Jacek Grabowski, wiceprezes NFZ: Musimy biec szybciej niż inni

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 26 sierpnia 2008 08:26

W najbliższym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia ukaże się obszerny wywiad z wiceprezesem NFZ, Jackiem Grabowskim, który mówi m.in. o sposobie wdrażania systemu Jednorodnych Grup Pacjentów.

– Niemcy przez dwa lata prowadzili rozliczenia równolegle w dwóch systemach: starym i nowym, ale pamiętajmy, że wydali na to wiele milionów euro. Nas nie byłoby na to stać.

– Wdrożenie w lipcu br. nowego systemu rozliczeń ze szpitalami w ramach Jednorodnych Grup Pacjentów wywołało liczne komentarze dotyczące nie tyle samej istoty JGP, ile stylu ich wprowadzenia. Tempo okazało się szokujące – decyzja Funduszu zapadła przecież w czerwcu, na trzy tygodnie przed terminem wdrożenia. Tymczasem europejscy eksperci twierdzą, że na przygotowanie systemu i przeszkolenie kadr potrzebne są co najmniej dwa lata…
– To wszystko prawda, ale Polska ma swoją specyfikę. Jesteśmy daleko w tyle za innymi i aby ich dogonić musimy, niestety, biec tam, gdzie inni mogą rozważnie kroczyć. Oczywiście, najlepiej byłoby zrobić tak, jak zrobili np. Niemcy, którzy przez dwa lata prowadzili rozliczenia równolegle w dwóch systemach: starym i nowym, ale pamiętajmy, że wydali na to wiele milionów euro. Nas nie byłoby na to stać.

Niemiecki system finansowania był na tyle patologiczny, że sięgnięto w końcu po australijskie DRG, a kilkuletni okres przygotowań służył eliminacji drastycznych wahnięć poziomu finansowania szpitali.

– Czy to oznacza, że polskie szpitale pozostaną bez ochrony przed zaburzeniami, które mogą się pojawić w trakcie zmiany systemu?
– Nie. Zrekompensujemy to poprzez fakt, że wprowadzamy nowy system w trakcie wzrostu przychodów. To kolejny powód, dla którego zdecydowaliśmy się na wdrożenie JGP już teraz.

Rok 2008 jest doskonałym rokiem finansowym. Przychody Funduszu wzrosły o 15 proc. To sytuacja bez precedensu w stosunku do wcześniejszych lat. Dzięki temu mamy osłonę dla projektu nowego systemu rozliczeń, na którym żadna z dziedzin medycyny ma nie stracić, ale większość z nich powinna zyskać.

Tempo wdrożenia wynikało także z naszego przeświadczenia, opartego o wcześniejsze doświadczenia, że nowe projekty pozostają wirtualne, dopóki nie ruszą w praktyce. Nie wiem, jak jest w innych krajach, ale u nas tak to właśnie wygląda.
Mimo że prace nad JGP trwały od dawna, niektóre specjalności medyczne nawet nie zaczęły przygotowywać się do zmian. Wynikało to zapewne z przekonania, że wszelki wysiłek jest zbędny, skoro i tak będzie jak zawsze, tzn. nic się nie wydarzy.

– Skoro mowa o polskiej specyfice. Czy uważa Pan, że realizacja długich, rozpisanych w czasie programów jest u nas w ogóle możliwa? Pomijając kwestię kosztów, każda kolejna ekipa rządowa przynosi nowy kierunek zmian.
– To, naturalnie, także wzięliśmy pod uwagę koncentrując się na szybkim wdrożeniu. Nie wszyscy wiedzą, ale historia JGP w Polsce ma blisko dziesięć lat. W okresie pomiędzy 1999 i 2001 rokiem realizowany był w tym zakresie projekt Banku Światowego. Dobrze znam efekt pracy austriackich ekspertów, jestem więc w stanie porównać to, co zrobili, z naszymi wysiłkami i zapewniam, że wypadamy w tym porównaniu zdecydowanie lepiej.
Projekt był pilotażowo wdrażany na Podkarpaciu, Dolnym Śląsku i w regionie łódzkim.

Ale rzecz w tym, że wybory i zmiana ekipy rządzącej spowodowały, że stał się „półkownikiem”. Spoczywa do dziś na jakiejś zakurzonej półce i tyle o nim słyszano. Nie da się ukryć, że dłuższa perspektywa czasowa oznacza duże prawdopodobieństwo pojawienia się nowych otwarć i uniemożliwia stabilizację.

Cały wywiad z Jackiem Grabowskim – już w najbliższym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum