Kontrowersyjne polecenie dyrekcji pogotowia. Za odmowę ratownikom grożą kary finansowe

Autor: oprac. KM • Źródło: Facebook, Twitter, Rynek Zdrowia26 sierpnia 2021 06:03

Każdy, do kogo dojeżdża karetka, ma trafić do szpitala - zaleca dyrekcja stacji pogotowia. Jeśli nie, będą kary pieniężne. Ratownicy i lekarze oponują: to zapychanie SOR-ów

Za odmowę wykonania polecenia ratownikom grożą kary pieniężne lub zerwanie umów. Fot. PTWP
  • Jak dowiedział się zespół "To nie z mojej karetki", pogotowie w Legionowie zaleca, aby każdy pacjent, do którego wyjedzie karetka, trafił do szpitala
  • Wątpliwą zasadność decyzji podkreślili publicznie m.in. ratownicy ze wspomnianego profilu oraz lekarz Jakub Kosikowski
  • Zapychanie SOR-ów i ograniczona dostępność karetek - to problemy, jakie zdaniem medyków może spowodować zalecenie dyrekcji

Oburzający nakaz dyrekcji pogotowia ratunkowego dla ratowników

"Jest takie pogotowie, które jest podwykonawcą najlepszego pogotowia w tej części Europy - pogotowie ratunkowe w Legionowie" - pisze zespół "To nie z mojej karetki". Ale w tym miejscu stawia kropkę, jeżeli chodzi o dobre słowa. Dalej ratownicy informują bowiem, że dyrekcja tego zespołu "z sobie tylko znanych powodów" nakazała swoim pracownikom przywozić do szpitala wszystkich pacjentów. Jak podkreślają facebookowi ratownicy, ma to nastąpić nawet wtedy, gdy brakuje ku temu wskazań.

Zdaniem autorów profilu "To nie z mojej karetki" nakaz dyrekcji legionowskiego pogotowia spowoduje "bezsensowne i niezrozumiałe zapychanie" szpitalnych oddziałów ratunkowych i ogólny paraliż systemu lokalnego ratownictwa. Kluczową dla pacjentów z regionu niedogodnością podkreślaną przez ratowników jest wydłużony czas bez dostępności karetek: powiat legionowski nie posiada własnego szpitala, a co za tym idzie, pacjent musiałby być przewieziony do innej lokalizacji - przykładowo, do szpitala w Nowym Dworze Mazowieckim lub Szpitala Bielańskiego w Warszawie, które są oddalone od legionowskiego pogotowia o kilkanaście kilometrów.

Polecamy: Dyskusja po śmierci anestezjologa. Lekarz na jednym etacie? Trzeba by zamknąć szpitale

Za odmowę - kary pieniężne i wyrzucenie z pracy?

Ratownicy z profilu "To nie z mojej karetki" na potwierdzenie informacji umieścili zrzut ekranu z wiadomością podpisaną "koordynator ds. Ratownictwa Medycznego". Jedynym przypadkiem, w którym pacjent nie byłby przewożony do szpitala, a pozostawiony w miejscu wezwania, ma być - jak pisze koordynator - "odmowa transportu do szpitala potwierdzona podpisem na karcie".

W przypadku "niezastosowania się do zalecenia Pani Prezes" przewidziane są konsekwencje w postaci kar finansowych lub zaprzestania współpracy. "Świetny ruch taktyczny" - dodają ratownicy z "To nie z mojej karetki".

Czytaj także: Trzeci konkurs na ratowników. Nikt nie składa ofert. To tu 125 ratowników rzuciło papierami

Tej karetki może komuś zabraknąć

Głos w sprawie zabrał również znany na Twitterze lekarz Jakub Kosikowski, rezydent onkologii klinicznej, były przewodniczący Porozumienia Rezydentów.

"Tak się szanowni Państwo zapycha system ratownictwa, tworzy kolejki w SOR i finalnie komuś tej karetki może zabraknąć" - pisze lekarz.

Sprawdź: Drony będą transportować defibrylatory AED nad Sosnowcem. Pierwsze loty już jesienią

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum