nie ma wyjścia
- Oszacowaliśmy, że nasze koszty wzrosły o około 800 tys. zł w skali roku po wejściu w życie podwyżki płacy minimalnej na początku stycznia br. – mówi Krystyna Piskorz-Ogórek, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

Do tej pory zawsze jakaś część zapłaty za nadwykonania pomagała uporać się z dodatkowymi kosztami. Dlatego teraz, przy finansowaniu ryczałtowym, dyrektor nie ukrywa, że martwi się faktem kolejnego wzrostu płacy minimalnej.

Szpitale nie mają wyjścia. Jak wyjaśnia dyrektor Piskorz-Ogórek, jednocześnie ze wzrostem najniższego wynagrodzenia, który wszedł w życie w styczniu 2017 roku, wprowadzono zapis mówiący o renegocjacjach umów zawartych na podstawie prawa zamówień publicznych. I to spowodowało tę lawinę oczekiwań firm outsourcingowych związanych ze wzrostem najniższego wynagrodzenia.

- W przypadku braku odpowiedzi z naszej strony na ich postulaty, firmy wypowiadają usługi. Musimy przystępować do ogłaszania przetargów i oczywiście te ceny w nowych przetargach dostajemy znacznie wyższe - dopowiada Józef Kurek, dyrektor SP ZOZ Szpitala Wielospecjalistycznego w Jaworznie.

- Szacuję, że będzie to kolejne 500 tys. zł rocznie, przy wzroście różnych innych kosztów, które się wiążą z funkcjonowaniem szpitala. Na pewno będzie problem ze znalezieniem tych brakujących środków i zbilansowaniem przychodów - prognozuje dyrektor Piskorz-Ogórek.

Co się szpitalowi opłaca?
Dyrektor olsztyńskiego szpitala przyznaje, że w związku z tymi dodatkowymi kosztami pracy analizowano możliwość zmian w usługach outsourcingowych.

- Wchłonięcie ich przez szpital właściwie nic nie daje, nie ograniczymy kosztów, bo albo zwiększymy środki na umowę z firmą, która jest podwykonawcą, albo zapłacimy to wprost pracownikom - ocenia Krystyna Piskorz-Ogórek.

Dyrekcja rozważała, żeby np. mieć własną firmę sprzątającą. - Nie dość, że trzeba zainwestować w tej chwili w sprzęt do sprzątania, czyli konieczny byłby spory jednorazowy wydatek, to z naszej analizy wynikało, że likwidacja outsourcingu w sprzątaniu nie dałaby nam zysku - dodaje nasza rozmówczyni.

Jeśli chodzi o żywienie, szpital ma kuchnię w swoich pomieszczeniach, kupuje tylko usługę gotowania, natomiast firma zewnętrzna płaci jeszcze za wynajem pomieszczeń (to też dodatkowe przychody dla placówki). Biorąc to wszystko pod uwagę, dyrekcja nie widziała więc w przypadku kuchni finansowych korzyści w zmianie.

Na własną rękę
Inaczej to wyglądało w przypadku Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Jak przypomina dyrektor Barbara Bulanowska placówka przeżyła znaczący wzrost kosztów usług outsourcingowych na przełomie 2016 i 2017 roku, nawet o kilkadziesiąt procent. Z tego powodu szpital zrezygnował w części z outsourcingu, np. ze sprzątania.

Do 2016 roku usługi sprzątania dla szpitala realizowało kilka firm i kosztowało to miesięcznie 1,1 mln zł. - W 2016 r. rozpisaliśmy postępowanie przetargowe, ale uznaliśmy przedstawione oferty za niekorzystne - stwierdza dyrektor Bulanowska.

Po przejęciu sprzątania obecnie koszty szpitala w tym zakresie nie przekraczają 1 mln zł miesięcznie. Są niższe o około 30 proc. od najbardziej korzystnej oferty złożonej przez firmę zewnętrzną.

- Oczywiście wzięliśmy na siebie odpowiedzialność, ogromny ciężar organizacji pracy tych pracowników, ich zatrudniania itd. Natomiast teraz będziemy mieć kolejny etap związany ze wzrostem kosztów pracy tego personelu - dodaje Barbara Bulanowska.

Ze względu na wzrost kosztów usługi zewnętrznej szpital musiał też zmienić sposób  ochrony i zabezpieczenia mienia. - Utrzymaliśmy koszty dozoru, ale jedynie dzięki temu, że zrezygnowaliśmy prawie z połowy portierów, za to poszliśmy w elektroniczny nadzór – wyjaśnia dyrektor.

Natomiast z niektórych rzeczy zrezygnować szpital nie mógł z różnych powodów, chociażby ze względu na brak infrastruktury.

Rozwierające się nożyce
- Chciałabym jasno powiedzieć, że nie jestem przeciwnikiem podnoszenia płac minimalnych, bo uważam, że ludzie mają prawo godnie, uczciwie zarabiać - deklaruje dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego. - Tylko że w takiej sytuacji system powinien być elastyczny. Jeżeli rządzący podejmują decyzję, że płaca minimalna ma wzrastać co roku, to w takim razie analogicznie powinna automatycznie wzrastać wycena punktu czy wysokość ryczałtu.

- W tym roku taryfy zostały podniesione o te 4 proc., ale tak realnie to od wielu lat wyceny świadczeń w szpitalnictwie nie wzrastały. Wzrastała jedynie ilość kupowanych świadczeń - stwierdza.

Barbara Bulanowska zwraca przy tym uwagę, że pojawia się w rezultacie efekt rozwierających się nożyc w budżetach szpitali.

- Z jednej strony rosną nam koszty osobowe, koszty wszelkich usług. Z drugiej strony obniżone zostały wyceny świadczeń w tych najbardziej zyskownych świadczeniach, które realizowane były szczególnie przez szpitale wysokospecjalistyczne, a więc kardiologia, naczyniówka, ortopedia itd. – wylicza.

Nasza rozmówczyni wskazuje też, że podwyżki płacy minimalnej prowadzą do efektu domina we wszystkich grupach zawodowych.

- Miałam taką sytuację z początkiem ub.r., że jak wzrosła płaca minimalna do 2000 zł, to w konsekwencji musiałam podnieść wynagrodzenia np. psychologom, fizjoterapeutom, żeby zachować właściwą gradację wynagrodzeń, bo inaczej mogłoby się okazać, że będą zarabiać mniej od pań sprzątających - opisuje dyrektor Bulanowska.

Trzeba się zmierzyć z podwyżką
Podwyżka płacy minimalnej od nowego roku będzie miała także istotne znaczenie dla Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach.

- Szczególnie dla usług typu sprzątanie, ochrona, my również mamy szereg takich pracowników pomocniczych, którym będziemy musieli podnieść wynagrodzenie. Z całą pewnością podniesie nam to koszty utrzymania - mówi Klaudia Rogowska, dyrektor SPSK Nr 7 SUM w Katowicach, Górnośląskie Centrum Medyczne im. prof. L. Gieca.

Placówka wyliczyła dokładnie, jak wzrost minimalnego wynagrodzenia brutto od 1 stycznia 2017 przełożył się na uśrednione miesięczne koszty szpitala. Usługi sprzątania świadczone przez firmę zewnętrzną zdrożały średnio o ponad 32 tys. zł brutto miesięcznie (z VAT), usługi prania - o blisko 9 tys. zł, a usługi ochrony wzrosły o 60 tys. zł brutto.

Dlatego dyrekcja szpitala zastanawia się, w jakiej formule dalej prowadzić te usługi: czy dalej poprzez outsourcing, czy jednak przejąć te obowiązki.

- Czy wzrost wydatków na wynagrodzenia będzie dotyczył pracowników firm zewnętrznych, czy naszych - nie ma większego znaczenia, bo ostatecznie i tak musimy się z tym zmierzyć - konkluduje dyrektor Rogowska.

Mimo że ośrodek w ramach tzw. sieci szpitali zakwalifikowany został jako szpital ogólnopolski, a tym samym ma zagwarantowane finansowanie, to dyrektor GCM nie ukrywa, że z powodu zapowiadanych zwiększonych wydatków zastanawia się, jak zaplanować finansowo rok przyszły.

Zaznacza przy tym, że szpital ma strategiczne znaczenie dla Śląska w leczeniu chorób sercowo-naczyniowych, a dość istotnie ucierpiał na skutek wcześniejszych zmian wycen procedur kardiologicznych i chirurgii naczyniowej.

Narastanie presji płacowej
Jak wskazuje Józef Kurek ze Szpitala Wielospecjalistycznego w Jaworznie, stała presja płacowa przy równoczesnym braku zmiany wyceny procedur to dla szpitali bardzo trudna sytuacja.

- Tym bardziej że ostatnie podniesienie wartości procedur miało miejsce de facto dopiero pierwszy raz od 7 lat. To nawet nie rekompensuje strat ponoszonych w poszczególnych dziedzinach medycyny - twierdzi dyrektor Kurek.

W rezultacie następne większe wydatki spowodują kolejne kłopoty finansowe szpitali.

- Wzrosły koszty prania, wyżywienia. Koszty sprzątania w ostatnich latach wzrosły o prawie 100 proc. Znacznie wzrosły koszty transportu, a to się przekłada bezpośrednio na wynik finansowy szpitala i na koszty udzielania świadczeń. Już teraz obserwujemy, że szereg jednostek zaczyna notować większą stratę niż miało w latach poprzednich przy podobnej wysokości kontraktu - opisuje Józef Kurek.

Do tego dochodzi spłaszczanie się płac - w rezultacie przy podwyżce płacy minimalnej grupy lepiej uposażone też dopominają się wzrostu płac, co powoduje również narastanie presji płacowej na dyrektora przy zjawisku pogarszania się wyniku finansowego.

- Jeżeli najniższa płaca będzie wynosić 2100 zł brutto, a lekarz rezydent dostaje 2200-2300 zł, to czuje się pokrzywdzony, czego mamy odzwierciedlenie w protestach - ocenia dyrektor szpitala w Jaworznie.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum